środa, 26 kwietnia 2023

Miłość Rolfa i Luny

 

Pov. Rolf.

Ciało Luny było miękkie, ciepłe i pociągające, ale tego nie mogłem jej powiedzieć. Nie chciał też jej powiedzieć, jak bardzo Luna mnie zachwyca i jak bardzo chciałby ją teraz pocałować.

- Rolf? – spytała Luna swoim marzycielskim głosem – użyj swojego najlepszego wspomnienia i wyczaruj patronusa.

- Nie, nie, to bardzo pomaga. Po prostu... wiesz... boję się, że moje wspomnienie nie jest wystarczająco silne – odpowiedziałem, unikając głównego problemu, choć moje słowa były zgodne z prawdą. Luna miała niesamowity dar rozpoznawania kłamstwa. Wiedział, że Krukonka tego nie kupuje, dodała:

- Wszyscy na nas liczą. Nie chcesz, żeby komuś stała się krzywda, bo jesteś za słaby, ale ja wierzę w ciebie. Ale jeśli nie masz wystarczająco mocnego wspomnienia, po prostu musimy je stworzyć – odezwała się Luna swoim rozmarzonym głosem, jakby było to najbardziej logiczne rozwiązanie na świecie i zbliżyła swoje usta do moich warg. W żadnym wypadku nie można tego było uznać za niewinne ani platoniczne. Luna wykonała kolejne agresywne i szokujące posunięcie i pogłębiła pocałunek, wciskając się w moje ciało. Jej krukoński język zaatakował gryfońskie terytorium, ale nie napotkał żadnego oporu poza pełnym zachwytu westchnienie. W swoich wcześniejszych doświadczeniach to ja byłem stroną z inicjatywą. Teraz asertywność Luny była dla mnie cudowna. Blondynka przesunęła ustami i językiem po mojej żuchwie, a potem zassała płatek ucha, podczas gdy moje dłonie zacisnęły się na kształtnym tyłku Krukonki.

- Luna, co... o taaak... znaczy...

- Ciiiiii... Nie myśl... czuj – wyszeptała mi Luna do ucha, po czym zeszła w dół mojej szyi. Zrobiłem tak, jak Luna poleciła i z jej ust wyrwał się jęk. Dłonie pani Skamander powędrowały po moich żebrach i delikatnie pogładziły mój tors. Potem dłoń Luny znalazła moją rękę, w której trzymałem różdżkę. Uniosła nasze złączone dłonie nad głowami – Niech twoje emocje poprowadzą twoją magię – poradziła mi. Bez namysłu zrobiłem to, o co mnie poprosiła i zawołałem:

- Expecto Patronum! – Potężny przezroczysty zając wyskoczył z mojej różdżki i skakał nad naszymi głową, oczekując rozkazów.

- Jesteś piękny – oceniła Luna, wtulając się we mnie, ja w odpowiedzi wsunąłem palce w jej złociste pukle i wciągnęła do płuc mój zapach.

- Ty jesteś piękna – powiedziałem, przesuwając się na policzek Luny – Jak ty pięknie pachniesz – Blondynka uśmiechnęła się, ale nic nie powiedziała. Wolna dłoń Luny odnalazła moją drugą rękę i wspólnie uniosły różdżkę Krukonki.

- Expecto Patronum! – krzyknęła. Potężny przezroczysty zając wyskoczył z jej różdżki i skakał nad naszymi głową, oczekując rozkazów.

 - A teraz skoro umiesz już wyczarować patronusa musisz mi coś dać – odezwała się Luna, wciągając mój zapach.

- Co takiego?

- Siebie – i pogładziła mnie po policzku – Chcę ciebie, chcę, żebyś mnie przeleciał, chcę, żebyś mnie bzykał. Już nie mogę wytrzymać. O niczym innym nie marzę, czuje to w moim sercu – I im się zorientowała była cała nagusieńka, bo rzuciłem na nią zaklęcie. Uśmiechnęła się do mnie, miała tylko na sobie swoją biżuterię (czyli kolczyki, bransoletki bez oraz z pierścieniem z herbem Sióstr Wojowniczek, i długi kolczyk na pępku). 

- Tak nie będę się z tobą kochać - szepnęła mi do ucha - muszę ubrać szpilki na wysokim obcasie - i kiedy ubrała szpilki podeszła do mnie niezwykla gracją i wdziękiem - teraz jestem twoja - dodała zmysłowym głosem Powoli lustrowałem całe ciało dziewczyny. Była drobna, ale śliczna i megaseksowna. Przejechałem po jej seksownym ciele i całowałem moją boginię po ciele, a ta wzdychała zadowolona.

- Jesteś taka piękna – powiedziałem – jesteś moją boginią.

- Masz za dużo ubrań. Czas to zmienić – i im się zorientowałem byłem cały nagi – Tak lepiej. Twój zapach perfum działa na mnie jak narkotyk, pragnę cię Lordzie Skamander – Wtem chwyciła mojego penisa i zaczęła poruszać dłonią wzdłuż niego, a ja wydałem z siebie westchnienie zadowolenia, tym samym czasie całowała mnie.

- Mam nadzieję, że ty pragniesz mnie?

- Pragnie cię – odparłem zadowolonym głosem – i po chwili popchnęła mnie na łóżko. Liznęła mojego penisa, a ja odchyliłem głowę do tyłu. Włożyła go całego do ust i z zainteresowaniem patrzyła się na mnie. Robiła to z niemałą wprawą. Widać było, iż dokłada wszelkich starań, aby zapewnić mi jak największą dawkę rozkoszy. Jednocześnie posłusznie patrzyła na mnie, dbając o kontakt wzrokowy. Ja jednak co chwilę mocno odchylałem głowę do tyłu, czemu towarzyszyły głośne pojękiwania i długie, soczyste przekleństwa i... po chwili jęknąłem głośno.

- O tak!!! – jęczałem zadowolony – Nie przestaaawaj!!!!!

- Kochasz mnie, Rolf? – spytała i poruszyła dłonią mojego penisa i znów włożyła do ust i poruszała głową.

- Tak!!!

- Jak bardzo mnie kochasz? – spytała i liznęła – bo ja Cię bardzo kocham. Lubisz, jak to robię, jak Cię zadowalam?

- Kocham Cię!! – jęknąłem – Bardzo Cię kocham! Kocham, gdy to robisz, jak mnie zajebiście zadowalasz!!! – a ona przyspieszyła ręką na moim penisie i po chwili jęknąłem, odchylając głowę do tyłu, poddając się orgazmowi. Byłem cały rozmarzony.

- Rolf poliż sobie – odezwała się Luna i przybliżyła swoje piersi do moich ust, a ja przywarłem do jej sutka i zacząłem pieścić. Luna wydała z siebie głośne westchnienie zadowolenia przymykając oczy i pocałowała mnie w czoło.

- Dobry z ciebie mężczyzna, że tak wspaniale wielbisz swoją panią – chwyciła mojego penisa.

- Luna, co ty robisz?

- Nie jestem pewna – zamruczała.

- Jak to? – zapytałem, czując, że mój oddech przyspiesza.

- Hm... chcę, aby mój pan mnie przeleciał – i przygryzła skraj dolnej wargi i zebrała się na odwagę. Mocno opadła w dół. Krzyknęła z bólu, gdy stała się kobietą. Zamarła na chwilę, podczas której przystosowywała się do mojego rozmiaru. Zaczęła się unosić w górę i opadać, najpierw powoli. Moje dłonie spoczęły na jej biodrach. Pomogłem jej złapać rytm, który podobał się nam obojgu. Potem moje ręce podążyły w górę i złapałem jej piersi, podczas gdy ona mnie ujeżdżała. Następnie przybliżyła swoje piersi do moich ust bez przerywania "ujeżdżania" i zająłem się nimi. Luna wydawała coraz głośniejsze jęki przyjemności. Chwyciła mocno w dłonie moje kruczoczarne włosy i przyspieszyła tempo. Czuła, jak jej trzeci orgazm tej nocy zbliża się w fali czystej ekstazy.

- Dojdź ze mną, kochanie! – zawołała, kiedy zobaczyła, że lada chwila przejdziemy ten próg. Wyszedłem naprzeciw niej w kołysaniu i mocno naparłem. Intensywność pchnęła nas w następny poziom i jeszcze dalej. Odrzuciliśmy głowy w tył i zawołaliśmy ze wspólnej rozkoszy. Nasze oczy spotkały się i w mgnieniu oka zniknęła cała rezerwa i wszystkie wątpliwości. Odchyliła głowę na bok, odsłaniając przede mną swoją szyję w akcie poddania, ale też wiecznego oddania. Odwzajemniłem ten gest. Zrozumiałem. Jednocześnie krzyknęliśmy.

- Amor aeternus! - Zostaliśmy partnerami, teraz i na zawsze, naznaczając się i biorąc partnera w posiadanie na całe życie. I po chwili przez nasze ciało przeszedł prąd i odrzuciliśmy głowę do tyłu, poddając się orgazmowi.

- Aaaaaaaaa! – zawołała, a następnie pocałowała mnie namiętnie w usta.

- Kocham Cię – mruknąłem zmęczonym głosem, zalewając jej wnętrze – Byłaś niesamowita – zacząłem ją całować po brzuchu. Pocałowałem jej przebity pępek. Luna pisnęła, późnej przejechałem językiem po jej ciele, a ona westchnęła zadowolonym pomrukiem. Zeszła ze mnie i wtuliła się w moje ciało i oboje zasnęliśmy.

Następnego dnia. Pov. Luna.

Obudziłam się ze wspaniałym uczuciem ciepłego nagiego ciała przyciśniętego do mojej równie obnażonej skóry. Całe moje ciało mrowiło od tego wrażenia jeszcze zanim z niechęcią otworzyłam oczy. Chciałam cieszyć się tym jeszcze trochę, ale wiedziałam, że prędzej czy później będziemy musieli wstać. Moje powieki uniosły się i ujrzałam przystojną twarz Rolfa, który patrzył na mnie ze słodkim wyrazem zaspokojenia. To wywołało u mnie uśmiech oraz palącą potrzebę pocałowania go.

- Dzień dobry, panie Skamander – wyszeptałam. Zaczęłam kreślić hipogryfa na jego piersi.

- Dzień dobry, pani Skamander – Zadrżałam od wywoływanej przez ten ruch przyjemności. Moje własne palce prześlizgiwały się ku miejscu, w którym naznaczyłam go, jako swojego partnera. Tam, gdzie wcześniej była pusta, teraz znajdował się celtycki krąg ochronny, otaczający ten obszar wewnątrz większości starożytnych run oznaczających jedność. Na skórze widniała para oczu, jedno srebrno-szare, drugie brązowe.

Pov. Rolf.

Moje własne palce prześlizgiwały się ku miejscu, w którym naznaczyłem ją jako swojego partnerkę. Tam, gdzie wcześniej była pusta, teraz znajdował się celtycki krąg ochronny otaczający ten obszar. Wewnątrz większości starożytnych run oznaczających jedność znajdowały się dwa króliki splecione w kształcie yin i yang.

- Filozofia zachodu i wschodu, spleciona z runami. Udało na się nam kochanie – wyszeptała z radością Luna, przesuwając palcami po swoich runach. Wyczuła magię kryjącą się pod skórą. Bardzo jej się spodobało, że moja magia została wczepiona pod jej skórę, a moja moc żyła w niej i aż się rozmarzyła, kiedy potarła szyję – Kocham Cię. Jesteś mój.

- Ja też się cieszę, kochanie. Jesteś moja na wieki – Jednym płynnym ruchem przewróciłem Lunę na plecy i ustawiłem ją nade mną. Spodziewała się, że wbije się we mnie z wigorem, który zademonstrowałem zeszłej nocy. Jednak zamiast tego polizałem jej łechtaczkę.

- Drogi Merlinie! Rolf, usiłujesz doprowadzić mnie do szaleństwa?! – zawołała, czując, jak w jej wnętrzu narasta orgazm. Wzmógłem nieco presję, co wywołało u niej jeszcze głośniejszy jęk niż chwilę temu. Moja wolna dłoń przesunęła się po jej płaskim brzuchu, dotykając przebitego pępka, na którym miała wiszący długi kolczyk, a następnie delikatnie połaskotałem jej łechtaczkę. Włożyłem palec do wnętrza i poruszałem kilka razy, co wywołało głośny jęk rozkoszy i błagała mnie, jęcząc, żebym nie przestawał – Proszę! Proszę! MOCNIEJ! SZYBCIEJ! Błagam Cię! – jęczała, następnie warknęła na mnie: – WŁAŹ WE MNIE, SKAMANDER I NATYCHMIAST MNIE MOCNO BZYKAJ! ALE JUŻ! – rozkazała. Syknąłem, ale dałem jej to, czego chciała. Wszedłem w nią znacznie łatwiej niż zeszłej nocy. Zacząłem od długich, powolnych pchnięć, póki nie dostosowała się do mojej wielkości. Po chwili zacząłem przyspieszać, nabierając tempa, które bardziej jej się spodobało. Po chwili oboje doszliśmy do granic możliwości.

- Lu, Lu, ja zaraz...!

- Ja też, kochanie!

- KUUURWAAAA! – krzyknęliśmy wspólnie.

