- Poppy ja czytam - stwierdziła Wilhelmina Grubbly–Plank i zaczęła czytać
Rozdział 24
Rewelacje Rity Skeeter
- Każdy wie ze jesteś prostytutka ministerstwa! - jeknal Łapa
- NIE JESTEM ŻADNA PROSTYTUTKA! - ryknela wściekła Rita
W drugi dzień świąt wszyscy wstali późno. W pokoju wspólnym Gryfonów było o wiele spokojniej niż w ostatnich dniach, a leniwe rozmowy często przerywało głośne ziewanie. Hermiona znowu miała na głowie burzę gęstych, poskręcanych włosów. Wyznała Harry'emu, że przed balem użyła dużej ilości płynu do włosów „Ulizanna".
- Ale przecież nie będę tego robiła codziennie, za dużo zachodu – stwierdziła rzeczowo, drapiąc za uszami Krzywołapa, który rozmruczał się z rozkoszy.
- Ale byłaś niegrzeczną dziewczynką lady Weasley - wyszeptał jej do ucha Ron i pokręcił głową
- Lordzie Weasley powinnam dostać jakąś karę za bycie niegrzeczną dziewczynką - oznajmiła erotycznie Hermiona
- O twojej karze porozmawiamy później - i pocałował ją w czoło jak zwykle wesnela zadowolonym głosem wtulając się w jego tors a późnej wyszeptała mu coś do ucha podniecona a ten wystrzezyl się glupotowato
Wszystko wskazywało na to, że Ron i Hermiona zawarli milczącą umowę, by nie poruszać gorącego tematu, który tak ich poróżnił.
- Gorąco i rozmarzona to byłam dzisiaj rano - stwierdziła pani Weasley
Odnosili się do siebie dość poprawnie, ale z nieco wymuszoną uprzejmością. Ron i Harry opowiedzieli Hermionie o podsłuchanej rozmowie między madame Maxime i Hagridem, ale nie była wcale tak zszokowana jak Ron, gdy się dowiedziała, że Hagrid jest półolbrzymem.
- Od dawna to podejrzewałam – oświadczyła, wzruszając ramionami – Wiedziałam, że nie może być olbrzymem czystej krwi, bo one mają ze dwadzieścia stóp wzrostu.
Ron nie mógł się powstrzymać i pocałował Hermionę w usta bo siedziała mu na kolanach a ta oddala pocałunek
- przy tobie czuje się tak bezpiecznie! - wesnela zadowolonym głosem
- Jesteście tacy słodcy ze aż mnie mdli - stwierdził Harry
Ale te wszystkie histeryczne opowieści o olbrzymach uważam za mocno przesadzone.
- Przecież nie wszystkie olbrzymy muszą być takie okropne. Ludzie mają takie same uprzedzenia wobec wilkołaków. To po prostu brak tolerancji, nie sądzicie?
- Ale za to wszystkie ropuchy są okropne zwłaszcza ropucha Umbridge z ministerstwa - odezwała się Angelina Umbridge wyskoczyła
- Ty mała skarkulo...!
- Masz jakiś problem Umbridge! - wycedzila Molly stając z kolan swojego męża i patrzyła na nią wściekła jej sukienka była idealnie dopasowane do niej ciała podkreslaly jej figure i kobiece kształty a na nogach miała szpilki z kłódka na zapieciach na wysokim obcasie i stukała obcasem o podłogę wściekła - podaj mi jeden powód dlaczego nie miałabym Cię zabić
- Kochanie
- Ta ropucha obraziła naszą córeczke! - warknęła pani Weasley na męża Artur podniósł ręce do góry w akcje poddania - nikt nie ma prawa obraziła moja córeczkę i wyjść z tego cało!
Angelina podbiegła do niej gracja i wdziękiem i wtuliła się w Molly ta pocałowała ja w czoło wyrażając matczyne uczucia jakie do niej żywiła Lady Weasley wesnela zadowolonym głosem wtulając się z starsza Lady Weasley jeszcze bardziej obie miały obcisłe sukienkę które podkreślały ich figure i kobiece kształty i szpilki z kłódka na zapieciach na wysokim obcasie i biżuterie rodem Weasley
- Kocham Cię mamusiu - oznajmiła szczęśliwa pani Weasley a Lady Weasley tuliła ja do swojej piersi - Mamusiu będziesz zawsze moja mamusią prawda?
- Tak jestem twoją mamusia dożywotnio a ty moją córeczką dożywotnio i nikt tego nie zmieni i jesteś też Lady Weasley i grzeczna dziewczynka która przestrzega zasad dobrego zachowania w rodzie Weasley prawda?
- Tak mamusiu zawsze będę grzeczna dziewczynka i zawsze będę przestrzegala etykiety dobrego zachowania w rodzie Weasley - odezwała się zadowolonym głosem czarnoskóra pani Weasley wtulona do jej piersi
– Ron miał najwyraźniej ochotę powiedzieć coś zjadliwego, ale chyba nie chciał wywołać nowej kłótni,
– Ron miał najwyraźniej ochotę powiedzieć coś zjadliwego, ale chyba nie chciał wywołać nowej gry wstępnej z Hermiona - poprawil Harry rozbawiony
- Ronaldzie Jak to nie chciałeś gry wstępnej! - warknęła Ginny patrząc na Harrego - a ja tak Cie kocham!
- Mionko ja ja!! - Harry zaczął się jąkać - Sala parsknęła głośnym śmiechem Hermiona i Ron patrzyli na Ginny i Harrego morderczym wzrokiem
bo tylko pokręcił powątpiewająco głową. Nadszedł czas, by pomyśleć o pracach domowych, których nawet nie tknęli w pierwszym tygodniu ferii. Teraz, po świętach, wszystkich ogarnęła dziwna apatia – wszystkich prócz Harry'ego, który zaczął się znowu lekko denerwować. Problem w tym, że kiedy już minęło Boże Narodzenie, dzień dwudziestego czwartego lutego jakoś błyskawicznie się przybliżył, a Harry jeszcze nic nie zrobił, by rozwiązać zagadkę ukrytą w złotym jaju, i wciąż nie miał pojęcia, co go czeka w drugim zadaniu turniejowym.
Harry się zarumienił
Za każdym razem, gdy wracał do dormitorium, wyjmował jajo z kufra i otwierał je, wsłuchując się z uwagą w straszliwe wycie, z nadzieją, że tym razem coś z tego zrozumie. Zastanawiał się, co mu ten dźwięk przypomina, ale poza orkiestrą składającą się z trzydziestu pił nic nie przychodziło mu do głowy.
- Nie Harry to wycie Percego pod prysznicem który myśli że umie śpiewać - oznajmili Fred i George Percy zrobił się czerwony a sala parsknęła głośnym śmiechem
- Ale na szczęście twoja córka odziedziczyła talent po mnie - stwierdził Bill uśmiechnal się do Lucy a Lady Fimigan podeszła do niej z niezwykla gracja i wdziękiem Lucy wstała z kolan Patricka z gracją i wdziękiem obie się przytuliły a single wesneli patrzyły na dwie Ladys Finigan i zaczęli się ślinić na ich widok obie miały obcisłe sukienki które podkreślały ich figure i kobiece kształty i szpilki z kłódka na zapieciach na wysokim obcasie
- Moja córeczka mamusia bardzo mocno Cie kocha i nigdy nie przestanie Cie kochać - oznajmiła miłością Susan do Lucy tuląc ja do swojej piersi i całując ja w czoło ta wesnela zadowolonym głosem wtulając się w nią jeszcze bardziej
- Kocham Cię mamusiu - oznajmiła Lady Finigan zadowolonym głosem a starsza kobieta ja tuliła do siebie wzruszona za każdym razem jak Lucy do niej mówi
- Grzeczna dziewczynka mamusia uwielbia za każdym razem jak do mnie mówisz - mruknela z miłością
- I przeciwieństwo do Weatherbego jesteś również taki męski i seksowny - odezwała się Fleur i wtuliła się w niego
- Chce być animagiem jak wy - wyszeptał Bill do tych co chcą się zmienić a Fleur wesnela zadowolonym głosem kiedy Bill pocałował ją w czoło
- Ja też - mruknął Denis Gabriele nie chciała nawet słyszeć żeby siedzieć na krześle i wtuliła się w Denisa bardzo mocno
- Będę siedziała na Denisach kolanach bo tutaj czuje się przy nim bezpieczna prawda że mogę siedzieć na twoich kolanach?
- Oczywiście kochanie - powiedział Denis a ta wtuliła się w Creeveya i wesnela zadowolonym głosem
- Czy oni nie sa słodcy? - wyszeptała Apolonia do męża patrząc jak Gabriele tuli się do Denisa
Zamykał jajo, potrząsał nim energicznie, znowu otwierał, ale nic się nie działo. Próbował zadawać jajku pytania, przekrzykując jego żałosne wycie, na próżno. Raz nawet cisnął nim przez sypialnię – choć tak naprawdę nie spodziewał się, by to coś dało. Nie zapomniał o wskazówce, której mu udzielił Cedrik, ale chłodne uczucia, jakie żywił wobec niego, powstrzymywały go od skorzystania z jego rady, skoro wciąż miał nadzieję, że rozwiąże zagadkę sam.
- Harry tylko rude - powiedział Fleomont
- Właśnie Harry tatuś Fleomont ma rację tylko rude - zgodziła się z Fleomontem Lily I
- Klątwa Potterów musiała Cie dopaść bo Potterowie sa przekleci - oznajmił uśmiechnięty Rogacz patrząc na Ginny która popatrzyła na Harry'ego iskierkami miłości a później pocałowała go w namiętnie w usta
- Harry Ginny przestańcie! - jeknal Ron
- Nie - odpowiedział Harry i ponownie wbił swoje usta w jej usta a ona wesnela zadowolonym głosem oddając pocałunek taka sama mocą
Wydawało mu się zresztą, że gdyby Cedrik naprawdę chciał mu pomóc, zrobiłby to w jakiś bardziej zrozumiały sposób. On, Harry, powiedział Cedrikowi wyraźnie, co ich czeka w pierwszym zadaniu, a Cedrik najwidoczniej uważał, że spłaci swój dług, zachęcając Harry'ego do kąpieli.