Pov. Luna.

Przeżyliśmy niesamowity mocny orgazm. Krzyczeliśmy w amoku. Uczucie niesamowitego ciepła zalewało mnie od środka. Rolf pchał mnie kilka razy, zalewając moje wnętrze. Oddychaliśmy głęboko.

- Jesteś niesamowity – wyszeptałam.

- A ty jesteś piękna i zabójczo seksowna – odparł, głęboko oddychając.

- Wszystko w porządku? – spytał Rolf – Chyba cię nie przygniotłem?

- Rewelacyjnie. Uwielbiam czuć cię tutaj. Nie odsuwaj się jeszcze – odpowiedziałam.

- Dobrze – mruknął Rolf – Nie mam już siły – i położył się na moich piersiach i zamknął oczy, a ja dotykałam jego spoconych pleców, ciesząc, że to właśnie z nim, z tym mężczyzną, którego kochałam zawsze, a nie z innym, straciłam dziewictwo i ja również zamknęłam oczy.

Po jakimś czasie. Pov. Rolf.

Otworzyłem oczy. Luna nadal była nade mną. Popatrzyłem się na nią. Miała zamknięte oczy i powoli oddychała. Była piękna.

- Kochanie, musimy wrócić do Wielkiej Sali – Luna otworzyła oczy i mruknęła.

- Nie chcę. Tu jest mi dobrze...

- Ale trzeba czytać kolejny rozdział przygód twojego przyjaciela.

- Ech, niech Ci będzie – wyszedłem z niej i wyczarowała mi nowe ubrania i mruknęła do siebie – Dzięki, Vicki – kiedy mnie zobaczyła, a później sobie.

W tym samym czasie; Pov. Starsza Marlene.

Weszliśmy to komnaty, gdy tylko Syriusz zamknął drzwi i od razu zaczął mnie całować.

- Syriusz... – mruknęłam – Poczekaj chwilkę.

- Na co? – spytał zdziwionymi oczami.

- Muszę się jeszcze przygotować – oznajmiłam tajemniczym głosem.

- Przygotować na co?

- Zobaczysz – odparłam – Mam dla ciebie niespodziankę. Teraz zawiąże Ci oczy, żebyś nie podglądał – i zawiązałam mu oczy, po czym powiedziałam – tylko nie podglądaj.

- Słowo Huncwota! – zawołał Syriusz, kładąc prawą rękę na lewej piersi, a lewą zawisł w powietrzu. Zdjęłam szpilki, swoje cudowne piękne ubrania oraz bieliznę. Pstryknęłam palcami i na dłoni pojawiła się seksowna damska bielizna. Uśmiechnęłam się do siebie. Ubrałam tę bieliznę i założyłam wysokie szpilki i je zapięłam. Popatrzyłam na męża z iskierkami miłości, popryskałam się erotycznymi perfumami, następnie podeszłam do niego i pocałowałam go usta, a ten westchnął – Mar – szepnął – Jak ty pięknie pachniesz.

- To będzie twoja najlepsza noc – i ściągnęłam jego spodnie z majtkami włącznie i chwyciłam jego penisa, a ten westchnął zadowolonym pomrukiem – Kocham Cię, Syriuszu, tak bardzo kocham, że to ci zaraz udowodnię, tylko nie podglądaj – mówiłam do jego ucha, poruszając jego penisa w górę i w dół, a ten odchylił głowę i wydał z siebie jęk przyjemności.

- Mar – mruczał Syriusz. Był podniecony. Liznęłam jego żołędzia, a on wydał z siebie jęk rozkoszy. Po chwili włożyłam go do swoich ust i jeździłam po nim, a Syriusz wydawał jęki, co chwilę mocno odchylał głowę do tyłu, czemu towarzyszyły głośne pojękiwania i długie, soczyste przekleństwa – O, TAK MALEŃKA!!! O KURWA! O TAK!!! JESTEŚ W TYM NAJLEPSZA! – jęczał, bo lizałam jego penisa najlepiej, jak potrafiłam, żeby dać mu jak najlepszą dawkę rozkoszy – O, MELINIE JEST MI TAK DOBRZE! JESTEŚ MOJA! MAR JA ZARAZ...!! – i wydał z siebie jęk. Odchylił głowę do tyłu, poddając się orgazmowi. Sperma wyleciała z jego penisa i oddychał głęboko, mówiąc – Marlenka ...

- Byłeś dobrym chłopcem, więc dostaniesz niespodziankę. Ściągnij opaskę, Syriuszu – ściągnął i mnie zobaczył. Byłam w samej bieliźnie erotycznej i miałam swoją biżuterię (czyli: kolczyki, bransoletki bez oraz z pierścieniem z herbem Sióstr Wojowniczek, kobiecy pierścień rodowy rodu Blacków i długi kolczyk na pępku rodu Blacków) oraz wysokie szpilki. Patrzył się na mnie wielkimi oczami i otwartą szczęką. Nie wiedział, co powiedzieć – Syriuszu, podoba Ci się niespodzianka? – zapytałam uwodzicielskim głosem, podchodząc do łóżka z gracją i wdziękiem. Syriusz cały czas ilustrował mnie wzrokiem. Weszłam na łóżko i przybliżyłam głowę do niego i pocałowałam go w usta namiętnie.

- Totalnie odjęło mi mowę – wydukał Syriusz – Jaką ty masz figurę – powiedział, patrząc na mnie wygłodniałym wzrokiem.

- Nawet po dwóch ciążach? – spytałam z nadzieją.

- Ty nie jesteś człowiekiem, ty jesteś aniołem i boginią razem wzięta – oznajmił Syriusz.

- Naprawdę tak sądzisz? Mam 37 lat i... – zaczęłam.

- Marlene Black, jesteś równie piękna i pociągająca jak w dniu, w którym się z tobą ożeniłem! – warknął oburzony Syriusz – Nikt nie może obrażać mojej żony, nawet ona sama! Jestem totalnie zakochany i pożądający tego zabójczo pięknej, seksownej blondynki, która stoi przede mną, a ja patrzę na nią wygłodniałym wzrokiem – i żeby podkreślić swoje zdanie, pocałował mnie namiętnie, zanim zdążyłam wyrazić sprzeciw. Stopniałam i cieszyłam się prawdą tego, co on wyrażał.

- Jestem twoja, więc rób ze mną, co chcesz – i wzięłam jego ręce i położyłam na swoim piersiach, a on przejechał ręką po moim umięśnionym brzuchu ozdobionym długim kolczykiem rodu Blacków, a ja westchnęłam zadowolonym pomrukiem.

- Moja droga w związku jest równouprawnienie – powiedział z uśmiechem na twarzy Syriusz i zaczął pieścić ręka przez moje stringi łechtaczkę, a ja wydałam z siebie westchnienia zadowolenia, a drugą pieścił moją pierś. Byłam już na maksa podniecona. Włożył palce do wnętrza i dalej pieścił moją łechtaczkę, a ja wydałam z siebie coraz głośniejsze jęki przyjemności. Później wyciągnął palce i zdjął mój biustonosz i rzucił w ścianę, po czym zaczął pieścić językiem mój sutek. Wydawałam przy tym westchnienie zadowolenia, a późnej zrobił to z drugim. Ściągnęłam jego koszule i całowałam i lizałam jego umięśnioną klatę. On za każdym razem wdychał i pieścił ręka moje długie blond włosy.

- Masz ochotę ściągnąć moje majteczki? – spytałam erotycznym głosem, gdy położyłam się na plecach. Szybkim ruchem ściągnął moje majki i rzucił byle gdzie i liznął moją łechtaczkę. Wydałam z siebie westchnienie zadowolenia – O, tak, Syriusz nie przestawaj! – zawołałam, kiedy lizał moją łechtaczkę. Chwyciłam z tyłu jego głowę, pieściłam jego czarne włosy i trzymałam, żeby nie przestawał. Odchylałam, co chwilę głowę wydając przy tym coraz głośniejsze jęki przyjemności. Włożył palec do mojego wnętrza i zaczął poruszać, a ja darłam się już na całego – MERLINIE TO JEST BOSKIE! TAK! TAK! TAK! – darłam się na cały głos. Wygięłam się w łuk, pozwalając, żeby orgazm przepłynął po moim ciele – Syri... – mruknęłam słabym głosem. Miałam rozmarzoną minę, a on przejechał ręka po moim spoconym ciele i zaczął lizać językiem i całować. Pocałował mój kolczyk na pępku, a ja westchnęłam zadowolonym głosem – Chcę cię mieć w środku, już – Syriusz zamknął moje usta pocałunkiem i w tym samym czasie wszedł we mnie, a ja wydałam z siebie zdławiony jęk i zaczął poruszać biodrami coraz szybciej i mocniej. Popatrzyłam na niego, on był cały czerwony, z trudem powstrzymał się, żeby sobie ulżyć, a ja poczułam, że zbliża się orgazm.

- Teraz, Syri! Mocno!!!

- Jesteś pewna? – wydyszał Syriusz z nadzieją, że dłużej nie mógł wystrzymać.

- Jestem pewna! MOCNO!!! – Syriusz posłuchał mojej prośby i wbijał się szaleńczo we mnie i widziałam w jego oczach ulgę, bo mógł sobie ulżyć. Wbił się kilka razy brutalnie i po chwili wydałam z siebie głośny przeciągły jęk spełniania. Przez moje ciało przeszła fala gorąca. Odchyliłam głowę do tyłu, poddając się cudownemu orgazmowi.

- Mar – mruknął zmęczonym głosem Syriusz. Zalał moje wnętrze, później położył się na plecach, a ja wtulona leżałam w niego, a później popatrzyłam na nogi, gdzie miałam szpilki i zachichotałam.

- Syriuszu, kochałam się z tobą w szpilkach i wiesz, co? Podobało mi się.

- Bo szpilki to atrybut seksownej kobiety, a ty jesteś seksowna i chciałbym żebyś ich nie zdejmowała nigdy i chodziła w nich do domu no wszędzie a najważniejsze chce żebyś zawsze je miała na stopach jak będziemy się kochać – i pocałował mnie w czoło. Westchnęłam zadowolonym głosem.

- Kiedy robiłam Ci ta niespodzianke to liczyłam w duchu ze ci się spodoba i będę musiała mieć szpilki na wysokim obcasie na stopach kiedy będziemy się kochać i miałam rację oczywiście Syri od dzisiaj będzie to moim obowiązkiem nigdy ich nie zdejmę - oznajmiłam do niego podniecona patrząc na niego iskierkami miłości 

- Grzeczna dziewczynka - powiedział podniecony Syriusz całując mnie w czoło a ja wesnelam zadowolonym głosem wtulając męża jeszcze bardziej 

- Syri? – zapytam podnieconym głosem, kiedy zmieniliśmy pozycje i teraz siedziałam na jego torsie, a on siedział i podpierał się plecami o ścianę i przybliżyłam się do jego ust moja pierś i on popatrzył się na mnie, a ja pokiwałam twierdząco głową na nie zadane pytanie. Była podniecona.

- Tak, kochanie? – i zaczął pieścić językiem mój sutek. Wydałam przy tym głośne westchnienie zadowolenia.

- Wiesz, jak zadowolić kobietę.

- Wielbienie Cię to mój obowiązek! – I dalej pieścił moją pierś.

- O fuck, tylko nie przedstawiaj! – westchnęłam zadowolonym głosem, a po chwili... – Więc naucz mnie animagii – wypaliłam. Przestał pieścić moją pierś i popatrz na mnie zdziwiony.

- Chcesz być animagiem? – przybliżyłam jego głowę do mojej piersi.

- Mówiłam ci, żebyś nie przestawał – i zaczął znów pieścić językiem mój sutek. Wydawałam przy tym głośne westchnienie zadowolenia, odchylając głowę do tyłu i powiedziałam: – Dobry chłopczyk! Chcę być animagiem, bo ty nim jesteś – odchyliłam głowę do tyłu, poddając się przyjemności – Jesteś psem, a James jest jeleniem. Gdy jesteście zwierzętami nie rozumiem, co do siebie mówicie, a ja przestałam wierzyć dyrektorowi. O, Melinie, co za wspaniałe uczucie!!! – Po chwili dodałam – Moja młodsza wersja nie wie – powiedziałam – że jesteś animagiem.

- Dowie się – odezwał się Syriusz i wrócił do lizania sutka.

- Nie będziemy czekać, aż się dowie – stwierdziłam głośnym zadowolenia pomrukiem – Chcę być psem!

- Pełnia jest za kilka dni – oznajmił – Nauczę moją piękną żonę, jak zostać animagiem! – i pocałował mnie namiętnie w usta.

Następnego dnia; Pov. Luna.

Weszliśmy do Wielkiej Sali i wszyscy zwrócili na nas spojrzenia. Single westchnęli, kiedy mnie zobaczyli szłam z gracją i wdziękiem na miejsce. Wysokie szpilki bardzo mi tym pomagały.

- Witajcie gołąbeczki! – krzyknęli dwie wersje Syriusza.

- A mamo, tato – powiedzieli Lorcas i Lysander – Co wy macie na szyi?

- A, to? – spytałam swoim rozmarzonym i beztroskim tonem – To tylko znaki, to nic wielkiego – Cieszycie się? – zapytałam z nadzieją swojego rodzeństwa. Podeszły do nas Ginny i Hermiona, chłopaki westchnęli, patrząc na panią Potter i panią Weasley, ale one nie zwracali na nich uwagi i przytuliły mnie mocno.

- Luna, jesteś szczęśliwa? – spytały Ginny i Hermiona.

- Bardzo, siostrzyczki – odpowiedziałam jej, kiedy mnie przytulały.

- A ty Rolf?

- Nie mógłbym być szczęśliwszy.

- No właśnie! I to się właśnie... – i mnie puściły – I to się właśnie liczy – Ginny i Hermiona okręciły się z idealną gracją, gdyż miały na sobie wysokie szpilki, wróciły na swoje miejsce i powiedziały Harry'emu i Ronowi:

- Co? Dalej, dalej! Powiedz, siostrze, jak bardzo się cieszysz – Harry i Ron potrząsnęli głowami i podnieśli się z miejsca, co wywołało prawdziwą lawinę gratulacji. Cała rodzina zgromadziła się wokół nas.

- Zapomniałbym – powiedział Rolf i uklęknął na jedno kolano – Luno, czy wyjdziesz za mnie?

- TAK!! – ryknęłam szczęśliwym głosem i pocałowałam go namiętnie w usta, a on włożył mi pierścionek na palec lewej ręki.

- Awwwwwwww! – zawołały kobiety i dziewczyny wzruszone.

- Jest piękny – oznajmiłam, patrząc na pierścionek.

- Moje gratulacje, ciociu! – zawołała Lily II i przytuliła się do mnie mocno.

- Dziękuję, kochanie – odparłam i pocałowałam ją z uczuciem w czoło, a ta wydała z siebie westchnienie zadowolenia, wtulając się we mnie jeszcze bardziej – coś czuję, że ty i ja mamy jakąś więź? Mam rację, kochanie?

- Tak, ciociu Luno, bo jesteś moją matką chrzestną – mruknęła mi do piersi. Uśmiechnęłam się do Ginny i Harry'ego, a oni odwzajemnili uśmiechy.

- Tak bardzo Cię kocham – powiedziałam do niej z miłością w głosie.

- Ja Ciebie też kocham, ciociu – i popatrzyła się na mnie – bardzo.

Pov. Starsza Marlene.

Ja, Lily, James i Syriusz spotkaliśmy się i rzuciliśmy zaklęcia ciszy i prywatności. Powiedziałam im, że chcę być animagiem, a Lily powiedziała to samo nam.

- Będzie piękna z Ciebie suczka – odezwał się Syriusz.

- A z Lily będzie piękna łania – powiedział James. Obie się zarumieniłyśmy,

Pov. Tracy.

Nagle powstało białe światło i pojawili się nastolatek i nastolatka. Byli podobni do Rega i Dorcas.

- Cześć! – krzyknęli jednocześnie.

- Mnie już nic nie zdziwi – powiedziała Minne, patrząc na innych nauczycieli.

- Reg, to są nasze dzieci! – krzyknęła z radością Dorcas i rzuciła im się na szyję.

- Mamo, nie przy moich kumplach, kuzynach i mojej dziewczynie! – jęknął chłopak i zarumienił się.

- Feliks! – warknęła dziewczyna.

- To trochę jest obciach Phoebe, jak matka całuje przy kumplach i mojej dziewczynie!

- Tatuś! – zawołała Phoebe, bo zobaczyła Regulusa i go nie słuchała i rzuciła się mu na szyję.

- Aha, czyli mam kuzyna i kuzynkę. Spoko – stwierdził Jared i popatrzył na siostrę, a ona wzruszyła ramionami.

- Dziewczynie? – spytała młodsza Dorcas – Jestem z przeszłości – dodała szybko widzac ich miny.

- Ale fajnie dwie wersje rodziców i wujostwa.

- My za to jesteśmy z przyszłości – oznajmiła Victoire i pokazała na gości z przyszłości.

- Super! – krzyknęła Phoebe – Jaka jest przyszłość?

- To tajemnica – powiedział Teddy. Patrzyłam na Feliksa. Serce zaczęło mi walić i miałam motylki w brzuchu i nie widziałam, dlaczego.

- Widzisz gdzieś Tracy!? – spytał Feliks siostry.

- Twoja dziewczyna może poszła gdzieś z Daphne – odparła Phoebe.

- Dziewczyna! – zawołałam niedowierzaniem.

- O, tu jesteś moja piękna! – ucieszył się Feliks – i nie dziewczyna, tylko narzeczona od paru dni.

- Narzeczona! – zawołałam w szoku, a wszystkim opadły szczęki.

- Tak, narzeczona. Tracy zgodziłaś się przecież – oznajmił Feliks.

- To wreszcie dziewczyna czy narzeczona?

- Narzeczona, Daph – powiedział Feliks dumnym głosem.

- Jesteś jakąś blada. Może przywróci ci pamięć, kochanie – i pocałował mnie namiętnie w usta, a ja poczułam, jakby świat się zatrzymał. Liczyło się tylko on i ja. Westchnęłam zadowolonym głosem i oddałam całą siebie.

-Awwwwwwww! – zawołały kobiety i dziewczyny wzruszone.

- Podobało Ci się, Tracy? – zapytał, kiedy oderwaliśmy się do siebie.

- Zakochałam się! – rozmarzyłam się i teraz ja go całowałam.

- Tracy Black piękne pasuje, prawda kochanie? – rozmarzył się – Będziesz wyglądać bosko w sukni ślubnej. Gdzie masz pierścionek zaręczynowy? - zapytał zdziwiony.

- No e no! – jąkałam się cała czerwona na twarzy. Pstryknął palcami w powietrzu i pojawił pierścionek, po czym włożył mi na palec i pocałował moją dłoń.

- Moja pani teraz jest tam, gdzie powinien być – powiedział Feliks.

- Ej, Reg to na pewno jest twój syn! – krzyknęli w szoku dwie wersje wujka Syriusza, a obie wersje Dorcas przywaliły mu w tył głowy tak mocno, że jęknęli z bólu.

- Czy ty kwestionujesz moja wierność do Regulusa! – warknęła wściekła "mama" – Jak śmiesz!

- Cześć – powiedziała Phoebe do singli, a Ci popatrzyli na nią rozmarzonym wzrokiem.

- Phoebe nie masz faceta, nie? – zapytała Cassie.

- Nie. Muszę sobie kogoś znaleźć. A ty?

- Też nie – oznajmiła Cassie.

- Tu jest kilku przystojniaków – stwierdziła Phoebe, przyglądając się singlom.

- Mówiła o mnie! – krzyknęli na siebie nawzajem dumni.

- Tracy! – zawołała Daphne i pociągnęła mnie do siebie – ale masz ciacho.

- Ej! – krzyknął Jared – Ja jestem twoim ciachem!

- No, mam ciacho! – rozmarzyłam się – i mówię Ci tak cudownie całuje, Daph.

- Widzę to po twojej minie, Tracy – chichotała Daphne. Wtem moje przyjaciółki zaatakowały go.


- Feliksie Black, jakie masz zamiary względem mojej siostry? - spytały jednocześnie.

- Być najlepszym mężczyzną dla niej, bo Tracy to wspaniała, piękna dziewczyna i zasługuje na to, co najlepsze i się z nią ożenić i mieć z nią kociaki.

- Kociaki? – zapytał starszy Regulus.

- Chyba chodziła mu o dzieci? – spytała młodsza wersja "mamy".

- O dzieci – poprawił się.

- Kolejne bachory! – warknęła Mariette.

- Nie zamknęli cię jeszcze w wariatkowie? – zdziwił się Feniks – Na co oni czekają? Lecz się wariatko na głowę, nie ćpaj tyle, a ty Cho powinnaś ją rzucić, a nie być z nią. Szkoda nerwów.

- JA I MARIETTE NIE JESTEŚMY RAZEM! – ryknęła Cho czerwona.

- Ja to widzę inaczej, no, ale okej niech Ci będzie – Popatrzyłam na mamę mojego narzeczonego nie wiedząc, jak zacząć rozmowę.

- I co teraz? – spytałam z prosto z mostu.

- Z czym? – zapytała zdziwiona.

- Ze mną i Feliksem. Czy... - zaczęłam cicho.

- Chodzi Ci o to czy akceptuje Cię jako żonę mojego syna? - uśmiechnęła się.

- No tak – mruknęłam czerwona – Eeee... mamo.

- Czy ja wiem? Niech ja Ci się przyjrzę – odezwała się beztroskim tonem – Jesteś ładna i mądra. Mój syn patrzy na Ciebie i promienieje szczęściem, że trzeba ubierać okulary przeciwsłoneczne. Myślę, że nadajesz.

- Mamo! – krzyknął Feliks – straszysz ją swoim gadaniem!

- Dorcas – mruknął Regulus.

- Nie znacie się! – prychnęła na męża i syna i popatrzyła na mnie – Kochanie, masz moje błogosławieństwo.

- Naprawdę?

- Tak, dziecko – powiedziała i mnie przytuliła, a następnie pocałowała w czoło, a ja westchnęłam zadowolonym pomrukiem wtulając się w jej ciało jeszcze bardziej. Nagle zgasło światło na scenę weszli Weasley'owie oraz Harry. Harry miał gitarę elektryczną, Bill tak samo i uśmiechał się do Fleur, która oblizała wargi, Ron bass, Fred keyboard i George perkusja. Nicole i Angelina spojrzały na siebie i oblizały wargi.

- Dobrze wyglądają z tymi instrumentami, co? – spytały żony muzyków nawzajem.

- A żebyście wiedziały! Musimy im później podziękować – Zaczęli śpiewać, a Harry zaczął śpiewać, a ich żony ponownie oblizały wargi.




Ty i ja pochodzimy z innych światów.

 Jestem dzieciakiem z miasteczka, a ty dziewczyną z wyższych sfer.

Każde z nas było zranione, mamy kilka blizn

Hermiona i Ginny wymieniły spojrzenia.

Lecz teraz nie ma to znaczenia, obserwujemy gwiazdy.

Jeśli chodzi o moje serce, możesz je złapać i zapaść.

Głęboko w mojej duszy wiem, że umarłbym.

Gdybym nie miał Ciebie,

- Ja też kochanie! – krzyczały żony muzyków.

Jak mógłbym kiedykolwiek wzlecieć 100 mil nad niebo?

Czuję jakbyśmy byli wysoko ponad ziemią.

Czuję jakbyśmy nigdy nie musieli opaść.

Dopóki nie zechcielibyśmy.

Lecz czemu moglibyśmy chcieć (teraz)?

Zapamiętaj ten dzień, wiedzieliśmy to od początku.

Że wybraliśmy się w daleką podróż i daleko zajdziemy.

- Z tobą pójdę nawet na koniec świata! - krzyczały żony muzyków.

Widzę przyszłość w Twoich oczach.

Na wieczność i na zawsze, Ty i ja.

Kobiety i dziewczyny, które miały dotknęły i przejechały palcem swoje znaki na szyi westchnęły zadowolonym głosem. Poczuły magię swoich partnerów mocnej niż normalnie, a te które nie miały patrzyły na nie zazdrością.

Czuję jakbyśmy byli wysoko ponad ziemią.

Czuję, jakbyśmy nigdy nie musieli opaść.

Dopóki nie zechcielibyśmy.

Lecz czemu moglibyśmy chcieć (teraz)?

Gdy jesteśmy tak blisko nieba.

Kocham ten raj.

- Ty i ja na zawsze! – krzyczałyśmy podniecone.

Będzie ciężko nam powiedzieć Dobranoc.

Czuję jakbyśmy byli wysoko ponad ziemią.

Czuję jakbyśmy nigdy nie musieli opaść.

Dopóki nie zechcielibyśmy.

Lecz czemu moglibyśmy chcieć (teraz)?

I nim skończyli, już leżeli na ziemi, a nad nimi siedziały podniecone ich żony i całowały ich.

Pov. Fleur.

- Kochanie, podobało Ci się? – spytał Bill, mając iskierki w oczach.

- Jaki ty byłeś seksy z tą gitarą – rzekłam erotycznym głosem – Williamie Weasley, kocham Cię i dostaniesz nagrodę – i całowałam go, a on bawił się moimi włosami i pocałował mnie w czoło, a ja westchnęłam zadowolonym głosem.

- Jak chcesz mogę Ci śpiewać codziennie.

- Tak! – zawołałam napalonym głosem.

Pov. Angelina.

- Byłeś boski na tej perkusji – powiedziałam do George'a.

- Specjalnie dla Ciebie moja piękna, pani Kapitan – oznajmił George i pocałował mnie w usta namiętnie, a później pocałował mnie w czoło, nie mogąc powstrzymać, wydałam z siebie westchnienie zadowolenia.

Pov. Nicole.

- Jesteś mój – powiedziałam i pocałowałam go w usta, a kiedy się oderwaliśmy od siebie, powiedziałam – kiedy grałeś na keyboardzie byłeś tak seksy!

- Seksy granie dla seksy kobiety – oznajmił Fred i pocałował moje czoło, a ja wydałam z siebie westchnienie zadowolenia.

Pov. Ginny.