Ginny zeszła z jego kolan z gracją i wdziękiem i zaczęła go ciągnąć - No chodź Harry musimy wziąść kąpiel
- Ginny! - jęknęla Molly I - usiądź na kolanach Harrego w tej chwili w wtul się w jego ramiona
- Ginny jak będziesz grzeczną dziewczynką to zabiorę cie na do łazienki perfekta i weźmiemy kąpiel ale najpierw musimy skończyć czytać rozdział więc bądź grzeczna dziewczynka i usiądź mi na kolanach i wtul się w moje ramiona jak mamusia ci kazała - odezwał się Harry
- Obiecujesz że mnie tam zabierzesz i weźmiemy razem kąpiel? - zapytała, z nadzieją siadając mu na kolanach i patrzyła na niego iskierkami miłości i przegryzła wargę
- Obiecuje kochanie! - i pocałował ją w czoło jak zwykle wesnela zadowolonym głosem wtulając się z Harrego jeszcze bardziej
- Mam ochotę też szybki numerek jak będziemy się kąpać - mruknela do jego piersi zadowolonym głosem Harry uśmiechnal się szeroko do żony
W nosie miał taka pomoc – i to jeszcze od kogoś, kto spacerował sobie po korytarzach razem z Cho. Więc gdy nadszedł pierwszy dzień nowego semestru i Harry wybrał się na pierwszą lekcję obładowany jak zwykle książkami, pergaminem i piórami, czuł w żołądku dodatkowy niepokojący ciężar, jakby w rozpaczliwej próbie rozwiązania zagadki połknął to złote jajo w całości i czekał, co z tego wyjdzie.
- Gdyby nie Diggory ci nie podpowiedział to byś nie dał rady Potter bo z Ciebie jest taki cienki bolek ze wszyscy muszą Ci pomagać! - prychnął Zachariasz - wielki ....
- Gdybyś nie był takim kretynem to bym Cie nawet lubiła i wiesz co wstydzę się tego że taki idiota jak ty jest w Hufflepuffie! - odparowala Susan Zachariasz zrobił się czerwony
- Powiedz tylko coś złego na moja córeczke a strzele Cie jakiś straszliwym zaklęciem i będę Cię strzelać do tego momentu kiedy usłyszę od Ciebie przeprosiny warty uwagi bo nie pozwolę na to żeby idioci jak ty skrzywdzili Susan ponieważ moim obowiązkiem jako matki jest chronić i bronić swoje dziecko przed wszystkimi którzy chcą skrzywdzić moją córeczke a Susan jest moją córeczką! - warknęła Alison na Zachariasza Susan wtuliła się w Alison a ta pocałowała ja w czoło wyrażając matczyne uczucia jakie do niej żywiła Lady Fimiganow wesnela zadowolonym głosem wtulając się z nią jeszcze bardziej
- Ja na twoim miejscu bym się nie odzywał bo babcia jest niebezpieczna kiedy ktoś śmieje jakie mama i babcia mają relacje mają takie że raz strzeliła jakiegoś kretyna straszliwym zaklęciem tylko dlatego ze śmiał się szyderczo do mamy że mama mówi do babci "mamusia" i usłyszał jak mama mówiła do babcii żeby ją całowała po czole i tuliła ja do swojej piersi bo wtedy czuje się bezpieczna i kochana - ostrzegł go Patrick - a później wściekła ze ktoś się śmieje szyderczo z jej ukochanej córeczki zmusiła go żeby przepraszał mamę na kolanach i biedak musiał mamę przepraszac na kolanach i puściła go tylko wtedy kiedy uznała go grzecznym chłopcem
- Kocham Cię skarbie - rzekła miłością tuliła swoją córkę - i nie ważne ile będziesz miała lat zawsze będę tuliła Cie do swojej piersi i będę całowała Cie po czole bo jesteś dożywotnio moją córeczką kochanie za to ty będziesz się zwracać dożywotnio do mnie tylko mamusia prawda skarbie?
- Tak mamusiu bo jestem bardzo grzeczna dziewczynka która przestrzega etykiety dobrego zachowania rodzie Fimiganow - oznajmiła szczęśliwa pani Fimigan wtulając się w nią jeszcze bardziej - Kocham Cię mamusiu
Błonia wciąż okrywał gruby kożuch śniegu, a na szybach cieplarni osiadła tak gruba warstwa pary, że podczas zielarstwa nic nie było widać na zewnątrz.
Dziewczyny krzywili się
- Wolę kozaki na wysokim obcasie z kłódka na zamku - uśmiechnęły się szeroko - i dzięki temu muszę chodzić tylko gracja i wdziękiem
W taką pogodę nikomu nie paliło się do Opieki Nad Magicznymi Stworzeniami, chociaż Ron twierdził, że sklątki na pewno ich ogrzeją – albo goniąc ich po grządkach, albo miotając strumieniami ognia, które podpalą chatkę Hagrida. Na miejscu zastali jednak nie Hagrida, a jakąś starszą czarownicę ze schludnie przystrzyżonymi siwymi włosami i bardzo wydatnym podbródkiem.
- Pospieszcie się, już pięć minut po dzwonku – fuknęła na nich, kiedy brnęli ku niej przez głęboki śnieg.
- Kim pani jest? – zapytał Ron – Gdzie jest Hagrid?
- Jestem profesor Grubbly-Plank – odpowiedziała dziarskim tonem – Przez jakiś czas będę was nauczała Opieki Nad Magicznymi Stworzeniami.
- Gdzie jest Hagrid? – powtórzył głośno Ron.
- Jest niedysponowany – stwierdziła krótko profesor Grubbly-Plank.
- Hagridzie założyłeś prezerwatywe albo Olimpia rzuciła zaklęcie antykoncepcyjne? - spytała Lily I większość ludzi popatrzyła na nią otwarta szczęka i wielkimi oczami - No co no chyba ze Hagrid i Olimpia chcą mieć dzieci - rzekła pani Potter Hagrid spalił buraka i uśmiechnal się nerwowo
- Ty uprawiałeś z nią seks? - spytał Remus niedowierzaniem
- Z naszą dyrektorka - rzekły niedowierzaniem Fleur i Gabriele niektórzy patrzyli na niego wielkimi oczami i otwarta szczęka
- Ja wiedziałem że Olimpia nie jest taka święta - stwierdził Colin II i parsknął śmiechem następnie pocałował swoja żonę w czoło Adrenne wesnela zadowolonym głosem wtulając się w męża jeszcze bardziej a sala patrzyła na Hagrida szoku
Harry usłyszał cichy, drwiący śmiech. Odwrócił się. Nadeszli Draco Malfoy i reszta Ślizgonów. Wszyscy wyglądali na bardzo rozbawionych i wcale nie byli zaskoczeni widokiem profesor Grubbly-Plank.
- Tędy, proszę – powiedziała, ruszając w stronę padoku, na którym dygotały z zimna olbrzymie konie z Beauxbatons. Harry, Ron i Hermiona poszli za nią, oglądając się przez ramię na chatkę Hagrida. We wszystkich oknach były zaciągnięte zasłony. Czyżby Hagrid był w środku, samotny i chory?
- Co się stało Hagridowi? – zapytał Harry, dogoniwszy profesor Grubbly-Plank.
- Za dużo miłości z Olimpia! - zardwil Colin II
- Nie musi cię to obchodzić – odpowiedziała takim tonem, jakby uznała, że jest za bardzo wścibski.
- Ale mnie obchodzi – zaperzył się Harry – Co mu się stało?.
Profesor Grubbly- Plank zachowywała się tak, jakby tego nie usłyszała. Poprowadziła ich wokół ogrodzenia dla koni, które tuliły się do siebie z zimna, a potem ku samotnemu drzewu na skraju Zakazanego Lasu, gdzie był uwiązany cudowny biały jednorożec. Na widok jednorożca dziewczęta wydały zgodny okrzyk zachwytu
- Och, jaki on jest piękny! – szepnęła Lavender Brown
- Nie taki piękny jak Louis jako biały wilk - oznajmiła Samanta Victoire i Domique wywrocily oczami Louis wystrzezyl się glupotowato
– Skąd ona go wytrzasnęła? Podobno bardzo trudno je złapać! – Jednorożec był tak niesamowicie biały, że śnieg przy nim wydawał się szary. Darł nerwowo ziemię złotymi kopytami i podrzucał rogatym łbem.
- Chłopcy niech się trzymają z daleka! – warknęła profesor Grubbly-Plank, chwytając Harry'ego za szatę – Jednorożce wolą dotyk kobiety. Dziewczęta do przodu. Podchodźcie ostrożnie. No, proszę, tylko spokojnie, to nic trudnego... – Ona i dziewczęta podeszły powoli do jednorożca, pozostawiając chłopców przy ogrodzeniu dla koni. Gdy tylkobprofesor Grubbly-Plank znalazła się poza zasięgiem głosu, Harry zwrócił się do Rona.
- Jak myślisz, co mu się mogło stać? Chyba nie uważasz, że jakaś sklątka...
- Nie taka jedna kobieta nazywa się Olimpia - rzekł Seamus - pewnie było za ostro
- Seamus! - warknęła Alison Hagrid miał już dość
- Nie, nie został zaatakowany, Potter, jeśli to masz na myśli – odezwał się cicho Malfoy – Tylko wstydzi się pokazywać swoją obrzydliwą buźkę.
- Co chcesz przez to powiedzieć? – zapytał ostro Harry. Z kieszeni na piersiach Malfoy wyjął złożoną stronę gazety.
- Tylko to – powiedział – Bardzo mi przykro, Potter – Uśmiechnął się złośliwie, kiedy Harry wyrwał mu gazetę z ręki, rozłożył i zaczął czytać, podczas gdy Ron, Seamus, Dean i Neville zaglądali mu przez ramię. Był to artykuł opatrzony zdjęciem Hagrida, na którym wyglądał wyjątkowo podejrzanie.
Hermiona popatrzyła morderczym wzrokiem na Skeeter a ta przemknela ślinę
- Olimpia się pewnie wściekła bo Hagrid nie zaspokoił jej potrzeb - powiedział Łapa wzruszyć ramionami Hagrid patrzył morderczym wzrokiem na Łapę
WIELKI BŁĄD DUMBLEDORE'A
Albus Dumbledore, ekscentryczny dyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa, nie boi się zatrudniać w Hogwarcie bardzo kontrowersyjnych postaci, pisze Rita Skeeter, nasz specjalny korespondent. We wrześniu tego roku zatrudnił jako nauczyciela Obrony Przed Czarną l Magią Alastora „Szalonookiego" Moody'ego, byłego aurora, notorycznie wpadającego w kłopoty. Decyzja ta zaskoczyła wielu przedstawicieli Ministerstwa Magii, powszechnie bowiem wiadomo, że Moody ma zwyczaj atakowania każdego, kto w jego obecności wykona jakiś gwałtowny ruch.