- Ja i ty na zawsze – powiedziałam i pocałowałam go namiętnie usta.

- Tak, Ginny jesteś moją żoną i Cię kocham – oznajmił Harry – A poza tym uwielbiam, kiedy jesteś naga – dodał szeptem do mojego ucha. Zarumieniłam się, ale też uśmiechnęłam.

- Szykuj swój sprzęt, bo dzisiaj będzie się działo w nocy – odparłam erotycznym głosem, a Harry miał banan na twarzy.

Pov. Hermiona.

- Z gitarą basowa jesteś jeszcze bardziej seksy – powiedziałam napalonym głosem.

- Mam ochotę... – zaczął Ron.

- Ja też – skoczyłam jego wypowiedź, a Ron wyszczerzył się głupkowato.

Pov. Fleur.

- Możesz ze mnie zejść? - zapytali nasi muzycy.

- Aaa, tak jasne - odpowiedzieliśmy zażenowane. Wstali i zamiast iść do krzeseł, żebyśmy mogły sobie usiąść na ich kolanach i się wtulić poszli i znowu wzięli instrumenty i znowu zaczęli grać, ale tym razem to nie Harry śpiewał, tylko mój Bill.




Kiedy Twoje nogi nie będą już sprawne tak jak kiedyś.

A ja nie będę mógł spowodować,

żebyś znowu zakochała się we mnie od pierwszego wejrzenia

- Awwwwwwww – zawołały kobiety i dziewczyny wzruszone.

- Jesteś taki seksy! – krzyczałam napalonym głosem.

Czy twoje usta wciąż będą pamiętać smak mojej miłości?

Czy twoje oczy nadal będą się uśmiechały znad twoich policzków?

Ale ja, kochanie, będę cię kochał,

Aż będziemy mieli po 70 lat.

- Będę Cię kochała na wieczność! – krzyczałyśmy do muzyków.

I kochanie, moje serce będzie nadal kochać tak mocno,

Jak wtedy, kiedy miałem lat 23.

Myślę o tym, jak ludzie zakochują się nieodgadnionymi sposobami.

Może to tylko dotyk dłoni.

- Wynagrodzę Ci to w nocy – powiedziałyśmy.

- Mamo ja... – zaczęły nasi synowie.

- Och, cicho tam – odparłyśmy.

Oh, ja, zakochuję się w tobie każdego dnia.

I po prostu chcę ci powiedzieć, że jestem.

A więc teraz, kochanie.

Weź mnie w twoje kochające ramiona.

Pocałuj mnie w blasku tysięcy gwiazd.

- Awwwww!!! – zawołały kobiety i dziewczyny wzruszone.

Złóż głowę na moim bijącym sercu.

Tak sobie głośno myślę.

Że być może znaleźliśmy miłość właśnie tam, gdzie jesteśmy.

Kiedy prawie nie będę miał już włosów, a moja pamięć zblaknie.

I ludzie nie będą pamiętać mojego imienia.

Kiedy moje dłonie nie zagrają na strunach tak samo jak kiedyś,

- Kocham Cię! – krzyczałyśmy – kochanie tak bardzo Cię kocham!

- Nie wiedziałam, że Bill ma taki piękny głos! – rozpłynęła się mama Apollina nad głosem Billa.

Mhm, wiem, że nadal będziesz mnie kochać tak samo,

Bo, kochanie, twoja dusza.

Nigdy nie może się zestarzeć, ona jest wiecznie młoda.

Kochanie, twój uśmiech jest zawsze w moim myślach i pamięci.

Myślę o tym, jak ludzie zakochują się nieodgadnionymi sposobami.

- On jest genialny i taki seksy – powiedziały dziewczyny, patrząc na mojego Billa rozmarzonym wzrokiem, a ta mordowałam ich wzrokiem.

- Bill Weasley jest mój! – warknęłam do tych idiotek – a nie wasz!

Może to wszystko jest częścią planu.

Ja będę nadal popełniał te same błędy.

Mając nadzieję, że będziesz wyrozumiała.

Ale teraz, kochanie weź mnie w twoje kochające ramiona

Pocałuj mnie w blasku tysięcy gwiazd.

Złóż głowę na moim bijącym sercu.

- To mój synek! – krzyknęła Mama Molly – A reszta moich synków świetnie grają!

- Oni są tacy seksowni! – zawołały dziewczyny rozmarzone.

- Harry/Ron/Bill/Fred/George jest mój! – warknęłyśmy z Ginny i Hermioną Angeliną i Nicole.

Tak sobie głośno myślę,

Że być może znaleźliśmy miłość właśnie tam, gdzie jesteśmy,

Och a, la, la, la, la, la, la, la, la, la, la, la, la.

A więc teraz, kochanie weź mnie w twoje kochające ramiona.

Pocałuj mnie w blasku tysięcy gwiazd.

- Nie wiem, który z nich ma lepszy głos – powiedziała Minne.

- Mój mąż! - krzyknęłam wraz z Samantą Lily II, Marlene, Victoire, Domique, Olivią Amelią pewnym głosem.

Złóż głowę na moim bijącym sercu.

Tak sobie głośno myślę.

Że być może znaleźliśmy miłość właśnie tam, gdzie jesteśmy.

Och, może znaleźliśmy miłość właśnie tam,

Gdzie jesteśmy i znaleźliśmy miłość właśnie tam, gdzie jesteśmy.

- Wiecie, co? Niby rudy, a śpiewać umie! – stwierdzili dwie wersje Syriusza rozbawionym głosem.

- Bardzo śmieszne – odpowiedział Bill z ziemi.

Pov. Lektor.

- Mamo weź zejdź z niego wreszcie! – krzyknęli synowie.

- Tej nocy nie zapomnisz na długo – oznajmiły im do ucha żony muzyków.

- A będziesz w wysokich szpilkach? – spytali z nadzieją ich mężowie.

- Tego nie może zabraknąć, kochanie – a kiedy to usłyszeli, że są chętne kochaniem się z nim w szpilkach, to wyszczerzyli się szeroko, a Ron zapytał niewinnie.

- Kim jesteś i co zrobiłaś z Hermioną?

- Hermiona jest zakochana w takim seksy rudzielcu grającym na basie. Może go znasz?

- Nie, ale gościu jest szczęściarzem, że taka bogini jest zakochana w nim, a on w niej.

- Rany boskie! – zawołał zirytowany Hugo – Czy wy nie możecie wytrzymać już pięciu minut bez gry wstępnej? – Byli jeszcze chwilę, a później udali się do komnat.

Następnego dnia po bardzo pikantniej nocy spędzonych przez naszych muzyków ze swoimi żonami udali się do Wielkiej Sali, żeby czytać kolejny rozdział.


- Byłeś cudowny – oznajmiły im do ucha, kiedy szli do Wielkiej Sali.

- Wielbienie Cię to jest mój obowiązek – powiedzieli ich mężowie do ucha.

- I są nasi muzycy! – zawołał Armard.

- Bill – powiedziała Apollina – Masz cudowny głos – i go przytuliła i pocałowała go w czoło wyrażając macierzyste uczucia, jakie do niego żywiła. Bill westchnął, wcześniej odgarniając jego długie włosy z czoła i przytulił się do niej jeszcze bardziej.

- Mój synek – mruknęła do niego z matczyną miłością.

- Moja mamusia – odparł jej do piersi. Apollina zalała się łzawi i przytuliła go jeszcze bardziej.

- Mamusiu nie mogę oddychać! – jęknął Bill. Apollina go nie słuchała. Tuliła go.

- Apollina puść go! – zawołał Armard – bo go udusisz! – Apollina go wreszcie puściła.

- Rany boskie! – jęknął Bill – Skąd mama ma tyle siły?! – jego matka zarumieniła się – Najwyżej Fleur zrobi mi masaż pleców – i wyszczerzył się do żony. Fleur zarumieniła się, a Bill pocałował Apollinę w policzek.

piątek, 14 kwietnia 2023

Rozdział 3 Więzień

 

- Teraz ja – powiedział Terry.

 Rozdział trzeci

Błędny Rycerz

Wlokąc za sobą kufer, Harry minął kilkanaście przecznic, zanim osunął się na niski murek przy Magnoliowym Łuku, dysząc ze zmęczenia. Siedział tam nieruchomo, wciąż drżąc z oburzenia i wsłuchując się w gwałtowne bicie swego serca.

 - Potter jesteś beznadziejny! – zadrwił Zachariasz.

 - A ty kretynem! – odparowała Fay.

 Po dziesięciu minutach siedzenia w samotności na ciemnej ulicy ogarnęło go jednak nowe uczucie: panika. Z którejkolwiek strony, by na to spojrzeć, jeszcze nigdy nie znalazł się w tak parszywym położeniu. Był zagubiony, zupełnie sam, w nie znanym mu świecie mugoli, nie mając pojęcia, dokąd pójść.

 - Och Harry – mruknęły dwie wersje Lily, patrząc na syna smutnym wyrazem twarzy.

A najgorsze było to, że dopiero co użył dość silnego zaklęcia, to zaś oznaczało, że prawie na pewno wyrzucą go z Hogwartu. Złamał ustawę o ograniczeniu użycia czarów przez niepełnoletnich czarodziejów w tak drastyczny sposób, że lada chwila mógł się spodziewać aresztowania przez przedstawicieli Ministerstwa Magii.

 - Aresztować go! – zawołała Umbridge.

 - Czy ty masz Ropucho coś o tym karakasku? – spytał George II Freda II, dotykając jego czoła.

 - Mmmmm!! – jąkał się Fred II.

 - Mózg? – zadrwił George II.

 - Mmmmmusiałabym ssssprawdzić!! – wydukiwał Fred II i uśmiechnął się szyderczo do landryny. Sala ryknęła śmiechem Hope i Alicja II wtuliły się w ich ramiona, a oni je objęli. George II pocałował ją w czoło, a ta westchnęła szczęśliwy głosem. Później miała tajemniczy uśmiech. Nimfadora i Nicole wymieniły spojrzenia, a Umbridge była wściekła, że te bachory z niej drwią.

Harry wzdrygnął się i spojrzał w górę i w dół Magnoliowego Łuku. Co się z nim stanie? Trafi do więzienia czy zostanie po prostu raz na zawsze wypędzony ze świata czarodziejów? Pomyślał o Ronie i Hermionie i poczuł jeszcze większą rozpacz. Był pewny, że pomogliby mu nawet w takiej sytuacji, ale oboje byli za granicą, a bez Hedwigi nie mógł się z nimi porozumieć. Nie miał też mugolskich pieniędzy. Na dnie kufra spoczywała sakiewka, a w niej kilka złotych monet czarodziejskich, ale reszta fortuny, którą pozostawili mu rodzice, ukryta była w podziemnym skarbcu banku Gringotta w Londynie. Przecież nie uda mu się zaciągnąć tego kufra aż do Londynu.

Harry się skrzywił.

Chyba że... Spojrzał na różdżkę, którą wciąż trzymał w ręku. Skoro i tak wyrzucą go ze szkoły (serce biło mu teraz bardzo szybko), to co mu zaszkodzi, jeśli jeszcze raz użyje czarów? Miał odziedziczoną po ojcu pelerynę-niewidkę... A gdyby tak zaczarować kufer, żeby prawie nic nie ważył, przywiązać go do miotły, okryć się peleryną i polecieć do Londynu?

- Rogaś łamie zasady, jestem z niego taki dumny! – krzyknął młodszy Łapa.

Tam mógłby wyjąć resztę pieniędzy ze skrytki i... i rozpocząć nowe życie jako wyjęty spod prawa. Straszliwa perspektywa, ale przecież nie może wiecznie siedzieć na tym murku, bo prędzej czy później będzie musiał tłumaczyć się mugolskiej policji, dlaczego włóczy się po nocy z kufrem pełnym ksiąg z zaklęciami i latającą miotłą. 

- Policja jest taka sama, jak sąsiedzi – mruknęła Emilly.

- Osiedlowy monitoring – stwierdziła Olivia.

Otworzył kufer i zaczął w nim grzebać, szukając peleryny-niewidki, ale zanim zdążył ją znaleźć, wyprostował się raptownie i rozejrzał wokoło. Poczuł dziwne mrowienie na karku, jakby go ktoś obserwował. Ulica wydawała się jednak nadal pusta, a w żadnym z okien wielkich, prostokątnych domów nie zapaliło się światło.

- Wszyscy wyznają sobie miłość – westchnął teatralnie Jared, patrząc z iskierkami miłości na Daphne, a blondynka odsłoniła szyję, odrzucając swoje bardzo długie blond włosy z jednej strony na drugą, żeby mógł ją pocałować w piętno naznaczenia, a ten spełnił jej niewypowiedzianą prośbę, a ona głośno westchnęła zadowolonym głosem i wymruczała cicho rozmarzonym głosem.

- Rób tak dalej kochanie, a pani Black będzie zadowolona – Dwie wersje Marlene oznajmiły.

- Syriuszu, popatr, jak nasze dzieci się kochają i wyszły z tego piękne dzieci.

- Tak, mamusiu, bo nasza miłość jest piękna – powiedziała Daphne do mamy, mając iskierki w oczach i wtuliła się w jego ramiona, a jej mąż pocałował ją w czoło, a ta westchnęła szczęśliwym głosem.

Pochylił się nad kufrem, ale prawie natychmiast znowu się wyprostował, ściskając mocno różdżkę. Bardziej to wyczuł, niż posłyszał: coś czaiło się w wąskiej przestrzeni między płotem i garażem za jego plecami. Zerknął przez ramię na ciemną alejkę. Może się poruszy, to pozna, czy to tylko jakiś kot-włóczęga, czy... coś innego.

- Profesor McGonagall obserwuje? – spytała Lisa.

- Lumos – mruknął Harry i na końcu jego różdżki zapłonęło światło, prawie go oślepiając. Podniósł ją wysoko nad głową i nagle wyłożona otoczakami fasada domu numer dwa rozjarzyła się iskrami, brama garażu zajaśniała, a między garażem i domem zobaczył wyraźnie ciemny zarys czegoś bardzo dużego, z wielkimi płonącymi ślepiami.

Harry popatrzył na dwie wersje Łapy.

Harry cofnął się, przerażony. Wpadł na kufer, stracił równowagę i runął jak długi w rynsztok. Padając, wyciągnął rękę, żeby osłabić upadek, i puścił różdżkę. Rozległ się ogłuszający huk i Harry zasłonił oczy przed oślepiającym światłem...

- Co to? - spytała Nicole, a głos miała przerażony.

Wrzasnął i w ostatniej chwili zdążył przetoczyć się z powrotem na chodnik. W sekundę później w miejscu, w którym dopiero co leżał, zatrzymała się para olbrzymich kół, między którymi płonęły dwa reflektory.

- Kłopoty! – krzyknęła Jessica.

Podniósł głowę i tuż nad sobą ujrzał wściekle czerwony trzypiętrowy autobus, który pojawił się nie wiadomo skąd. Na przedniej szybie widniał złoty napis: błędny rycerz.

- Stan Shunpike i Ernie Prang – mruknął Harry.

Przez ułamek sekundy Harry pomyślał, że upadając, uderzył się w głowę i majaczy. A potem z autobusu wyskoczył konduktor w purpurowym uniformie i donośnym głosem oznajmił:

- Witam w imieniu załogi Błędnego Rycerza, nadzwyczajnego środka transportu dla czarownic i czarodziejów zagubionych w świecie mugoli. Wystarczy machnąć ręką, która ma moc, i wejść do środka, a zawieziemy pana, dokąd pan sobie zażyczy. Nazywam się Stan Shunpike i tej nocy będę pańskim przewodnikiem...

- Oni jeżdżą jak szaleńcy – rzekła Nimfadora, patrząc na Remusa z iskierkami miłości, całując go w policzek.

- Oj tak, cioteczko – odparł Harry i aż się skrzywił na samo wspomnienie.

Konduktor nagle urwał. Dopiero teraz dostrzegł Harry’ego, który wciąż siedział na chodniku. Harry odszukał różdżkę i wstał. Teraz zobaczył, że Shunpike był zaledwie kilka lat od niego starszy: mógł mieć najwyżej osiemnaście lub dziewiętnaście lat. Miał wielkie, odstające uszy i mnóstwo pryszczy na twarzy.

- Ja bym go wysłała do dermatologa – powiedziała Emilly – To dziedzina mugolskiego lekarza, który leczy różne choroby skórne, typu pryszczy na przykład.

- Ty, co ty tu właściwie robisz? – zapytał Stan, porzucając swój oficjalny ton.

- Przewróciłem się.

- A po kiego grzyba? – zachichotał Stan.

- Nie zrobiłem tego umyślnie – odpowiedział Harry, trochę urażony. Dżinsy miał rozdarte na jednym kolanie, a ręka, na którą upadł, krwawiła. Nagle przypomniał sobie, dlaczego się przewrócił i szybko obejrzał się za siebie. Alejka między płotem a garażem, teraz jasno oświetlona reflektorami Błędnego Rycerza, była pusta.

- Co tak się gapisz? – zapytał Stan.

- Tu było coś dużego i czarnego – powiedział Harry, wskazując niepewnie na pustą alejkę – Jak pies... ale chyba większe i bardziej... no... potężne...

Harry popatrzył na Łapę, a ten jakby nic pocałował Marlene w policzek i wyszeptał jej do ucha:

- Mam na Ciebie ochotę.

- Ubiorę specjalnie dla Ciebie seksowną bieliznę – odparła mu jego żona do ucha swoim uwodzicielskim głosem, a ten przełknął ślinę.

Odwrócił się i spojrzał na Staną, który stał i gapił się na jego bliznę z otwartymi ustami. Harry poczuł niepokój.

- Co ty masz na czerepie? – zapytał nagle Stan.

- Nic – odrzekł szybko Harry, przygładzając sobie włosy na czole, żeby ukryć bliznę. Jeśli przedstawiciele Ministerstwa Magii już go poszukują, nie zamierzał im tego ułatwiać.

- Ty, jak się nazywasz? – zapytał Stan.

- Neville Longbottom – wypalił Harry, wybierając pierwsze nazwisko, jakie mu przyszło do głowy.

- Dlaczego się przedstawiłeś jako ja? – spytał zszokowany Neville.

- Bo chciałem mieć chwilę spokoju, Nev – powiedział Harry.

- To ci nie grozi Potter, bo Longbottom ma małego! – zadrwił Draco – i nic niewartym namiastką czarodzieja!

- Od mojego tatusia to ty się opierdol! – warknęła Lily II – bo ty zaraz będziesz miał małego i nie zaspokoisz swoich potrzeb nikomu!!

- A tatuś to potężny czarodziej! – zawołała wściekła Alicja II – To ty jesteś namiastką czarodzieja, wielki arystokrata od siedmiu boleści!!

- Ty mała... – zaczął Draco.

- Albo przeprosisz mojego tatę za taką obrazę – wycedził Fred II – albo połamie Ci te arystokratyczne chudziutkie rączki i nóżki! Twój wybór! Wybieraj. Wiesz dobrze, że jestem aurorem. Radziłem sobie z innymi idiotami! – Draco zbladł i mruknął:

- Przepraszam, Longbottom!

- Dobry chłopiec – odparł Frank II – Posłuchajcie tego – powiedział Frank II.

NEVILLE LONGBOTTOM ZOSTAŁ NOWYM PROFESOREM ZIELARSTWA W SZKOLE MAGII I CZARODZIEJSKA W HOGWARCIE. PAN LONGBOTTOM LAT 20 ZASTĘPUJE NA STANOWISKU PROFESORA POMONĘ SPROUT, KTÓRA PRZECHODZI NA EMERYTURĘ. NEVILLE LONGBOTTOM TO BYŁY AUROR – I było zdjęcie starszego Neville'a. Wszystkim opadły szczęki i patrzyli na Neville’a wielkimi oczami, a on sam z niedowierzaniem patrzył na syna.

- CHWILA, CO! – ryknął w szoku Neville – Frank nie rób ze mnie jaj!

- Ale tatusiu, Frankie nie robi sobie z ciebie jaj – oznajmiła Alicja II – zostałeś profesorem zielarstwa kilka lat po ukończeniu Hogwartu.

- Przez chwilę byleś aurorem – dodał Fred II – ale stwierdziłeś, że to nie dla ciebie a Pomona przeszła na emeryturę, więc...

- Profesor Nevis, Nev belfer, no cudnie – rzekła Hanna, która patrzyła na Neville’a z iskierkami miłości. Seamus, Jared, Harry, Ron i Dean parsknęli głośnym śmiechem, tak samo, jak Fred i George oraz Lee.

- Och zamknijcie się! – warknął na ich Neville i pocałował w policzek Hannę, a później pocałował ją w piętno naznaczenia, a ta wydała z siebie westchnienie zadowolenia, które było głośne i nie mogła tego powstrzymać.

- Czy Pan profesor pocałuje biedną zagubioną kobietę? – zapytała Hanna erotycznym i uwodzicielskim głosem do ucha Neville’a, bo była na niego napalona. Chciała się z kim kochać, żeby tylko on mógł ją usłyszeć – a późnej ją bzyknie i przeleci, żeby zaspokoić jej wygórowane potrzeby? I tylko pan profesor może zaspokoić jej potrzeby.

- Szlaban przez miesiąc pani Longbottom. Ze mną – odparł jej do ucha. Neville podjął jej grę.

- Och nie, tylko nie z panem profesorem Longbottomem!!

- Nie tym tonem, pani Longbottom, to będzie miała pani ze mną dwa miesiące – rzekł – albo trzy, albo, nie... Całe życie.

- Możecie przestać!? – krzyknął Frank II do rodziców. Oboje popatrzyli na niego oburzeni, że przerwał ich grę wstępną – My tu jesteśmy i wszystko słyszymy. Gra wstępna to wieczorem, okej!?

- Frank uspokój się. Nie widzisz jak mamusia i tatuś się kochają! – warknęła Lily II na Franka II.

- Jestem z Ciebie taka dumna/dumny! – zawołali Augusta i dwie wersje Alicji i Franka I. Cała trójka przytuliła Neville’a do siebie.

- Naprawdę?

- Tak, Neville. Nawet nie wiesz jaka duma mnie rozpiera. Neville zostałeś nauczycielem! – powiedziała Augusta z zachwytem. Łzy wyleciały jej z oczu ze wzruszenia.

- Bo tatuś jest potężnym czarodziejem prababciu i przyjdzie taki moment, że nikt nie będzie tego kwestionować, że jest i było inaczej – oznajmiła Lily II, mordując wzrokiem gang fretki i samą fretkę oraz Lucka.

- Lily na rację – zgodziła się z rudowłosą Lady Weasley. Hanna podeszła z gracją i wdziękiem i przytuliła mocno swoją rudowłosą córkę, a Lily II wtuliła się w jej ramiona. Następnie starsza pani Longbottom oznajmiła:

- Lily popatrz na mnie – młoda kobieta popatrzyła na swoją mamę, a ta odgarnęła jej długie rudowłose włosy za ucho i pocałowała ją w czoło, wyrażając swoje macierzyńskie uczucia, jakie do niej żywiła, a brązowooka westchnęła szczęśliwym pomrukiem.

- Tak, Lily jesteś moją córeczką na zawsze, a ja twoją mamusią na zawsze, a Neville jest twoim tatusiem na zawsze – i popatrzyła na męża wzrokiem nieznoszącym sprzeciwu, że w tej kwestii jest inaczej, a Neville uśmiechnął się do Hanny i odpowiedział:

- Tak, Lily jest moją córką – Lady Longbottom uśmiechnęła się do męża szeroko i zwróciła się do córki – i nikt tego nie zmieni i jeśli ktoś będzie to, kwestionować, że jest inaczej, to będzie odpowiadać przede mną. Jesteśmy kobietami rodu Longbottomów, nawet jeśli nie z krwi, to w duszy i mamy pierścienie rodowe Longbottomów oraz naszą wspaniałą piękną biżuterię, których nie możemy zdjąć, to czyni z nas członkiniami na zawsze tego wspaniałego rodu Longbottomów.

- Masz rację, mamusiu, bo gdybym mogła, to nie mam zamiaru ani nie mam ochoty zrezygnować z członkostwa w tym rodzie i jestem bezgranicznie i nieodwołalnie totalnie zakochana w tym przystojniaku – wskazała na Franka II, a Frank II wyszczerzył się do wszystkich i wypiął dumnie pierś – Kocham cię, mamusiu. Tak bardzo mamusie kocham – powiedziała Lily II do Hanny, przytulając się do blondynki mocno.

- Ja ciebie też słońce – odpowiedziała Lady Longbottom z miłością w głosie – uwielbiam, gdy mówisz do mnie "mamusiu".

- Nie wyobrażam sobie mówić do ciebie inaczej, niż tylko "mamo" albo "mamuś", albo "mamusiu" – odparła Lily II – bo kiedy połączyłam się z Frankiem tym oto znakiem – pokazała na swoją, szyję, gdzie był orzeł i koń – stałam się członkinią Longbottomów i waszą córeczką i wtedy Franka Mamusia, stała się moją mamusią, a tatuś Franka stał się moim tatusiem – mówiła Lily II, jakby było to coś oczywistego, a Hanna uśmiechnęła się szeroko do Lily II i pokiwała głową, zgadzając się z nią w 100 procentach – Słowo "Hanna" z moich ust nie usłyszysz.

- Bo inne formy mówienia przez Ciebie do mnie, moja kochana córeczko – oznajmiła Hanna – Będą przeze mnie poprawiane na formę mamusia. Możesz ewentualnie mówić "mamo", bo jestem twoją mamą, od kiedy związałaś się z moim synem. I jesteś, po pierwsze teraz jednością z moim synem, a po drugie jesteś moją córką w takim samym stopniu, jak Alicja – przytulając ją ponownie do siebie.

- Dzięki, mamusiu, że akceptujesz mnie taką, jaką jestem. Nawet nie wiesz, ile to dla mnie znaczy.

- Bo wszystko jest z tobą w porządku, kochanie, a każdy, kto powie inaczej będzie się tłumaczyć u mnie – odezwała się Lady Hanna Longbottom, głaszcząc z miłością jej rude włosy.