Flora i Hestia popatrzyly na Szalookiego nieufnie
- Mamusiu bo ja sie go trochę boję - mruknely bliźniaczki do Ameli a ta bez wahania przytuliła je do swojej piersi i pocałowała je po czolach te wesnely zadowolonym głosem wtulając się w nią jeszcze bardziej
- Mamusia nie pozwoli żeby stała się wam jakaś krzywda - wyszeptała tuląc je do swojej piersi
- Kocham Cię mamusiu - mruknely Flora i Hestia wtulone i bezpieczne do jej piersi
- Jak Amelia kocha swoje córeczki - zaczął Łapa przesadnie szczęśliwy
- To wy tez kochany swoje córeczki - skończył Rogacz również przesadnie szczęśliwy
- Kocham je nad życie i to jest najwspanialsze uczucie jak Flora i Hestia mówią do mnie mamusia i chcą żeby je tuliła do swojej piersi i całowała po czole
- Bo jesteś moja mamusią i innej mamusi nie chce i to są mamusi obowiazki którą mamusia musi przestrzegać - stwierdziły mocą stali panny Shacklebolt Amelia rozryczała się - dlaczego płaczesz mamusiu?
- Płaczę ze szczęścia spełnienia i miłości - oznajmiła do córek tuląc je do swojej piersi a później patrząc wymownie na Emme Diggory
Jednak nawet Szalonooki Moody sprawia wrażenie osoby odpowiedzialnej i dobrze wychowanej, kiedy stanie obok mieszańca, którego Dumbledore przyjął na stanowisko nauczyciela Opieki Nad Magicznymi Stworzeniami.
- Bo Drops sam jest szaleńcem prawda mamusiu? - spytały Flora i Hestia pani Shacklebolt
- Tak córeczki Dumbledore powinien się leczyć na głowę - stwierdziła pani Shacklebolt
- PANI Shacklebolt nie życzę sobie takich słów do mnie! - warknal Drops
- Nie warcz na moją mamusie! - krzyknęły Flora i Hestia
- Ona nie jest żadną waszą mamusią! - krzywiła się Pansy Kingsley popatrzył na nią a ta przeknela ślinę
- Amelia jest matka Flory i Hestii a ja ich ojcem i będą mówić do niej tylko mamusia a do mnie tylko tatuś bo taki mają obowiązek bo sa to grzeczne dziewczynki które przestrzegają zasad w rodzie Shackleboltow a twoje zdanie na ten temat mnie nie interesuje
- Miałam rację skarbie ze jesteś wspaniałym ojcem dla Flory i Hestii - oznajmiła szczęśliwa pani Shacklebolt rzucając mu się na szyję i całując go namiętnie w usta a ogarnął jej włosy
- Jesteś taka piękna! - i pocałował ją w znak a ona wydała z siebie głośne wesnecie zadowolenia
- To są moi rodzice a tobie nic do tego i będę mówiła do ich tylko mamusia i tatuś - oznajmiły panny Shacklebolt do panny Parkinson
Rubeus Hagrid, który przyznaje, że został wyrzucony z Hogwartu na trzecim roku, jest tam od tego czasu gajowym, a załatwił mu to właśnie Dumbledore. W ubiegłym roku Hagrid zdołał jednak w tajemniczy sposób przekonać Dumbledore'a, by mu dodatkowo powierzył obowiązki nauczyciela Opieki Nad Magicznymi Stworzeniami, z pominięciem o wiele bardziej wykwalifikowanych kandydatów.
- W sumie racja - mruknął Ron
Wyróżniający się wyjątkowym wzrostem, niepokojącą gwałtownością i nieokrzesaniem Hagrid od samego początku wzbudzał przerażenie wśród swoich uczniów, każąc im zajmować się bardzo groźnymi stworzeniami. Nie napotykając na żaden sprzeciw Dumbledore a, dopuścił do okaleczenia kilku uczniów podczas swoich lekcji, które wielu z nich określa jako „przerażające i niebezpieczne". „Zostałem zaatakowany przez hipogryfa, a mojego kolegę Crabbe'a bardzo groźnie pokąsał gumochłon", mówi Draco Malfoy, uczeń czwartej klasy.
- Miałam ochotę zamordowac Hagrida ale Hagrid wyraźnie mówił ze trzeba sie poklonic hipogryfowi - oznajmiła Narcyza - ale mój syn Draco nie wyraził odpowiedni szacunek hipogryfowi więc nie był grzecznym chłopcem więc go zaatakował a życie Crabba mnie nie interesuje bo jest pajacem bez szarych komórek który lubi robić dobrze Goylowi
Crabbe i Goyle patrzyli czysta nienawiścią na Lady Malfoy a ona nic sobie nie robiła tylko podeszła do swojej córki z niezwykla gracja i wdziękiem bo miała obcisła sukienka skórzana które idealnie dopasowane do jej figury podkreslaly jej kobiece kształty i szpilki z kłódka na zapieciach na wysokim obcasie i ją mocno przytuliła Astoria również miała obcisła sukienka skórzana które idealnie dopasowane do jej figury podkreslaly jej kobiece kształty i szpilki z kłódka na zapieciach na wysokim obcasie i pocałowała w czoło Astoria wesnela zadowolonym głosem wtulając się w lady Malfoy jeszcze bardziej
- Astorio mamusia bardzo mocno Cie kocha - mruknela miłością i tuliła ja do swojej piersi a ta wtuliła się w nią jeszcze bardziej
- Kocham Cię mamusiu - oznajmiła zadowolonym głosem pani Malfoy do jej piersi wtulona i zachwycona
„Wszyscy nienawidzimy Hagrida, ale za bardzo się go boimy, żeby coś powiedzieć". Hagrid nie ma jednak zamiaru zrezygnować ze swojej metody zastraszania uczniów. W rozmowie, jaką reporterka „Proroka Codziennego" odbyła z nim w ubiegłym miesiącu, przyznał, że wyhodował „sklątki tylnoodrzutowe", wysoce niebezpieczne skrzyżowanie mantykory i kraba ognistego. Tworzenie nowych gatunków i odmian stworzeń magicznych jest, oczywiście, procedurą wymagającą zezwolenia i podlegającą ścisłemu nadzorowi Urzędu Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami.
- Pójdziesz do azkabanu mieszancu - uśmiechnęła się słodko Umbridge
- Prędzej ty tam się znajdziesz Ropucho - powiedział Albus II - dementorzy bardzo sie ucieszą z pocałunku twoje ropuchowe usta
Hagrid uważa jednak najwyraźniej, że jego takie ograniczenia nie dotyczą. „Zrobiłem to dla hecy", powiedział, zanim pospiesznie zmienił temat. Jakby tego było mało, „Prorok Codzienny" jest w posiadaniu dowodów, że Hagrid wcale nie jest – jak zawsze utrzymywał – czarodziejem czystej krwi. Nie jest nawet w pełni człowiekiem. Możemy wreszcie ujawnić, że jego matką była olbrzymka Frydwulfa, której obecne miejsce zamieszkania nie jest znane. Żądne krwi i okrutne olbrzymy same się wyniszczyły w ciągu tego stulecia, tocząc między sobą nieustające wojny. Garstka, która przeżyła,
Harry Ron i Hermiona wymienili spojrzenia Hermiona zbladla wtuliła się w męża jeszcze bardziej
- Jesteś już bezpieczna skarbie - mruknął Ron tuląc ją do siebie Lily I zmrużyła oczy patrząc na swoje dzieci
- Mamo dowiesz się w następnym roku - oznajmił Ron całując żonę po czole którą wesnela zadowolonym głosem wtulając się w niego jeszcze bardziej
- Ron jest taki opiekuńczy!! - zaczął Fred przesadnie szczęśliwy
- Wobec naszej młodszej siostryczki!! - ciągnął George również przesadnie szczęśliwy
- To takie słodkie!! - skończyli razem przesadnie szczęśliwy
przyłączyła się do Tego, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać i podczas jego okrutnego panowania dopuściła się jednego z największych masowych mordów na mugolach. Większość olbrzymów służących Temu, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać została wybita przez walczących z siłami Ciemności aurorów, ale Frydwulfy nie było pośród nich. Jest możliwe, że uciekła do jednej z hord olbrzymów które wciąż żyją w dzikich łańcuchach górskich obcych krajów.
Hagrid patrzył na Rite morderczym wzrokiem
Sądząc po niebezpiecznych błazeństwach, jakich się Hagrid dopuszcza podczas swoich lekcji Opieki Nad Magicznymi Stworzeniami, syn Frydwulfy odziedziczył po niej dziką i okrutną naturę. Jest dziwnym paradoksem, że Hagrid zaprzyjaźnił się blisko z chłopcem, który pozbawił Sami-Wiecie-Kogo mocy i władzy – przez co zmusił matkę Hagrida, podobnie jak resztę popleczników Sami-Wiecie-Kogo, do znalezienia sobie dobrej kryjówki. Być może sam Harry Potter nie zna całej niemiłej prawdy o swoim olbrzymim przyjacielu, ale nie ulega wątpliwości, że Albus Dumbledore powinien zadbać o to, by Harry Potter i jego koledzy zostali ostrzeżeni przed zagrożeniem związanym z przyjaźnieniem się z półołbrzymami.
- Ale jest z Ciebie suka! - warknal Marcus Regulus Blake do Rity
- Marcus! - zawołała Narcyza szoku
- No co taka prawda - rzekł Marcus
Harry skończył czytać i spojrzał na Rona, któremu szczęka opadła.
- Jak ona to wyniuchała? – zapytał Ron. Ale to akurat najmniej obchodziło Harry'ego.
- A ty co miałeś na myśli, mówiąc „Wszyscy nienawidzimy Hagrida"? – warknął do Malfoy'a – I co to za bzdury o nim – wskazał na Crabbe'a – że go okropnie pogryzł gumochłon Przecież one nie mają zębów!
Crabbe uśmiechał się głupkowato, najwyraźniej bardzo z siebie zadowolony.
- Crabbe uśmiechasz się głupkowato bo Goyle robił Ci loda kiedy Harry czytał ten artykuł? - pytał szyderczo Jared a Daphne zachichotała i wtuliła się męża i wesnela zadowolonym głosem Gregory zrobił wściekła minę Patrick Fineas Frank II i Hugo uśmiechnęli się szyderczo
- Niektórzy są homoseksuali - stwierdziła Olivia patrząc wymownie na Dumbledore - ale sa też niebinarni
- Co to za cholerstwo? - pytał Łapa
- Osoba niebinarna (lub o niebinarnej tożsamości płciowej) to ktoś, kto nie utożsamia się w pełni z płcią męską ani żeńską, wykraczając tym samym poza binarny system płci - tłumaczyła Emilly
- Przedstawcie się i powiedzcie jakie macie zaimki? - spytał Frank II do Hugo jakby prowadził wywiad
- Jestem Crabbe i posługuje się zaimkami ono jego - oznajmił glupotowato Hugo większość ludzi parsknęli głośnym śmiechem
- A ty? - spytał Frank II do Patricka
- Jestem Goyle posługuje się zaimkami on ona - odpowiedział również glupotowato Patrick
- Jestem Rita posługuje się zaimkami męskimi jak i żeńskimi - powiedział Matt dziewczęcym głosem
- On jego Korneliusz - stwierdził James II
- On ona Bartemiusz - rzekł George II
- Jestem Dolores Ropucha posługuje się zaimkami męskimi jak i żeńskimi - oznajmił dumnie Fred II
- A ty?
- Zapomniałem - rzekł Louis głosem Amosa
- Jestem Lucek roszpunka nie jestem osobą niebinarna tylko sojusznica moje zaimki to on jego - oznajmil Teddy
- Ty Dracus w ministerstwie czy zoo wynalazles te okazy? - spytał Fineas do Draco sala ryknela śmiechem większość z nich leżała ze śmiechu śmiejąc się nieboglosy
- Jesteście zajebisci!!
- Widzicie co ja z nim mam - rzekły ich żony j po chwili wesnely zadowolonym głosem wtulając się w swojego męża jeszcze bardziej bo pocałowali je po czolach - Kocham Cię - mruknely zadowolonym głosem
- No cóż, sądzę, że to już koniec nauczycielskiej kariery tego głąba – powiedział Malfoy, a oczy mu rozbłysły.
- Półolbrzym... a ja myślałem, że po prostu wypił butelkę Szkiele-Wzro, kiedy był mały. Nie sądzę, by nasi rodzice byli zachwyceni, jak się dowiedzą. Będą się bali, że pozjada ich dzieciaczki, ha, ha, ha...
- Ty...
- Może byście zaczęli uważać, co? – dotarł do nich głos profesor Grubbly-Plank. Dziewczęta otoczyły już jednorożca, głaszcząc go i drapiąc za uszami. Harry był tak wściekły, że strona „Proroka Codziennego" drżała mu w ręku, kiedy zwrócił niewidzące spojrzenie na jednorożca, którego magiczne właściwości wyliczała teraz profesor Grubbly-Plank na tyle głośno, by i chłopcy to słyszeli.
- Mam nadzieje, że ona już zostanie! – powiedziała Parvati Patii, kiedy skończyła się lekcja i wszyscy wracali do zamku na obiad – Tak powinna wyglądać Opieka Nad Magicznymi Stworzeniami! Porządne stworzenia, jak jednorożec, a nie jakieś potwory...
- A co z Hagridem? – zapytał ze złością Harry, kiedy szli już po kamiennych stopniach prowadzących do drzwi frontowych.
- O co ci chodzi? Przecież może być nadal gajowym, no nie? – Parvati boczyła się na niego od balu. Czuł, że być może poświęcił jej zbyt mało uwagi, ale w końcu i tak dobrze się bawiła. W każdym razie wciąż opowiadała każdemu, kto chciał jej wysłuchać, że w przyszły weekend umówiła się w Hogsmeade z chłopcem z Beauxbatons.
- Bo jak się zapraszałeś mnie na imprezę to twoim obowiązkiem było się mną opiekować! - warknęła Parvati i stala niezwykla gracja i wdziękiem a single wesneli patrzyły na Parvati i zaczęli się ślinić na jej widok miała obcisłe sukienkę z długimi rękawami które podkreślały jej seksowna figure i kobiece kształty i szpilki z kłódka na zapieciach na wysokim obcasie założyła ręce i zaczęła tupac swoim wysokim obcasem o podłogę
- Harry ona ma rację - odezwał sie Rogacz
- Wiem przepraszam Parvati - rzekł Harry mimo ze dziewczyna miała buty na wysokim obcasie to była od niego dużo mniejsza niż Harry - nie byłem dżentelmenem wybaczysz mi? - Parvati pokiwała głową
- Ronald! - warknęła Molly i wskazując na Padme którą założyła ręce stanęła niezwykla gracja i wdziękiem a single wesneli patrzyły na Padme i zaczęli się ślinić na jej widok miała obcisłe sukienke i skórzana kurtka ramoneskę które podkreślały jej seksowna figure i kobiece kształty i szpilki z kłódka na zapieciach na wysokim obcasie założyła ręce i zaczęła tupac swoim wysokim obcasem o podłogę
- Przepraszam Padma ze zachowałem się jak kretyn wybaczysz mi? - pytał Ron mimo ze dziewczyna miała buty wysokim obcasie to była od niego dużo mniejsza bo Ron był jednych z najwyższych ludzi w sali Padma pokiwała głową
- To była naprawdę świetna lekcja – powiedziała Hermiona, kiedy weszli do Wielkiej Sali – Nie wiedziałam nawet połowy tego, co ta Grubbly-Plank opowiadała nam o jedno...
- To popatrz sobie na to! – warknął Harry i podsunął jej pod nos artykuł z „Proroka Codziennego". Hermionie też szczęka opadła, gdy przeczytała artykuł. Zareagowała identycznie jak Ron.
- Jak tej podłej Skeeter udało się to wyszperać? Przecież chyba Hagrid jej tego nie powiedział!
- Jak ona to robi? - spytał Teddy
- Dowiecie się na końcu książki - powiedziała cukierkowym głosem Hermiona a Rita zbladla - co się stało Rita cukier ci spadł bo jesteś taka blada
Niektórzy parskneli śmiechem
- Nie – rzekł Harry, zmierzając do stołu Gryfonów i rzucając się na krzesło – nam nigdy tego nie powiedział, prawda? Na pewno się wściekła, bo nie naopowiadał jej żadnych bzdur o mnie, więc zaczęła węszyć wokół niego.
- A może podsłuchała, jak on to mówił madame Maxime? – zapytała cicho Hermiona.
- Przecież byśmy ją zobaczyli w ogrodzie! – powiedział Ron.
Animagowie popatrzyli po sobie
- A zresztą jej już nie wolno przebywać na terenie szkoły. Hagrid mówił, że Dumbledore jej zakazał...
- Może ma pelerynę-niewidkę – rzekł Harry, nakładając sobie na talerz potrawkę z kurczęcia i ze złości rozpryskując sos naokoło.
- Tato marnujesz sos! - jeknal Hugo
- Z kim ja jestem w związku małżeńskim! - zawołała Emilly i uderzyła się w czoło
- Mamusiu to jest naprawdę mój brat może go podmienili w mungu? - zapytały z nadzieją Ginny i Rose swoich matek czyli Molly i Hermiony Ron i Hugo popatrzyli na swoja siostrę morderczym wzrokiem
- Tak to jest twój brat - powiedziały do swoich córek a Hermiona o Molly popatrzyły na siebie
- Jaki ojciec - zaczęła Molly
- taki syn - skończyła Hermiona
- To do niej pasuje: schować się w krzakach i podsłuchiwać ludzi.
- Tak jak ty i Ron, no nie? – mruknęła Hermiona.
- My wcale nie chcieliśmy go podsłuchiwać! – oburzył się Ron – Nie mieliśmy wyjścia! Co za kretyn! Żeby opowiadać o swojej matce olbrzymce, kiedy każdy mógł to usłyszeć!
Wystarczyło że Hermiona na niego popatrzyła a ten pocałował ją w czoło
- Dziękuję! - wesnela zadowolonym głosem wtulając się z niego jeszcze bardziej
- Musimy go odwiedzić – oświadczył Harry – Dziś wieczorem, po wróżbiarstwie. Powiemy, że chcemy, by wrócił. Ale ty pewnie tego nie chcesz? – naskoczył nagle na Hermionę.
- Ja... no wiesz, nie będę udawała, że była to całkiem przyjemna odmiana. Choć raz mieliśmy prawdziwą lekcję Opieki Nad Magicznymi Stworzeniami. Ale... przecież... oczywiście chcę, żeby Hagrid wrócił– dodała pospiesznie, widząc mordercze spojrzenie Harry'ego. Tego wieczoru, po kolacji, wszyscy troje jeszcze raz wyszli z zamku i udali się przez zaśnieżone błonia do chatki Hagrida.
Hermiona krzywiła się przypomniało się jej stary mundurek szkolny
- Wolę ten mundurek szkolny - stwierdziła pani Weasley który miała teraz na sobie - a w zimie wolę mieć kozaki za kolano na wysokim obcasie niż zwykle buty zimowe
- Ja tam wolę jak jesteś naga i masz na, swoim boskim ciele biżuterie rodem Weasley i kochasz się ze mną - wyszeptał jej do ucha Ron całując ja w znak a ona wydała z siebie głośne wesnecie zadowolenia
- A na nogach muszę mieć szpilki na wysokim obcasie prawda? - spytała podniecona z nadzieją Hermiona - a w zimie muszę mieć kozaki za kolano na wysokim obcasie prawda?
- Tak i chodzić w nich gracja i wdziękiem i chodzić e obcisłych ubraniach które podkreślały twoja seksowna figura i kobiece kształty i mówić do moich rodziców tylko mamusia i tatuś - rzekł Ron
- To sa moje obowiązki skarbie bo jestem Lady Weasley i jestem też bardzo grzeczną dziewczynką która zawsze przestrzega zasad dobrego zachowania w rodzie swojego męża - oznajmiła szczęśliwa pani Weasley wtulając się w mezszyzne swojego życia
- Co sie też tyczy Ciebie skarbie - odezwali się mężczyźni do swojej kobiety
- Ja zawsze przestrzegam zasad dobrego zachowania w rodzie swojego mezszyzny dlatego jestem bardzo grzeczną dziewczynką kochanie - rzekły kobiety w związkach zadowolonym głosem wtulając się w swojego mezszyzne jeszcze bardziej
Gdy zapukali, odpowiedziało im basowe ujadanie Kła.
- Hagridzie, to my! – zawołał Harry, bębniąc w drzwi – Otwórz! – Nie było odpowiedzi. Kieł skomlał i drapał w drzwi, ale się nie otworzyły. Łomotali w nie z dziesięć minut, Ron zastukał nawet w jedno z okien, ale Hagrid nie odpowiadał.