- To się ciebie też tyczy, córeczko mówieniu do mnie per "mamo" "Mamusiu" albo "mamuś" – wtrąciły się dwie wersje Alicji do Hanny – inne formy będą poprawianie przeze mnie, bo jestem twoją mamusią, a Frank jest twoim tatusiem, skarbie. Na zawsze – i podeszły do córki i wnuczki w tym samym w stylu, gdyż miała na sobie wysokie szpilki.

- Tak, mamuś – rzekła Hanna i puściła Lily Lunę. Neville’a przytulił Lily II, a ruda wyszeptała.

- Kocham cię, tatusiu.

- Ja Ciebie też wiewióreczko – odparł przyszły profesor wzruszony. Następnie rudowłosa Lady Longbottom usiadła na kolanach swojego Lorda i wtuliła się e niego, a Frank II pocałował ją w czoło i Lily II cicho westchnęła, a późnej w znak, a jego żona wydała z siebie głośne westchnienie zadowolenia i wyszeptała mu do ucha erotycznym, a zarazem uwodzicielskim głosem coś w stylu:

- Jestem na Ciebie tak napalona. Szkoda, że nie ma już nocy, żebyś mógł mnie przelecieć... ale bzykniesz mnie dzisiaj w nocy, prawda? Proszę – oczywiście nikt tego nie usłyszał, oprócz Franka II, który pokiwał głową, że zrobi to z przyjemnością, bo on ją kocha bardzo, a w międzyczasie Hanna przytuliła się do swoich mam. Kobiety odgarnęły jej długie włosy i złożyły pocałunek na czole, wyrażając macierzyńskie uczucia, jakie do niej żywiła. Blondynka westchnęła szczęśliwym głosem i wtuliła się w ich ramiona.

- I tak nie wyobrażam sobie mówić do mamusi inaczej niż tylko "Mamusia" a do tatusia "tatuś".

- I tak ma być – oznajmiła z uśmiechem na twarzy starsza wersja Lady Longbottom – Jeśli zapytasz, czy cię taką, jaką jesteś akceptuję, to, słońce, mama – wskazała na siebie – córka – pokazała na nią – Na zawsze kocham cię Hanno i moje macierzyńskie uczucia do ciebie się nie zmieniły i się nie zmienią – a Hanna desperacko wtuliła się w swoją mamę, a ona głaskała jej długie blond włosy.

- A ja mam dwie mamusie i dwóch tatusiów – stwierdziła Lily II.

- Ale wiesz Alicjo, że to się dotyczy również ciebie do mnie – powiedziała Augusta do dwóch wersji Alicja I.

- Tak, mamo – rzekł dwie wersje Alicji I równocześnie – w tej kwestii nie wyobrażam sobie mówić do mamusi inaczej, niż tak jak mówię – a Augusta pocałowała ich w czoła, odgarniając ich długie blond włosy za ucho, a te westchnęły szczęśliwym pomrukiem. Większość patrzyła na tę scenę ze wzruszeniem.

- Bla! Bla! Bla! – drwiła Mariette – Możecie przestać?!

- Nie i zamknij się! – warknęły członkinie rodu Longbottomów.

 - Wiec... więc ten autobus... – dodał szybko, chcąc zmienić temat – Mówiłeś, że można nim dojechać wszędzie?

 - No jasne – odpowiedział z dumą Stan – Dokąd zechcesz, grunt, żeby to było na ładzie. Pod wodą nie kursujemy. Ty... – dodał, patrząc na Harry’ego podejrzliwie – machnąłeś na nas, no nie? Wyciągnąłeś rękę z różdżką, tak?

- Tak – rzekł szybko Harry – Słuchaj, a ile kosztuje do Londynu?

- Jedenaście sykli – odpowiedział Stan – ale jak odpalisz czternaście, to dostaniesz gorącej czekolady, a za piętnaście kopsnę ci dodatkowo butlę gorącej wody i szczoteczkę do zębów. W dowolnym kolorze.

- Biorę kilka szczoteczek dla Kordka, dla Dolores, dla Barty’ego – wymieniał Harry – Panu Knotowi się przyda, bo będzie miał świeże pyszne bułeczki z masełkiem. Prawda, panie Knot, dla Dolores biorę, bo ropuchy też muszą dbać o świeży oddech, bo jedzie jej z japy, a pan Crouch to pan Crouch. Jego ego jest takie, że musi mieć świeży oddech – Większość ludzi parsknęła śmiechem. Ropucha i Kordek patrzyli jadowicie na chłopca, który przeżył.

Harry zaczął znowu grzebać w kufrze. Wyciągnął sakiewkę i wysypał kilka monet na wyciągniętą rękę Staną. Potem razem wtaszczyli po stopniach autobusu kufer z klatką Hedwigi na szczycie. W środku nie było foteli; zamiast nich przy zasłoniętych firankami oknach stało z pół tuzina mosiężnych łóżek. Nad każdym paliła się świeca w uchwycie, oświetlając wyłożone boazerią ściany. Na jednym leżał drobny czarodziej w szlafmycy, który mruknął przez sen: "Nie teraz, dzięki, właśnie trawię parę ślimaków", i przewrócił się na drugi bok.

Wszyscy popatrzyli na Rona, a Hermiona powiedziała.

- Mój ty rycerzu – i pogłaskała jego policzek i pocałowała go i wyszeptała mu do ucha – Jesteś moim bohaterem, więc mówię Ci, że mam na sobie seksowną bieliznę, a twoim obowiązkiem jest tylko pomoc mi te ubrania ściągnąć, a później tylko podziwiać z uwielbieniem, bo jestem twoją boginią – Ron popatrzył na nią z wygłodniałym wzrokiem, a ta zrobiła niewinną minkę, ale miała iskierki w oczach.

- To będzie twoje – szepnął Stan, wsuwając kufer pod łóżko tuż za facetem, który siedział w fotelu za kierownicą – A to nasz kierowca, Ernie Prang. Ern, to jest Neville Longbottom.

- Siemka – parsknął śmiechem Neville.

Ernie Prang, starszawy czarodziej w okularach o bardzo grubych szkłach, kiwnął głową do Harry’ego, który nerwowo przygładził włosy na czole i usiadł na łóżku.

- No dobra, daj staremu po zaworach, Ernie – rzekł Stan, siadając w fotelu obok Erniego. Rozległ się ogłuszający huk i w następnej chwili Harry rozpłaszczył się na łóżku, odrzucony do tyłu siłą gwałtownego przyspieszenia.

Harry skrzywił się, ale Ginny pocałowała go w policzek i od razu się do niej uśmiechnął.

Podciągnął się na łokciach i wyjrzał przez ciemne okno. Mknęli już zupełnie inną ulicą. Stan obserwował jego minę z jawną satysfakcją.

- Tu byliśmy, zanim nas wywołałeś – powiedział – Gdzie jesteśmy, Ernie? Gdzieś w Walii?

 - Ehe – mruknął Ernie.

- Kobiety są ehe, ehe gorące ehe, ehe! – śpiewał Nick, a Domique przywaliła mu w tył głowy, żeby się uspokoił.

 - Dla Ciebie to ja jestem gorąca! – warknęła Domique – a nie inne baby!

- Nie chciałem tego słyszeć! – jęknęli kuzyni Domique i brat.

- Jesteś zazdrosna – stwierdził rozbawiony Nick i pocałował ją w czoło, a ta westchnęła szczęśliwym pomrukiem – Tak, Domique, zadowolę cię tej nocy – dodał, szepcząc jej do ucha i pocałował ją w znak, a ta wydała z siebie głośne westchnienie i oddychała głęboko, bo była podniecona, że aż ściągnęła ramoneskę i miała bluzkę skórzaną na jedno ramię. Single zrobili wielkie oczy, kiedy widzieli jej nieskazitelny kawałek gołej skóry.

- Zadowolisz mnie? Obiecujesz? – spytała z nadzieją do jego ucha, mając iskierki w oczach.

- Wielbienie Cię, to część mojej pracy, skarbie – wyszeptał jej do ucha.

- Możecie przestać! – krzyknął Bill.

- Jak to jest, że mugole nie słyszą tego autobusu? – zapytał Harry.

- Mugole? – powtórzył Stan z pogardą.

Rodzice Lily prychnęli.

- Mugole nic nie kumają. Nie potrafią słuchać. Nie potrafią patrzyć. To tumany.

- Lepiej obudź panią Marsh, Stan – odezwał się Ernie – Za minutę będziemy w Abergavenny – Stan minął łóżko Harry'ego i wspiął się na górę po wąskich drewnianych schodkach. Harry wciąż wyglądał przez okno, czując się coraz bardziej niepewnie. Ernie sprawiał wrażenie, jakby nie bardzo wiedział, do czego służy kierownica.

- Kto dał mu prawko! – krzyknęła Olivia.

Autobus co chwila wjeżdżał na chodnik, ale na nic nie wpadał: latarniane słupy, skrzynki pocztowe i pojemniki na śmieci po prostu przed nim uskakiwały i wracały na swoje miejsce, gdy przejechał. Wrócił Stan, prowadząc nieśmiałą, z lekka pozieleniałą czarownicę otuloną podróżnym płaszczem.

- Jesteśmy na miejscu, pani Marsh – oznajmił uradowanym tonem, kiedy Ernie wcisnął pedał hamulca, a łóżka poleciały przynajmniej o stopę do przodu. Pani Marsh zatkała sobie usta chusteczką i zbiegła po stopniach.

- Też bym puściła pawia – odparła Michelle.

Stan wyrzucił za nią jej torbę i zatrzasnął drzwi; znowu huknęło i pędzili już wąską drogą wśród drzew, które uskakiwały przed nimi w popłochu. Harry nie byłby w stanie zasnąć, nawet gdyby autobus nie huczał tak strasznie, pokonując setki mil na godzinę. Żołądek ściskał mu się ze strachu, kiedy się zastanawiał, co go czeka i czy Dursley'om udało się już ściągnąć ciotkę Marge spod sufitu.

- Majcherek będzie chłeptał głośno w nogę Vernona – stwierdził Colin II i wzruszył ramionami – a Ciebie ciotka Marge będzie błagała o litość – Adrenne siedziała wtulona w Colina II i chichotała.

Stan wyciągnął "Proroka Codziennego" i zagłębił się w lekturze, wystawiwszy koniec języka. Z pierwszej strony mrugnęło do Harry’ego wielkie zdjęcie wynędzniałego mężczyzny z długimi, splątanymi włosami. Jego twarz wydała mu się dziwnie znajoma.

- Jaki mężczyzna? – zapytała starsza Lily I.

- To ten facet! – wypalił nagle, zapominając o swoich kłopotach – Pokazywali go w mugolskim dzienniku! – Stan spojrzał na pierwszą stronę i zacmokał.

- Syriusz Black – powiedział, kiwając głową.

- KTO! – ryknęli goście z przeszłości z szokowani oraz ci, którzy nie żyli albo nie istnieli, a ożyli, no oprócz samego zainteresowanego oraz starsza wersja Lily i Jamesa. Starsza wersja Łapy westchnął.

- Łapa co ty zrobiłeś! – krzyknęli w szoku dwie wersje Rogacza.

 

- Syriusz, proszę, powiedz coś! – zawołały płaczliwie dwie wersje Lily, Marlene i Euphemia.

 

- Syriusz Black pójdzie do Azkabanu! – warknął Knot wściekły – tam, gdzie jest jego miejsce!

 

- Oskarżono Syriusza o zabicie dwunastu mugoli i jednego czarodzieja oraz za zdradzenie kryjówki moich rodziców – powiedział Harry. Większość ludzi zbladła i patrzyła na Łapę przerażonym wzrokiem.

 

- Wolałbym umrzeć niż zdradzić mojego brata i moją siostrę! – zawołały dwie wersje Łapy rozpaczliwie.

 

- Tak dla wiadomości dla wszystkich, którzy nie wiedzą – odezwała się Hermiona i wstała z kolan Rona, a single westchnęli, jakby patrzyli na anioła – Syriusz Black nie zdradził naszych rodziców, został wrobiony! – Podeszła do Syriusza i go przytuliła a ten pocałował ją w czoło wyrażając ojcowskie uczucia, jakie do niej żywił. Pani przyszła minister westchnęła szczęśliwym głosem – Kocham Cię, Syriuszu bardzo, jakby nie patrzeć jesteś moim wujkiem. Co ja mówię, ty jesteś moim najukochańszym wujkiem.

 

- Ja Ciebie też kocham, Hermiono. Jesteś piękną, potężną i wspaniałą kobietą i czarownicą, i tak jestem twoim najukochańszym wujkiem – a Hermiona rozpromieniona pocałowała go w policzek i odwróciła się gracją i wdziękiem, po czym wróciła na miejsce i usiadła na kolanach Rona i się wtuliła.

 

- Niby przez kogo, Weasley! – zadrwił Zachariasz.

 

- Jak śmiesz kłamać, dziewucho! - zawołali Umbridge i Knot, im się zorientowali Daphne, Astoria i Cassie byli koło nich. Knot przemknął ślinę.

 

- Jak śmiecie mówić w taki sposób do mojego tatusia! – warknęły córki Łapy.

 

- On jest zwykłym mordercą! – zawołała Umbridge.

 

- Siadaj! – wycedziła Daphne – albo połamie Ci te ropuchowe rączki, Ropucho i w dupie mam Azkaban!

 

- Moja siostrzyczka, Hermiona wszystko powiedziała – dodała Astoria – więc to jest prawda, co mówi, bo to moja siostrzyczka i wierze jej bezgranicznie!

 

- I jak śmiecie mówić tak do mojej siostry, Hermiony?! Klękać i proście o wybaczenie! – warknęła Cassie.

 

- Daj spokój Cassie – odparła Hermiona – to jest tylko brzydka ropucha i frajer sikający w portki – Knot i Umbridge patrzyli wściekli na przyszłą panią Minister.

 

- Przez kogo został wrobiony?!! – spytała młodsza Marlene wściekła.

 

- Dowiecie się – powiedział starszy Łapa.

 

- Gdzie jest ten skurwysyn! – warknęli starsza wersja Rogacza i Lily – Syriusz, by tego nie zrobił. Jest Strażnikiem Tajemnicy. To był ktoś inny.

 

- Strażnik Tajemnicy? – spytała ciekawa Lisa – Co to jest?

 

- Strażnik Tajemnicy to osoba, która rzuciła zaklęcie Fideliusa. Tzn. zamknęła tajemnicę w swojej duszy. W momencie, kiedy dana osoba ginie, sekret ginie razem z nią, czyli pozostaje w takim stanie, w jakim był w momencie śmierci strażnika. Strażnik Tajemnicy to ciężka funkcja. Tajemnica, którą chroni, najczęściej jest pożądana przez innych czarodziejów, przez co strażnik narażony jest na niebezpieczeństwa. Mimo że tajemnicę może on wypowiedzieć jedynie dobrowolnie (żaden czar nie jest w stanie uzyskać tej informacji). W dawnych czasach wielu próbowało wymusić tajemnicę siłą, najczęściej poprzez zaklęcie Cruciatus lub Imperius, ale nic to nie dawało, bo Strażnik musi powiedzieć tajemnicę dobrowolnie – odpowiedziała Hermiona.

- O kim mówicie? – zapytał starszy Regulus.

- Kiedy walczyłem z Voldemortem, on rzucił Avadę, a ja Expelliarmus i nasze różdżki się połączyły i wtedy niektóre osoby ożyły, moi rodzice, Cedrik, Berta Jorkins i jakiś mugol. Poprzez Marlenę zmieniliśmy przebieg historii – rzekł Harry.

 

- To by oznaczało... - mruknął słabo Jared – że ja i Cassie nie istnieliśmy i oni też – wskazał na swoje dzieci.

 

- Tak – odpowiedziała Luna.

 

- Jared ja się cieszę, że Harry walczył z tym idiotą!!! – rzekła Daphne do męża, który patrzył na nią i miał puste oczy – Mamusia ożyła i tak samo jak ciocia Lily, wujek James i tatuś związał się z mamusią i urodziłeś się ty i Cassie, a ja zakochałam się w tobie Jared. Ja teraz nie potrafię bez Ciebie żyć! – chwyciła jego dłoń i przyłożyła ją do swojego serca – Posłuchaj, moje serce bije dla Ciebie i będę za to dziękowała Voldemortowi do końca życia. Dzięki temu, że jest imbecylem, ty mogłeś uzdrowić moją duszę i nie muszę już uciekać z domu i nasza miłość jest tak silna, że powstała trójka naszych dzieci. Jared, proszę, powiedz coś albo nic nie mów!! – i pocałowała go namiętnie w usta – Kocham Cię, Jaredzie Black! Jesteś moim rycerzem, moim przyjacielem i moją miłością! Nie pozwolę Ci mnie stracić – i wtuliła się w jego ramiona i mruknęła mu do ucha – poza tym twoim obowiązkiem, jako głowy rodziny jest kochać i bzykać swoją żonę, czyli kochać i bzykać mnie.

 

- Jesteś niezwykła – mruknął Jared niskim głosem.

 

- I kto to mówi – odparowała Daphne, kiedy zobaczyła, że Jared patrzy i się ślini na gołe ramię, bo ściągnęła ramoneskę i siedzi w samej bluzce na jedno ramię i pokazuje mu gołe ramię – Wieczorem pomożesz mi ją ściągnąć oraz inne części mojej garderoby, bo jestem taka nieporadna – dodała erotycznym i uwodzicielskim głosem, a ten pokiwał głową podniecony, że cały czas jest chętna na kochanie się z nim. Daphne przejechała po jego policzku i ten policzek namiętnie pocałowała.

 

- No jasne, że był w mugolskim dzienniku. A ciebie, Neville, gdzie nosiło?

 

- Ja chcę do mojej rudowłosej seksownej Ginny i do moich rodziców i do moich braci – odparł Harry – bo moi rodzice to tatuś Artur i mamusia Molly Weasley, to najukochańszy rodzice na świecie. A, zapomniałbym, moja mamusia robi pyszne jedzenie i jest najbardziej niesamowitą najukochańszą mamusią świata. Ona nie zastąpi mi mamy, ona jest moją mamą, a jej mąż nie zastępuje mi taty. On jest moim tatą – i nim się zorientował Molly I podeszła do niego i przytuliła go to siebie. Miała łzy szczęścia w oczach, patrząc na Harry'ego z taką miłością.

 

- Kocham Cię, syneczku, tak bardzo Cię kocham, jesteś moim skarbem, tak samo, jak twoi bracia! – łzy leciały jej z policzków. Harry wytarł jej łzy w oczach.

 

- Kocham Cię, mamusiu – powiedział Harry i pocałował ją w czoło, a ta desperacko się przytuliła do niego jeszcze bardziej. Niektórzy mieli łzy w oczach, patrząc na tę scenę, zwłaszcza kobiety i dziewczyny pociągały nosem i wycierały oczy od łez.

 

Na widok nieco ogłupiałej miny Harry’ego zachichotał z wyższością i wręczył mu pierwszą stronę gazety.

 

- Trzeba czytać prasę, Neville – Harry podsunął gazetę pod świecę i przeczytał:

 

BLACK WCIĄŻ NA WOLNOŚCI

 

Obie wersje Łapy wystawili język Knotowi i Umbridge i uśmiechnął się szyderczo.

 

Jak dziś potwierdziło Ministerstwo Magii, Syriusz Black, jeden z najgroźniejszych przestępców więzionych w twierdzy Azkabanu, nadal pozostaje nieuchwytny.

 

- Jak uciekłeś? – zapytał Colin I.

 

- Wszystko się dowiesz, Colin – odparł Ron.

 

"Robimy wszystko, co w naszej mocy, by schwytać Blacka", oświadczył dziś rano Minister Magii, Korneliusz Knot.

 

- Sikający w portki – dodał Jared, który odzyskał dobry humor – Masz na sobie majtki, które uratują Cię od wpadki, co Kordek? – Knot był wściekły, że drwi z niego bachor.

 

"i prosimy społeczność czarodziejów, by zachowała spokój". Niektórzy członkowie Międzynarodowej Federacji Magów krytykują Knota za poinformowanie premiera mugoli o zaistniałym kryzysie. "Przecież musiałem to zrobić, to chyba oczywiste", powiedział zirytowany Knot. "Black to szaleniec.

 

- Wypraszam sobie! – prychnęły dwie wersje Łapy.

 

- Tatuś nie jest żadnym szaleńcem! – krzyknęły wściekle córki Łapy.

 

Stanowi zagrożenie dla każdego, kogo napotka, czarodzieja czy mugola. Premier zapewnił mnie, że nie zdradzi nikomu prawdziwej tożsamości Blacka. I powiedzmy sobie szczerze – kto by mu uwierzył, gdyby to uczynił?" Mugolom powiedziano, że Black ma broń palną (coś w rodzaju metalowej różdżki, której mugole używają do zabijania się nawzajem).

 

- To się nazywa pistolet albo karabin – odparł Claus.

 

Społeczność czarodziejów obawia się jednak, że znowu może dojść do takiej masakry jak dwanaście lat temu, kiedy Black zamordował trzynaście osób jednym przekleństwem.

 

- Nie zabiłeś, ale wtedy nie wiedziałem, że zostałeś wrobiony – powiedział Harry.

 

- Dzięki, Harry.

 

Harry spojrzał w mroczne oczy Syriusza Blacka, a tylko oczy w jego zapadłej twarzy wydawały się żywe. Nigdy nie spotkał wampira, ale oglądał ich podobizny na lekcjach Obrony Przed Czarną Magią. Black, ze swoją białą, woskowatą cerą, wyglądał jak jeden z nich.

 

- Widziałeś wampira – powiedział Ron – siedzi tam – wskazał na Severusa, który mordował rudzielca wzrokiem. Większość ludzi parsknęła śmiechem.

 

- Można wymięc, jak się na niego patrzy, no nie? – powiedział Stan, obserwując Harry'ego.

 

- Zamordował trzynaście osób? – zapytał Harry, oddając mu pierwszą stronę – Jednym przekleństwem!

 

- Dał czadu, nie? I to na oczach wszystkich. W biały dzień. Ale była zadyma, co, Ernie?

 

- Ehe – mruknął kierowca.

 

- Zrobił to ktoś inny! – zawołał starsza wersja Lorda Blacka.

 

- Kto? – spytała Jessica.

 

- Uważaliśmy go za przyjaciela – powiedział starszy Lunatyk wściekły.

 

Stan objął oparcie fotela i wykręcił głowę do Harry’ego, żeby go lepiej widzieć.

 

- Black był wielkim kibicem Sam-Wiesz-Kogo – powiedział.

 

- NIGDY!! – ryknął młodszy Syriusz.

 

- Co, Voldemorta? – zapytał bez zastanowienia Harry. Stanowi zbielały nawet pryszcze, a Ernie szarpnął kierownicą tak gwałtownie, że cała wiejska chałupa musiała uskoczyć przed autobusem.

 

- Chcesz nas władować na drzewo?! – ryknął Stan.

 

- Po kiego grzyba nazywasz go po imieniu?

 

- Bo jestem fajny – oznajmił Harry, a Ginny parsknęła śmiechem.

 

- Przepraszam – bąknął Harry. – Ja... zapomniałem...

 

- Zapomniałem! A niech cię szlag, ale mi serce wali...

 

- To weź Polokard – stwierdziła Barbara.

 

- Więc... więc Black był zwolennikiem Sam-Wiesz...

 

- Kogo? – zapytał Harry przepraszającym tonem.

 

- No – mruknął Stan, rozcierając sobie pierś – Jasne, że był. Mówią nawet, że byli bardzo zblatowani. Kiedy ten mały Harry Potter okazał się od niego lepszy... – Harry nerwowo przygładził włosy na czole –...wytropiono wszystkich kiboli Sam-Wiesz-Kogo, no nie, Ern? Większość skapnęła się, że już po herbacie, jak go zabrakło. Ale ten Black to rzadki twardziel.

 

- Głupi, niepożyteczny... – zaczęły dwie wersje Severusa.

 

- Podobno uznał, że teraz on będzie szefem. W każdym razie osaczyli go na środku ulicy pełnej mugoli, a Black wyciąga różdżkę i jak nie rąbnie, to z pół ulicy rozwalił, dostał jeden czarodziej i z tuzin mugoli, co się nawinęli pod różdżkę. Masakra, mówię ci. A wiesz, co Black wtedy zrobił? – dodał dramatycznym szeptem.

 

- Co?

 

- Roześmiał się. Po prostu stał sobie na środku ulicy i ryczał ze śmiechu.

 

- Syriusz czemu nie uciekłeś! - jęknął starszy Rogacz.

 

- Syriusz tego nie zrobił! – warknęła Ginny – nie zdradził mamusi ani tatusia, ani nie zabił tych mugoli! – wstała z kolan Harry’ego. Single westchnęli, jakby patrzyli na anioła, który chodzi do Hogwartu. Kiedy podeszła do Syriusza nie zwracała uwagi, że single się na nią gapią i ślinią. Przytuliła go mocno, a Syriusz pocałował ją w czoło, wyrażając ojcowskie uczucia, jakie do niej żywił. Ginny westchnęła zadowolonym głosem, a późnej popatrzyła na salę i powiedziała – Syriusz Black to najlepszy przyjaciel mojego tatusia, a ta książka udowodni, że Syriusz został wrobiony przez kogoś, kogo oni uważali za przyjaciela! A Ciebie to kocham Syriuszu, jesteś moim...

 

- Ja Ciebie też, kocham Ginny, jesteś piękną, potężną i wspaniałą kobietą i czarownicą. I tak jestem twoim najukochańszym wujkiem – rzekł Łapa – a Ginny rozpromieniona pocałowała go w policzek i odwróciła się z gracja i wdziękiem i wróciła na miejsce. Usiadła na kolanach Harry’ego i się wtuliła. Starsi Łapa i Rogacz zaczęli warczeć, tak samo, jak Potterowie. Młodsza wersja Huncwotów oraz Lily zrobili wielkie oczy.

 

- Chyba nie mówisz o...!! – zaczęli zszokowani i wściekli, a Ci którzy wiedzieli, pokiwali głową.

 

- ZABIJE TEGO SKURWYSYNA!! – ryknęli młodsza wersja Huncwotów oraz Lily.

 

- Kto zdradził!? – krzyknęli podnieceni.