- Dlaczego nas unika? – dziwiła się Hermiona, kiedy w końcu dali za wygraną i wracali do zamku – Przecież chyba nie myśli, że coś się zmieniło tylko dlatego, że już wiemy, że jest półolbrzymem. Wyglądało jednak na to, że dla Hagrida coś się zmieniło. Nie widzieli go przez cały tydzień. Nie pojawiał się przy stole nauczycielskim podczas posiłków, nie widywali go na błoniach, a profesor Grubbly-Plank nadal prowadziła lekcje Opieki Nad Magicznymi Stworzeniami. Malfoy puszył się i naigrawał z Harry'ego i Hermiony przy każdej okazji.
- Tęsknisz za swoim skundlonym kumplem? – szeptał do Harry'ego za każdym razem, kiedy w pobliżu był jakiś nauczyciel, więc czuł się bezpieczny. - Tęsknisz za człowiekiem-słoniem?
- Tęsknisz za bycia Fretka - powiedział Harry - Szalooki?
- Nie! - pisnął Draco
W połowie stycznia miał być wypad do Hogsmeade. Hermiona była bardzo zaskoczona, gdy Harry oświadczył, że się wybiera.
- Myślałam, że chcesz skorzystać z tego, że w pokoju wspólnym będzie cisza i spokój – powiedziała – Naprawdę, Harry, powinieneś popracować nad tym jajem.
- Och, ja... ja już się domyślam, o co chodzi – skłamał Harry.
- Naprawdę? – ucieszyła się Hermiona, na której zrobiło to duże wrażenie– Brawo, Harry! – Harry'emu coś przewróciło się w żołądku, ale nie dał tego po sobie poznać. Wciąż miał jeszcze pięć tygodni na rozwiązanie łamigłówki złotego jaja. Pięć tygodni to masa czasu... a jeśli odwiedzi Hogsmeade, może spotka tam Hagrida i będzie miał szansę namówienia go do powrotu.
- Harry! - warknęła Hermiona - okłamałeś mnie!
Tak więc w sobotę Harry, Ron i Hermiona opuścili zamek i ruszyli przez zimne, mokre błonia ku szkolnej bramie. Kiedy przechodzili obok zakotwiczonego przy brzegu jeziora statku z Durmstrangu, zobaczyli, jak spod pokładu wychodzi Wiktor Krum, ubrany jedynie w spodenki kąpielowe. Był dość chudy, ale wyraźnie bardziej krzepki, niż na to wyglądał, bo wspiął się zręcznie na burtę, wyciągnął ramiona i dał nurka do jeziora.
- To wariat! – powiedział Harry, obserwując ciemną głowę Kruma, która wynurzyła się pośrodku jeziora – Woda musi być lodowata, jest przecież styczeń!
- Tam, skąd pochodzi, jest o wiele zimniej – zauważyła Hermiona – Myślę, że jemu wydaje się ciepła.
- Tak, tylko że jest w niej ta olbrzymia kałamarnica – mruknął Ron z nutą nadziei w głosie. Hermiona spojrzała na niego krzywo.
- Jesteś zazdrosny! - wtulając się w niego
- On jest naprawdę fajny, tyle ci powiem. - Myślisz, że jak przyjechał z Durmstrangu, to musi być wredny i głupi? Mylisz się. Jemu tu się bardzo podoba
Ron zwiesił głowę
- Ron popatrz na mnie! - Ron podniósł głowę - Ja należę do Ciebie ty należysz do mnie a ten znak to oznacza jesteśmy jednością
- Kocham Cię
– Ron nic na to nie odpowiedział. Od balu w ogóle nie wspominał o Wiktorze Krumie, ale w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia Harry znalazł pod jego łóżkiem maleńką rączkę, która wyglądała, jakby ją oderwano od figurki ubranej w kostium bułgarskiej drużyny narodowej.
- Weasley masz problemy ze sobą - mruknął Pansy
Na grząskiej ulicy Głównej Harry wciąż wypatrywał Hagrida, a kiedy nie spotkali go w żadnym ze sklepów, zaproponował, by odwiedzili Trzy Miotły. Pub był zatłoczony jak zwykle, ale wystarczyło jedno szybkie spojrzenie po stolikach, by stwierdzić, że Hagrida tu nie ma. Harry ze ściśniętym sercem podszedł z przyjaciółmi do lady, zamówił u madame Rosmerty trzy kremowe piwa i pomyślał ponuro, że równie dobrze mógł zostać w zamku i wsłuchiwać się w zawodzenie złotego jaja.
- Rosmerta nie chodzi z gracją i wdziękiem i nie ubiera się w taki sposób, ze jak patrzę na nią żeby brakuje mi tchu - wyszeptał Harry do ucha Ginny - najseksowniejsza kobietą na świecie jest to rudowłosa o pięknych czekoladowych oczach i ma piegi ma biżuterie rodem Potterów na znak na szyi Jelenia i konia i gra w Quidditcha na pozycji ściągającej ma ciało bogini a jej obcisła sukienka skórzana na jedno ramię, z długim rękawem podkreśla jej seksowna figure i kobiece kształty i ma kurtkę ramoneskę i musi chodzić tylko szpilkach albo w kozakach na wysokim obcasie bo na kłódki przy zamku albo przy zapieciach i mowi to moich rodziców tylko mamusia i tatuś i ta bogini siedzi mi na kolanach bo jest grzeczną dziewczynką bo przestrzega etykietę dobrego zachowana w rodzie Potter - i pocałował ją w znak a ona wydała z siebie głośne wesnecie zadowolenia
- O Merlinie! - jęknęla zachwycona i podniecona Ginny - Harry jesteś taki seksowny i męski! - i zaczęła machać ręką bo była teraz mega podniecona i wtuliła się w niego jeszcze bardziej i wesnela zadowolonym głosem
- Czy on w ogóle bywa w swoim biurze? – szepnęła nagle Hermiona – Patrzcie! – Wskazała na lustro za barem, w którym odbijał się Ludo Bagman, siedzący w ciemnym kącie z kilkoma goblinami. Mówił coś bardzo szybko i cicho do goblinów, które słuchały go z rękami skrzyżowanymi na piersiach i z dość groźnymi minami.
'To rzeczywiście dziwne'. Pomyślał Harry. 'Że Bagman siedzi sobie w Trzech Miotłach w okresie przerwy w Turnieju Trójmagicznym, kiedy nie pełni funkcji sędziego'. Obserwował go przez chwilę w lustrze. Znowu wyglądał na bardzo zdenerwowanego, prawie tak, jak owej nocy w lesie, zanim pojawił się Mroczny Znak. Ale w tym samym momencie Bagman spojrzał w kierunku baru, zobaczył Harry'ego i wstał.
- Na chwilkę, na chwilkę! – rozległ się jego szorstki głos i ruszył ku nim ze swoim zwykłym chłopięcym uśmiechem.
- Harry! – zawołał – Jak się masz Miałem nadzieję, że cię tu spotkam Wszystko gra?
- W porządku, dziękuję – odrzekł Harry.
- Słuchaj, Harry, czy mógłbym zamienić z tobą słówko na osobności? – zapytał natarczywie Bagman
- On był kretynem - mruknął Harry
– Moglibyście na chwilę zostawić nas samych?
- Ee... jasne – powiedział Ron i razem z Hermioną odeszli poszukać wolnego stolika. Bagman poprowadził Harry'ego wzdłuż baru, jak najdalej od madame Rosmerty.
- Madame Rosmerta! - rozmarzyli się single
- Może jest ładna ale moja dziewczyna jest piękna i seksowna niż ona - stwierdzili zajęci mezszyzni
- Pomyślałem sobie po prostu, że muszę ci jeszcze raz pogratulować twojego wspaniałego wyczynu, Harry. No wiesz, jak sobie poradziłeś z tym rogogonem. To było naprawdę imponujące.
- Dzięki – rzekł Harry, wiedząc, że jest z pewnością inny powód, dla którego Bagman chciał uniknąć obecności Rona i Hermiony. Bagman nie spieszył się jednak, by przejść do sedna sprawy. Harry spostrzegł, że zerka w lustro na gobliny, które obserwowały ich w milczeniu swoimi posępnymi, skośnymi oczami.
- Absolutny koszmar – powiedział półgłosem Bagman, wskazując na nie wzrokiem
- Tak masz rację to absolutny koszmar zadawaniem się Rita Korneliuszem Amosem Barteliuszem Dolores Percym Luckiem! - jęknęli Fred i George
- Jestem PAN Diggory bo nie jesteśmy kolegami! - warknął Amos
- Amosie Wyjmij miotle z dupy zaim będzie za późno - stwierdzili Fred II i George II
-'Wy mali smarkacze! - wycedzila Emma
- Masz jakiś problem Emma - powiedziały ich żony
- Bla bla bla nie jesteśmy na ty tak wiemy - oznajmił Louis i wywrócił oczami - i lubimy być bezczelni zwłaszcza dla tych co nie lubimy
– Ten ich angielski... Okropny, jakbym znowu rozmawiał z Bułgarami podczas mistrzostw świata w Quidditchu... No, ale tamci przynajmniej używali języka migowego zrozumiałego dla ludzi. A ci bełkocą po goblidegucku... a w tym języku znam tylko jedno słowo. Bladvak.
- Znaczy: „oskard". Ale go nie wypowiadam, bo jeszcze pomyślą, że im grożę – Zaśmiał się krótko.
- Czego one chcą? – zapytał Harry, widząc, ˙ze gobliny wciąż uważnie obserwują Bagmana.
- Ee... no... – zaczął jąkać się Bagman, nagle wyraźnie przerażony– No więc... ee... szukają Barty'ego Croucha.
- Dlaczego szukają go tutaj? – zdziwił się Harry – Przecież jest w ministerstwie, w Londynie, prawda?
- Ee... szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, gdzie on jest – wyznał Bagman – On jakby... no... przestał przychodzić do pracy.
- Nie ma go już od kilku tygodni. Ten młody Percy, - jego asystent, mówi, że Crouch jest chory, ale najwyraźniej dostaje instrukcje przez sowę. Ale zachowaj to dla siebie, Harry, dobrze Rita Skeeter wciąż węszy gdzie się da, a idę o zakład, że zrobiłaby jakąś ponurą aferę z choroby Barty'ego. Pewnie by napisała, że zaginął jak Berta Jorkins.
- Słyszał pan coś o Bercie Jorkins? – zapytał Harry.
- Nie – odrzekł Bagman, który znowu wydał mu się bardzo spięty – Oczywiście moi ludzie jej szukają... – ('Chyba zabrali się do tego trochę późno'. Pomyślał Harry)
- Jak zwykle bo niektórzy osoby w tym minister Knot miał inne sprawy na głowie np robieniu dobrze Ropuche - powiedziała głośno Katie Knot stanął wciekly ale usłyszał warkot
- Tylko ja dotknij a zrobię wszystko żebyś umierał w męczarniach! - wycedzil Louis Knot zbladl
- Wiec na twoim miejscu stałbym się grzecznym chłopcem Knot - powiedziała cukierkowym głosem Samanta Katie podbiegła do Louisa i mocno się wtuliła do swojego syna mimo że miała szpilki na wysokim obcasie była od blondyna o głowę niższa
- Kocham Cię mamo - mruknął Louis do Katie i pocałował ją w czoło pani Wood wesnela zadowolonym głosem wtulając się w syna jeszcze bardziej - jesteś z jednych najważniejszych osób które będę chronił
- Kocham Cię synku tak bardzo Cie kocham - mruknela pani Wood łzami w oczach - jesteś moim synkiem nie zięciem moja córeczka wybrała sobie cudownego mezszyzne
- Nie miałam wielkiego wyboru mamusiu - stwierdziła Samanta - Louis postawił mnie przy fakcie dokonanym po tym jak mnie wpoil
– ale to wszystko jest bardzo dziwne. Z całą pewnością przybyła do Albanii, bo odwiedziła tam swoją kuzynkę. A potem opuściła dom kuzynki i udała się na południe, żeby spotkać się ze swoją ciotką... i przepadła bez śladu. Nie mam pojęcia, co się z nią mogło stać. Nie wygląda na kogoś, kto mógłby mieć jakiś romans... Ale co my właściwie robimy? Rozprawiamy o goblinach, o Bercie Jorkins, a ja przecież chciałem cię zapytać – ściszył głos – jak sobie radzisz ze swoim złotym jajkiem?
- Ee... całkiem nieźle – odpowiedział Harry niezgodnie z prawdą. Bagman chyba się na tym poznał.
- Słuchaj, Harry – powiedział (wciąż ściszonym głosem) – bardzo się tym przejmuję. W końcu zostałeś wmanewrowany w ten turniej, nie zgłosiłeś się na ochotnika, więc jeśli... – teraz mówił już tak cicho, że Harry musiał nachylić się do niego, by coś usłyszeć – jeśli mogę ci pomóc... jako nakierować... Bardzo cię polubiłem... jak ty sobie poradziłeś z tym smokiem! Wystarczy, że powiesz słówko – Harry spojrzał na krągłą, rumianą twarz Bagmana i w jego błękitne oczy oseska.
- Wiedziałem że Bagman jest gejem - rzekł Seamus
- Mamy przecież sami znaleźć wskazówkę, prawda? – powiedział, starając się mówić zdawkowym tonem, a nie jak uczeń oskarżający dyrektora Departamentu Magicznych Gier i Sportów o łamanie regulaminu.
- No tak – rzekł niecierpliwie Bagman – ale... daj spokój, Harry, przecież wszyscy chcemy, żeby zwyciężył Hogwart, prawda?
- Czy zaproponował pan pomoc Cedrikowi? – zapytał Harry. Na gładkiej twarzy Bagmana pojawiły się ledwo dostrzegalne zmarszczki.
- Nie, bo widzisz... jak mówię... bardzo cię polubiłem. Pomyślałem sobie, że mógłbym...
- Bardzo dziękuje – rzekł Harry. - ale wydaje mi się, że jestem już bliski rozwiązania zagadki. Jeszcze parę dni i będzie po wszystkim – Nie bardzo wiedział, dlaczego odrzuca pomoc Bagmana. Może dlatego, że Bagman był dla niego całkowicie obcą osobą, a przyjęcie jego pomocy byłoby jednak oszustwem, czego nie odczuwał, prosząc o radę Rona, Hermionę czy Syriusza. Bagman sprawiał wrażenie, jakby poczuł się obrażony, ale nie mógł już nic więcej powiedzieć, bo w tym momencie pojawili się Fred i George.
- Wystraszył się bo nie oddał mam kasy - odezwali się Fred i George
- Dzień dobry, panie Bagman – przywitał go dziarsko Fred – Możemy panu postawić drinka?
- Chyba nie – odpowiedział Bagman, rzucając Harry'emu ostatnie, pełne zawodu spojrzenie – Nie, dziękuje wam, chłopcy – Fred i George zrobili prawie tak zawiedzione miny jak Bagman, patrzący z wyrzutem na Harry'ego – No, muszę pędzić – oznajmił – Miło było was zobaczyć. Powodzenia, Harry – I wyleciał z pubu. Gobliny ześlizgnęły się ze swoich krzeseł i pobiegły za nim. Harry odnalazł Rona i Hermionę.
- Czego on chciał? – zapytał Ron, gdy tylko Harry usiadł przy stoliku.
- Powiedział, że mógłby mi pomóc przy tym złotym jajku.
- Nie powinien tego robić! – oburzyła się Hermiona – Jest jednym z sędziów Zresztą... przecież już sam sobie z tym poradziłeś, prawda?
- Ee... no, prawie – bąknął Harry.
- W każdym razie nie sądzę, żeby Dumbledore był zachwycony, gdyby się dowiedział, że Bagman próbował namówić cię do oszustwa – powiedziała Hermiona, nadal z potępiającą miną.
- Ale Dumbledore byłby zadowolony z tego gdyby Grindelwald robił mu w tym czasie dobrze - oznajmiła cukierkowym głosem Hermiona Sala patrzyła na Hermione niedowierzaniem i otwarta szczęka i wielkimi oczami
- WEASLEY! - ryknal wściekły dyrektor i stał - JAK ŚMIESZ ODZYWAĆ SIĘ DO MNIE W TEJ SPOSÓB I KPIĆ ZE MNIE!
- Tak a kto wysłał mojego braciszka do Dursleyow którzy traktowali go bardzo źle ty Albusie Dumbledore i zamiast go chronić to miałeś go w dupie i ty uważasz siebie za dobrego człowieka! - warknęła Hermiona również stanęła i patrzyła na niego z czysta nienawiścią pani Weasley przy nim wyglądała jak dziecko mimo że miała szpilki na wysokim obcasie single wesnela patrzyli na nią i zaczęli się ślinić
- Mam nadzieję, że Cedrikowi też to zaproponował!
- Nie. Zapytałem go o to.
- No dobra, ale czy to takie ważne, czy Diggory'emu ktoś pomoże, czy nie? – zapytał Ron, a Harry zgodził się z nim w duchu.
- Te gobliny nie wyglądały zbyt przyjaźnie – zauważyła Hermiona, sącząc kremowe piwo – Co one tutaj robiły?
- Bagman twierdzi, że szukają Croucha – odpowiedział Harry – A on nadal jest chory. Nie pojawia się w pracy.
- Może Percy go podtruwa – mruknął Ron.
- Tak robi mu loda i jest na haju - dodał Jared Percy i Crouch zrobili się czerwoni
- Pewnie myśli, że jak Crouch wykorkuje, to on sam zostanie szefem Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów – Hermiona rzuciła mu spojrzenie mówiące „to-nie-jest-temat-do-˙żartów" i powiedziała: - To dziwne, że gobliny szukaja pana Croucha... normalnie powinny chyba szukać kogoś z Urzędu Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami.
- Macie burder w tym ministerstwie - rzekł Bill
- Crouch mówi wieloma językami – zauważył Harry – Może potrzebują tłumacza.
- Teraz z kolei martwisz się o biedne goblinki? – zapytał Hermiony Ron – Myślisz o założeniu Ligi Obrony Ohydnych Goblinów?
- Ha, ha, ha, bardzo śmieszne. Gobliny nie potrzebują naszej obrony. Czy wy w ogóle nie słuchacie tego, co profesor Binns opowiada nam wciąż o buntach goblinów?
- Nie – odpowiedzieli jednocześnie Harry i Ron.
- No więc przyjmijcie do wiadomości, że same potrafią sobie poradzić z czarodziejami – oświadczyła Hermiona, wypiwszy łyk kremowego piwa – Są bardzo sprytne.
- A ja nie mogę przestać się na ciebie gapić lady Weasley - uśmiechnal się Ron nieśmiało do żony
- Bo ja jestem twoją cudem świata - mruknela Hermiona
W ogóle nie przypominają domowych skrzatów, które nigdy nie upomną się same o swoje prawa.
- O kurczę... – jęknął Ron, wpatrując się w drzwi. Właśnie weszła Rita Skeeter. Dzisiaj miała na sobie bananowożółtą szatę, paznokcie połyskiwały bijącym w oczy różem, a towarzyszył jej, jak zwykle, brzuchaty fotograf. Zamówiła coś do picia, po czym razem z fotografem przecisnęła się przez tłum do pobliskiego stolika. Harry, Ron i Hermiona obrzucili ją wściekłymi spojrzeniami. Mówiła bardzo szybko i wyglądała na bardzo z czegoś zadowoloną.
- Pewnie ktoś robi minetke - oznajmił James II Rita zrobiła się czerwona
- ... jakoś nie bardzo chciał z nami rozmawiać, co, Bozo? A jak myślisz, dlaczego? I dlaczego włóczy się po miasteczku z bandą goblinów Pokazuje im miejscowe atrakcje? To nonsens... Zresztą on zawsze łga jak najęty. Co się za tym kryje?
- Nie uważasz, że powinniśmy trochę powęszyć? Okryty niesławą były dyrektor Departamentu Magicznych Gier i Sportów, Ludo Bagman... niezły początek, Bozo, musimy tylko wynaleźć jakąś sensacyjkę...
- Próbuje pani zrujnować życie następnej osobie? – zapytał głośno Harry. Kilka osób spojrzało z zaciekawieniem. Rita Skeeter zobaczyła Harry'ego i jej oczy, ukryte za mieniącymi się od drogich kamieni okularami, rozszerzyły się drapieżnie.
- Harry! – zawołała, uśmiechając się promiennie – Cudownie! Może się do nas przysiądziesz...
- Nie zbliżyłbym się do pani nawet z trzymetrową miotłą – warknął Harry – Dlaczego pani to zrobiła Hagridowi?
Rita Skeeter uniosła w górę swoje grubo poczernione brwi.
- Nasi czytelnicy mają prawo poznać prawdę, Harry. Ja tylko wykonuję swój...
- A kogo to obchodzi, czy on jest półolbrzymem, czy nie? – krzyknął Harry – Jest w porządku i to nam wystarczy!