 

- Dowiecie się – powiedziała Luna.

 

Ministerstwo podesłało posiłki, no to się poddał, ale wciąż rechotał jak dziki. To czubek, no nie, Ern? Kompletny świr, no nie?

 

- Nawet gdyby nie był, jak go zamknęli w Azkabanie, to teraz na pewno jest – powiedział powoli Ernie – Ja bym się wysadził w powietrze, gdyby mieli mnie tam zapuszkować. A już jego nieźle tam obsłużyli... po tym numerze, co odwalił...

 

- Aż się skręcali, żeby to jakoś zatuszować, no nie, Ern? – ciągnął Stan – Zrąbało z pół ulicy, wszędzie trupy mugoli... Jaki to oni kit wstawili, Ern? Że niby co się stało?

 

- Wybuch gazu – mruknął Ernie.

 

- No, a teraz ptaszek im wyfrunął – rzekł Stan, przyglądając się ponownie wychudzonej twarzy Blacka – Dotąd jeszcze nikt nie nawiał z Azkabanu, no nie, Ern?

 

- Byłem pierwszy – powiedział dumny młodszy Łapa. Za ten komentarz dostał od swojej żony.

 

- Niech ja skonam, jak on to zrobił? Tam mają takich goryli, że największy twardziel by wymiękł, no nie, Ern? – Ernie wzdrygnął się.

 

- Zmień temat, Stan, dobra? Jak słyszę o tych azkabańskich klawiszach, to mi się coś wywraca w brzuchu – Stan odłożył niechętnie gazetę, a Harry oparł się o okno, czując się coraz gorzej. Odnosił wrażenie, że straszenie pasażerów jest ulubioną rozrywką Stana. Już sobie wyobrażał, jak opowiada: "Słyszeliście o Harrym Porterze? Zrobił balona ze swojej ciotki! Mieliśmy go tu, w Błędnym Rycerzu, no nie, Ern? Próbował nawiać...".

 

- Wtedy nie wiedziałem, że pan minister przyjdzie z bułeczkami i masełkiem – odparł Harry.

 

On, Harry, złamał prawo czarodziejów, był takim samym przestępcą jak Syriusz Black. Czy za nadmuchanie ciotki Marge mogą go zamknąć w Azkabanie?

 

- Potter, zamknij się! – warknęli Zachariasz i Michael.

 

- I ty związałeś się z tą panienką! – zadrwił Michael do Ginny – Ja nie mam takich problemów z głową, jak on. Jeszcze masz szansę.

 

- Och, zamknij się, Cormac! – warknął Harry.

 

- Klamka zapadła, niestety dla ciebie, bo ja jestem zadowolona z przebiegu sytuacji – powiedziała Ginny.

 

Nie wiedział nic o tym więzieniu dla czarodziejów, ale wszyscy wspominali o nim ze strachem. Hagrid, gajowy Hogwartu, spędził tam niedawno dwa miesiące.

 

Hagrid zbladł na samo wspomnienie.

 

Harry wiedział, że nigdy nie zapomni wyrazu przerażenia na jego twarzy, kiedy mu powiedziano, dokąd go zabierają, a przecież Hagrid był jednym z najdzielniejszych ludzi, jakich znał.

 

Błędny Rycerz toczył się przez ciemność, rozganiając przed sobą krzaki i pojemniki na śmieci, budki telefoniczne i drzewa, a Harry leżał na swoim wymoszczonym piernatami łóżku, pogrążony w rozpaczy. Po chwili Stan przypomniał sobie, że Harry zapłacił za gorącą czekoladę, ale wylał prawie cały kubek na poduszkę, kiedy autobus ruszył gwałtownie z Anglesea do Aberdeen. Co jakiś czas z górnego piętra schodzili czarodzieje i czarownice w długich szatach i bamboszach, żeby wysiąść na kolejnym przystanku. Wszyscy sprawiali wrażenie, jakby opuszczali autobus z największą ulgą.

 

- Straciłby prawo jazdy, gdyby to mugole widzieli. Tak na 5 lat pewnie – stwierdziła Emilly.

 

W końcu pozostał tylko Harry.

 

- No dobra, Neville – rzekł Stan, klaszcząc w ręce – dokąd cię zawieźć w Londynie?

 

- Ulica Pokątna – odpowiedział Harry.

 

- W porząsiu. Na stare śmieci, co? – Huknęło i po chwili pędzili już z łoskotem po Charing Cross Road. Harry usiadł i patrzył, jak domy i ławki umykają na bok przed Błędnym Rycerzem. Niebo trochę pojaśniało. Mógłby gdzieś przycupnąć na parę godzin, pójść do banku Gringotta, kiedy tylko go otworzą, a potem ruszyć w drogę – ale dokąd? Nie miał pojęcia.

 

- Do Munga, do zakładu zamkniętego! - zadrwiła Mariette.

 

- Odwal się od mojego Rogasia! – warknęły dwie wersje Łapy.

 

Ern wcisnął pedał hamulca i Błędny Rycerz zatrzymał się przed małym, podejrzanie wyglądającym pubem, Dziurawym Kotłem, za którym było magiczne wejście na ulicę Pokątna.

 

- Dzięki – powiedział Harry do Erna. Zeskoczył na stopień i pomógł Stanowi ściągnąć na chodnik kufer i klatkę Hedwigi.

 

- No to cześć! – zwrócił się do Stana. Ale Stan go nie słuchał. Wciąż stojąc w otwartych drzwiach autobusu, gapił się na wejście do Dziurawego Kotła.

 

- Jesteś kretynem, Kordek! - jęknął Lord Potter.

 

- Szacunek dla starszych, Potter! – wycedził Knot – bo nie jesteśmy na ty! – Większość wywróciła oczami.

 

- Będę cię szanował, Kordek, gdy na to zasłużysz i przeprosisz mojego ojca chrzestnego! – warknął Harry.

 

- Ja? Miałbym przerosić mordercę?? W życiu!

 

- Więc ja w życiu nie będę odnosił się do ciebie z szacunkiem! Ani do ciebie! – dodał, patrząc na Umbridge.

 

- A więc jesteś, Harry – rozległ się czyjś głos. Zanim Harry zdążył się odwrócić, poczuł czyjąś rękę na ramieniu. W tym samym momencie Stan krzyknął:

 

- Niech skonam! Ern, chodź tu, szybko! Zobacz! – Harry zerknął przez ramię i poczuł, jak do żołądka wsypuje mu się wiaderko lodu. Wpadł prosto w objęcia Korneliusza Knota, Ministra Magii we własnej osobie.

 

- Tak dla wiadomości, czy mógłby pan znać umiar w stosowaniu wody kolońskiej? Woda utrzymuje się na ciele kilka godzin, polewanie się nią kilka razy dziennie znaczną ilością wcale nie poprawi jej trwałości. Sprawi tylko, że zapach będzie przez te kilka godzin zbyt intensywny, mdlący i odpychający. A ty chyba wylałeś na siebie całą butelkę wody kolońskiej. Mówię wam,nie mogłem oddychać – mówił pan Potter. Większość ludzi parsknęła śmiechem. Knot zrobił się czerwony.

 

Stan zeskoczył na chodnik obok nich.

 

- Jak pan nazwał Neville’a, panie ministrze? – zapytał, wyraźnie podniecony. Knot, niski, korpulentny mężczyzna w długiej pelerynie w prążki, sprawiał wrażenie przeziębionego i zmęczonego.

 

- Nie mogłem oddychać od jego zapachu – oznajmił Harry, a Ginny przytuliła się do niego – ale za to twój działa na mnie, jak narkotyk – i wdychał jej piękny zapach perfum.

 

- Jestem uzależniona od twojego zapachu, Harry – mruknęła Ginny.

 

- Jakiego Neville’a? – zdziwił się, marszcząc czoło – To jest Harry Potter.

 

- Wiedziałem! – ucieszył się Stan – Ern! Ern! Zgadnij, kim jest ten Neville? To Harry Potter! Ma bliznę, niech skonam!

 

- Słyszeliście! To jest Harry Potter bliznowaty! – pisnął Draco, udając dziewczęcy głos.

 

- Tak – powiedział niecierpliwie Knot – Cóż, cieszę się, że Błędny Rycerz przywiózł tu Harry'ego, ale teraz on i ja musimy wejść do Dziurawego Kotła... – I wzmógł napór na ramię Harry’ego, popychając go w stronę drzwi pubu. Kiedy znaleźli się w środku, z drzwi za kontuarem wyłoniła się zgarbiona postać z latarnią.

 

- Tom pomarszczony, bezzębny barman – skrzywiła się Angelina, a George przytulił ją do siebie i pocałował w policzek, a pani Weasley popatrzyła na rudego rozpromieniona.

 

Był to Tom, pomarszczony, bezzębny barman.

- Ma go pan, panie ministrze! – zawołał – Podać coś? Piwa? Brandy?

 

- Dzbanek gorącej herbaty, jeśli łaska – odrzekł Knot, wciąż trzymając Harry’ego za ramię.

 

- Wara od Harry'ego – wycedziła Ginny do Knota.

 

Za plecami usłyszeli głośne szuranie i sapanie i pojawili się Stan i Ernie, taszcząc kufer Harry’ego i klatkę Hedwigi. Obaj wyglądali na niezwykle przejętych sytuacją.

 

- Ty, Neville, czegoś nam nie powiedział, kim jesteś, co? – zapytał Stan, łypiąc na Harry’ego. Ernie zerkał ciekawie przez jego ramię.

 

- Do prywatnego gabinetu, Tom – rzekł Knot z naciskiem.

 

- Cześć – rzekł smętnie Harry do Stana i Erniego, kiedy Tom zaprosił gestem Knota do korytarzyka za barem.

 

- Cześć, Neville! – zawołał Stan. Knot ruszył wąskim korytarzem, popychając przed sobą Harry’ego. Tom wprowadził ich do małego saloniku. Strzelił palcami i na kominku zapłonął ogień, po czym wycofał się z pokoju, kłaniając się raz po raz.

 

- Kłania się, jak Japończycy. W ten sposób wyraża drugiej osobie szacunek, nawet między rodzicami a dziećmi. Tam nie ma przytulanek albo buziaków, jest sztywna etykieta – rzekł Sebastian.

 

- Siadaj, Harry – powiedział Knot, wskazując fotel przy kominku. Harry usiadł, czując, że mimo płonącego kominka ramiona pokrywają mu się gęsią skórką. Knot zdjął pelerynę i odrzucił ją w kąt, podciągnął spodnie swojego butelkowo-zielonego garnituru i usiadł naprzeciw Harry'ego – Harry, jestem Korneliusz Knot. Minister Magii.

 

- Wiem – odparł Harry – Korneliusz Knot, Minister Magii, który sika w portki publicznie.

 

- Potter, pójdziesz siedzieć! – warknął Knot.

 

- Ja siedzę – powiedział Harry i uśmiechnął się – Ginny, przecież ja siedzę, nie?

 

- Tak, panie Knot, Harry siedzi – odparła Ginny i parsknęła śmiechem.

 

Dla Harry’ego nie było to niespodzianką; widział już kiedyś Knota, ale sam miał wówczas na sobie pelerynę-niewidkę, więc minister nie mógł o tym wiedzieć. Pojawił się ponownie Tom, tym razem w szlafroku na nocnej koszuli, niosąc tacę z herbatą i bułeczkami. Postawił tacę na stoliku między fotelami i opuścił gabinet, zamykając za sobą drzwi.

 

- No, Harry – rzekł Knot, nalewając herbatę do filiżanek – aleś nam napędził strachu, nie ma co! Uciekać w ten sposób z domu wuja i ciotki! Zacząłem już się bać, że... no, ale jesteś cały i zdrowy, a tylko to się liczy.

 

- Jakoś się nie interesowałeś przez 10 lat, kiedy żyłem u Dursley'ów! - warknął Harry na Knota.

 

Posmarował sobie bułeczkę masłem i podsunął talerz Harry’emu.

 

- Kordek posmarował ci, Harry bułeczkę masełkiem i jeszcze Ci podał – powiedział Lee, wycierając łzy wzruszenia – trzeba będzie ci pomnik wystawić, panie Knocie!

 

- POMNIK KORNELIUSZA KNOTA SMARUJĄCEGO BUŁECZKĘ Z MASEŁKIEM DLA HARRY'EGO POTTERA – powiedział James II. Większość wybuchła śmiechem. Kordek zrobił się czerwony jak wiśnia.

 

- Pan Knot to filantrop, wspaniały człowiek. Na tym pomniku za nami Korneliusz Knot pokazuje swoją dobroć dla drugiego człowieka – oznajmił rozbawiony głosem Teddy.

 

- Jedz, Harry, wyglądasz jak trzy ćwierci do śmierci. No więc... na pewno się ucieszysz, jak ci powiem, że już sobie poradziliśmy z tym nieszczęśliwym nadmuchaniem panny Marjorie Dursley. Parę godzin temu wysłałem na Privet Drive dwóch przedstawicieli Wydziału Przypadkowego Użycia Czarów. Panna Dursley została nakłuta, a jej pamięć odpowiednio zmodyfikowana. Nie będzie pamiętać o tym niemiłym incydencie. Tak więc wszystko już jest