- A ty Rita jesteś bardzo niegrzeczna dziewczynka - oznajmiły Rani i Salomi słodkim głosem - i powiedz nam skarbie co się robi z niegrzecznymi dziewczynkami? Tak dobrze mówisz leje się po gołej dupie i dzięki temu z niegrzecznej dziewczynki staje się bardzo grzeczna dziewczynka która przestrzega zasad dobrego zachowania
– W pubie nagle zrobiło się cicho. Madame Rosmerta patrzyła na nich zza baru, nieświadoma tego, że kufel, który nadal napełniała miodem, jest już pełny. Przez ułamek sekundy Rita Skeeter przestała się uśmiechać, ale natychmiast rozpromieniła się ponownie, otworzyła swoją torebkę z krokodylej skóry, wydobyła z niej samonotujące pióro i zapytała:
- A może udzielisz mi wywiadu, Harry, na temat Hagrida, jakiego ty znasz? Opowiesz mi, jaki człowiek kryje się pod tymi wspaniałymi muskułami? O waszej niecodziennej przyjaźni? Jak do tego doszło? Może nazwałbyś go swoim przyszywanym ojcem? – Hermiona nagle wstała, ściskając w ręku kufel kremowego piwa jak odbezpieczony granat.
- Ty wstrętna babo – wycedziła przez zęby – wszystko masz w nosie, każdego możesz obsmarować, byle tylko mieć jakąś sensację, tak? Nawet Ludona Bagmana...
- Siadaj, głupia smarkulo, i nie zabieraj głosu w sprawach, o których nie masz zielonego pojęcia – wycedziła Rita Skeeter, patrząc chłodno na Hermionę.
Hermiona podbiegła do Molly płacząc gracja i wdziękiem bo miała szpilki na wysokim obcasie i bardzo mocno się wtuliła do jej piersi - Mamusiu ... ta wstrętne babsko ..... Mnie obraziło ... ! - zawyła pani Weasley pomiędzy dwoma głośnymi szlochami wtulając się w Molly I . - nazwała ...glupia szmartulaaa ! - I wykrzywiła się złośliwie do Rity spod ramienia matki ta pocałowała ja w czoło wyrażając matczyne uczucia jakie do niej żywiła Lady Weasley wesnela zadowolonym głosem wtulając się w nią jeszcze bardziej a Rose strzeliła ją zaklęciem ze ta pisnęła
- Jak śmiesz odzywać się do mojej mamusi w tej sposób! - warknęła Emilly tupiac wściekła wysokim obcasie po podłodze - byłaś bardzo niegrzeczna dziewczynka a niegrzecznej dziewczynce należy się kara - patrząc na leżącą Rite wściekła że ta reporterka nazwała jej ukochana mamusie smarkula
- Juz ta idiotka nie będzie Cie obrażała kochanie mamusia na to nie pozwoli - oznajmiła miłością Molly I tuląc Hermione do piersi a ta wesnela zadowolonym głosem wtulając się w nią jeszcze bardziej bo uwielbiała jak pani Weasley ja tuli i całuję ja w czoło
- Kocham Cię mamusiu - oznajmiła szczęśliwa pani Weasley do piersi lady Weasley - i was też kocham moje skarby - i przytuliła córeczki do swojej piersi całując je po czolach obie córki wtuliły sie do Hermiony piersi i wesnely zadowolonym głosem
- I powinnaś mówić do mojej mamusi z zalezytym szacunkiem LADY Weasley albo PANI Weasley i proszę PANI a najlepiej PANI minister Weasley a nie głupia smarkulo - wycedzila Rose do Rity
- Byłaś bardzo niegrzeczna dziewczynka Rita! - warknal Artur podchodząc do żony którą tuliła swoją córkę do swojej piersi - wszystko porządku kochanie? tatuś bardzo mocno Cie kocha córeczko
- Tatuś! - zawołała Hermiona i puściła Molly żeby przytulić się do Artura który pocałował ją w czoło Lady Weasley wesnela zadowolonym głosem wtulając się w ojca jeszcze bardziej - teraz wszystko porządku tatusiu i ja też Cie kocham tatusiu
- Wiem o Bagmanie takie rzeczy, że włosy by ci stanęły dęba na głowie... Gdyby już nie stały– dodała złośliwie.
- Idziemy – oświadczyła Hermiona – Chodźcie.
Opuścili pub, a ludzie przyglądali się im ciekawie, kiedy wychodzili. W drzwiach Harry zerknął przez ramię. Samonotujące pióro Rity Skeeter sunęło błyskawicznie po rozłożonym na stoliku kawałku pergaminu.
- Teraz dobierze się do ciebie, Hermiono – rzekł Ron cicho i z lekkim odcieniem przerażenia w głosie, gdy wyszli na ulicę.
- Niech tylko spróbuje! – warknęła Hermiona, trzęsąc się ze złości – Już ja jej pokażę! Jestem głupią smarkulą? O, drogo mi za to zapłaci...
- Mamusia potrafi się zemścić tatusiu - powiedziały słodko córki Hermiony do Rona
Najpierw Harry, potem Hagrid...
- Daj spokój, nie zadzieraj z Ritą Skeeter – powiedział Ron ze strachem. - Mówię poważnie, Hermiono, ona na pewno wynajdzie na ciebie jakiegoś haka...
- Moi rodzice nie czytają „Proroka Codziennego", mnie nie zmusi do chowania się przed ludźmi! – odpowiedziała Hermiona, idąc tak szybko, że Harry i Ron ledwo za nią nadążali. Tak rozwścieczoną widzieli ją tylko raz: kiedy trzasnęła Dracona Malfoy'a w twarz.
- Dracus wiesz ze dalej masz moja rękę odbita na policzku! - zardwila Hermiona a następnie wtuliła się w Rona Hermiona czuła się bezpieczna i nie miała ochoty siedzieć na krześle
- Widzę że Ci za dobrze - powiedział Ron patrząc na Hermione całując ją w czoło
- Bardzo dobrze! - wesnela zadowolonym głosem wtulając się z niego jeszcze bardziej
- A Hagrid nie będzie już się ukrywał! Nie wolno pozwolić, żeby ta baba nim pomiatała! Chodźcie! – Puściła się biegiem i biegła już przez całą drogę, aż do bramy strzeżonej przez posągi uskrzydlonych dzików, a potem przez błonia do chatki Hagrida. Zasłony w oknach wciąż były zaciągnięte. Kiedy się zbliżyli, usłyszeli ujadanie Kła.
- Hagridzie! – krzyknęła Hermiona, waląc pięścią w drzwi – Hagridzie, dosyć tego! Wiemy, że tam jesteś!Nikogo nie obchodzi, że twoja mama była olbrzymką! Nie możesz pozwolić, żeby ta wstrętna Skeeter tobą pomiatała! Hagridzie, wyłaź, zaczynasz już...
- Mnie wkurzać? - pytał Hugo
- Tak - odpowiedziała Hermiona
Drzwi otworzyły się.
- No wresz... – Hermiona urwała nagle, ponieważ znalazła się twarzą w twarz nie z Hagridem, ale z... Albusem Dumbledore'em.
- Dobry wieczór – przywitał ich uprzejmie, uśmiechając się lekko.
- My... ee... chcieliśmy się zobaczyć z Hagridem – wyjąkała cicho Hermiona.
- Domyśliłem się tego – rzekł Dumbledore z wesołym błyskiem oczach – Może byście weszli do środka?
- Och... mmm... oczywiście – bąknęła Hermiona. Weszli do chatki. Kieł natychmiast rzucił się na Harry'ego, szczekając radośnie i usiłując wylizać mu uszy. Harry odsunął go i rozejrzał się po chatce. Hagrid siedział przy stole, na którym stały dwa wielkie kubki herbaty. Wyglądał żałośnie. Twarz miał całą w plamach, oczy zapuchnięte, a włosy rozczochrane tak, że wyglądały jak kłąb splątanego drutu.
- Pewnie zapomniał się zabezpieczyć - palnął Hugo mimo wszystko niektórzy parskneli śmiechem
- Cześć, Hagridzie – rzekł Harry. Hagrid spojrzał na niego.
- He – mruknął ochrypłym głosem.
- Chyba by się przydało więcej herbatki – powiedział Dumbledore, zamykając za nimi drzwi i wyjmując różdżkę. W powietrzu pojawiła się nagle wirująca taca z dzbankiem, filiżankami i talerzem ciasteczek. Dumbledore ściągnął ją różdżką na stół i gdy wszyscy usiedli, zapytał: – Hagridzie, czy może słyszałeś, co wykrzykiwała panna Granger?
Hermiona zaróżowiła się lekko, ale Dumbledore uśmiechnął się do niej i ciągnął dalej: - Hermiona, Harry i Ron nadal pragną się z tobą przyjaźnić, sądząc po fakcie, że właśnie próbowali wyłamać drzwi.
- No pewnie! – powiedział Harry, wpatrując się w Hagrida – Przecież chyba nie myślisz, że to, co ta krowa...
- Muuuuuuuuuu! - zawołał James II Rita patrzyła wściekła na syna Harry'ego Pottera
- Przepraszam, panie profesorze – dodał szybko, spojrzawszy na Dumbledore'a.
- Miałem właśnie napad głuchoty i nie mam pojęcia, co powiedziałeś, Harry – rzekł Dumbledore, kręcąc młynka kciukami i gapiąc się w sufit.
- Powiedział że jestem krową! - warknęła Rita - ukaz tego smarkacza Dumbledore!
- Ukarać to ja moje Ciebie Skiter - wycedzila Lily I - za bycie niegrzeczna dziewczynka
- Kochana pójdziesz do azkabanu - powiedziała cukierkowym głosem Ginny do Rity - a tam zajmą się tobą dementorzy
-A tam będziesz miała najlepszy pocałunek usta - rzekła Hermiona uśmiechnęła się słodko
- Colin zrobi wam zdjęcia - odezwała się Jessica - prawda skarbie?
- Album ślubny - powiedział Colin I - zrobię to z przyjemnością skarbie - i pocałował swoją żonę w czoło a ona wesnela zadowolonym głosem wtulając się w męża jeszcze bardziej
- Rozumiem – powiedział nieśmiało Harry – Chodzi mi o to, Hagridzie... że... jak w ogóle mogłeś pomyśleć, że przejmiemy się tym, co ta... baba... napisała o tobie? – Dwie opasłe łzy wypłynęły z czarnych, błyszczących jak dwa żuki oczu Hagrida i stoczyły się w jego zmierzwioną brodę.
- Masz żywy dowód na to, co ci mówiłem, Hagridzie – rzekł Dumbledore, wciąż wpatrując się w sufit – Pokazałem ci listy od wielu rodziców, którzy pamiętają cię z czasów, kiedy sami tu byli, a teraz piszą bez ogródek, że jeśli cię wyrzucę, będą mieli na ten temat coś do powiedzenia...
- Nie wszyscy – zachrypiał Hagrid – Nie wszyscy chcą, żebym został.
- Hagridzie, jeśli marzysz o światowej sławie, to obawiam się, że jeszcze długo nie wyjdziesz z tej chałupki – powiedział Dumbledore, patrząc na niego surowo sponad swoich okularów-połówek – Nie minął tydzień, odkąd zostałem dyrektorem tej szkoły, a już miałem przynajmniej jedną sowę ze skarga na sposób, w jaki tu rządzę. I co miałem zrobić Zabarykadować się w gabinecie i oświadczyć, że nie będę z nikim rozmawiał?
- Tak... ale pan nie jest półolbrzymem! – załkał Hagrid.
- Hagridzie, pomyśl, jakich ja mam krewnych! – zawołał Harry – Pomyśl o Dursley'ach!
- Pokojówke drag queen i prosiaka w peruce - oznajmiła Lily I i uśmiechnęła się szeroko
- Dalej nie mogę w to uwierzyć ze tam byliście w takim sposobie daliście im nauczkę - stwierdził Harry
- Bo nie mieli prawa tak Cie traktować jak śmiecia tatusiu - oznajmiła Olivia - odkąd przyjechałam do was do domu na wakacje traktowaliscie mnie jak córkę i przyjęliście mnie do swojego domu i mnie zadoptowaliscie dając swoje nazwisko
- Kochanie jesteś maszą córeczką i nic tego nie zmieni z tego co wiem to grzecznie córeczki zwracają się do rodziców tylko mamusia i tatuś a ty córeczko kochana jesteś bardzo grzeczna dziewczynka - oznajmił Harry i uśmiechnal się szeroko do córki a Olivia przytuliła się do ojca a ten pocałował ją w czoło wyrażając ojcowskie uczucia jakie do niej żywiła Lady Potter wesnela zadowolonym głosem wtulając się w ojca jeszcze bardziej
- Kocham Cię tatusiu - odezwała się Olivia zadowolonym głosem wtulając się w ojca - zawsze będę się zwracać do was tylko mamusia i tatuś bo jestem bardzo grzeczna dziewczynka która przestrzega etykietę dobrego zachowania w rodzie Potter
- Otóż to, otóż to! – powiedział Dumbledore – A mój własny brat, Aberforth, został osądzony za ćwiczenie niestosownych zaklęć na kozie. Pisali o tym w gazetach, ale czy Aberforth ukrył się gdzieś przed ludźmi? Nie! Chodził z podniesioną głową i zajmował się swoimi sprawami jakby nigdy nic! Co prawda, nie jestem całkiem pewny, czy potrafił czytać, więc może to nie był przejaw odwagi, ale...
- Hagridzie, wracaj do szkoły powiedziała cicho Hermiona – Prosimy cię, wróć, naprawdę nam ciebie brak.
Niektóre dziewczyny prychnely bo nie chciały znowu widzieć że potwory
Hagrid przełknął głośno. Łzy znowu potoczyły się po jego policzkach i zniknęły w gąszczu brody. Dumbledore wstał.
- Nie przyjmuję twojej rezygnacji, Hagridzie, i oczekuję, że w poniedziałek wrócisz do swoich obowiązków – oświadczył – O ósmej trzydzieści czekam na ciebie przy stole w Wielkiej Sali, gdzie zjemy śniadanie. Żadnych wymówek. Życzę wszystkim miłego wieczoru.
I wyszedł, zatrzymując się tylko na chwilę, by podrapać Kła za uszami. Kiedy drzwi zamknęły się za nim, Hagrid zaczął łkać, ukrywając twarz w dłoniach wielkości pokryw od pojemników na śmieci. Hermiona poklepywała go wciąż po ramieniu. W końcu opuścił dłonie, spojrzał na nich bardzo zaczerwienionymi oczami i rzekł:
- To jest gość, ten Dumbledore... to jest gość...
- To jest gość, ten Dumbledore... to jest gość...ten gość zostawił mojego tatusia u tych debili! - przedrzezniala głos Hagrida Amelia II i popatrzyła na niego morderczym wzrokiem
- Myślę że to szkoła Ginny - stwierdził Seamus - i babci Molly
- Seamus Amelia to moja młodsza córeczka - powiedziała Ginny podchodząc do niej gracja i wdziękiem i pocałowała ja w czoło ona wesnela zadowolonym głosem wtulając się w nią jeszcze bardziej - prawda kochanie?
- Tak mamusiu - wesnela zadowolonym głosem wtulając się z nią jeszcze bardziej
- No jasne – powiedział Ron – Czy mogę się poczęstować ciasteczkiem, Hagridzie?
- Bardzo proszę – odpowiedział Hagrid, ocierając oczy wierzchem dłoni – I ma rację... wszyscy macie rację... byłem głupi...
- Ty zawsze byłeś idiota! - zardwil Lucek - tak samo jak Dumbledore obaj jesteście glupcami
Mój tata to by się spalił ze wstydu, że tak się zachowałem – Pociekło więcej łez, ale otarł je, tym razem nieco gwałtowniej, i dodał:
- Cholibka, czy ja wam pokazywałem zdjęcie mojego taty? Zobaczcie... – Wstał, podszedł do komody, wysunął szufladę i wyjął z niej zdjęcie niskiego czarodzieja o czarnych, ukrytych w zmarszczkach oczach, bardzo podobnych do oczu Hagrida, siedzącego na ramieniu syna i uśmiechającego się promiennie. Sądząc po jabłonce w tle, Hagrid musiał mieć z siedem lub osiem stóp wzrostu, ale nie miał brody; jego twarz była młoda, pyzata i gładka – mógł mieć najwyżej jedenaście lat – To zdjęcie zrobiono zaraz po tym, jak dostałem się do Hogwartu — powiedział ochrypłym, wilgotnym głosem.
- Tatuś był ze mnie cholernie dumny; bał się, że nigdy nie zostanę czarodziejem.
- Ja dalej nie mogę pojąć jak człowiek mógł zapłodnił olbrzymke - stwierdził Scorpius
- Strzała amora uderzyła w olbrzymke w prosto w serce i sie w nim zakochała? - spytała Rose wzruszając ramionami - i dzięki temu go nie zjadła i dzięki czemu tatuś Hagrid mógł przeleciec mamusie Hagrid?
- I dzięki temu z tej wielkiej i trochę nietypowej miłości między rodzicami Hagrida powstał mały Hagrid - oznajmiła Emilly
- Fuj to obrzydliwe! - krzywiła się Lavender
Kapujecie, z powodu mojej mamy... no już dobra. Oczywiście nigdy nie byłem za dobry w magii... ale przynajmniej nie widział, jak mnie wywalono. Zmarło mu się, bidakowi, jak byłem w drugiej klasie. A jak tatuś zmarł, to zajął się mną Dumbledore. Zrobił mnie gajowym. On ufa ludziom, ot co. Daje im szansę – to go właśnie różni od innych dyrektorów.
Dumbledore wypiął dumnie pierś a większość wywróciła oczami
- Cholibka, on to przyjmie do Hogwartu każdego, jak tylko się skapuje, że ma talent. Wie, że ludzie mogą być w porządku, nawet jeśli ich rodziny nie są... tego... no, za bardzo szanowane. Ale są tacy, co tego nie rozumią. Są tacy, co zawsze będą się czepiać, co zawsze będą udawać, że mają duże kości, zamiast wstać i powiedzieć: Jestem tym, kim jestem i wcale się tego nie wstydzę „Nigdy się nie wstydź", tak mi zawsze mówił tatuś,
- Ale również jesteś niedorozwinięty umysłowo! - zardwil Lucek
- Zamknij się! - warknal Harry
„Są tacy, co będą się ciebie czepiać, ale miej ich w nosie, nie warto się nimi przejmować". I miał rację. Byłem głupi jak but. Już nie będę się nią przejmować, obiecuję wam. Duże kości... ja jej dam duże kości...
Harry, Ron i Hermiona popatrzyli po sobie ze strachem. Harry wolałby wyprowadzić na spacer pięćdziesiąt sklątek, niż przyznać się Hagridowi, że podsłuchał jego rozmowę z madame Maxime, ale Hagrid wciąż mówił i mówił, najwyraźniej nieświadom, że powiedział coś dziwnego. - Wiesz co, Harry? – rzekł, podnosząc głowę znad fotografii swojego ojca, a oczy mu zapłonęły – Kiedy cię pirszy raz zobaczyłem, to mi trochę mnie przypominałeś. Nie miałeś tatusia i mamusi, czułeś się, jakbyś nie pasował do Hogwartu, pamiętasz?
- W ogóle nie byłeś pewny, czy dasz sobie radę... A teraz... cholibka, Harry, jesteś reprezentantem szkoły!
- Zostałem wrobiony - mruknął Harry a Ginny przytuliła go do swojej piersi
Przyglądał się przez chwilę Harry'emu, po czym powiedział z wielką powagą:
- Wiesz, co mi sprawi największą radochę, Harry? Jak zwyciężysz. Niech skonam. I tak se myślę: niech wszyscy zobaczą, że nie trzeba być czystej krwi, żeby być najlepszym. Nie musisz się wstydzić, że jesteś tym, kim jesteś. Niech zobaczą, że Dumbledore to równy gość, że ma rację, przyjmując każdego, kto potrafi czarować. A jak sobie radzisz z tym jajem, Harry?
- Znakomicie – odpowiedział Harry.
- Naprawdę znakomicie – Na wymęczonej twarzy Hagrida pojawił się szeroki, nieco łzawy uśmiech. - Mój chłopak!
- Twój chłopak! - prychnela Ginny - on jest moim chłopakiem!
Pokaż im, Harry, pokaż im. Pobij ich wszystkich – Kłamanie Hagridowi nie było tym samym, co kłamanie komukolwiek innemu. Harry wrócił do zamku z Ronem i Hermioną, mając wciąż przed oczyma rozanieloną twarz Hagrida, gdy ten wyobrażał sobie jego zwyciężającego w turnieju. Tego wieczoru zagadkowe złote jajo dręczyło go bardziej niż zwykle, a kiedy poszedł do łóżka, podjął już decyzję. Czas pożegnać się z dumą i sprawdzić, ile jest warta rada Cedrika.
- Koniec rozdziału - oznajmiła Wilhelmina Grubbly–Plank
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz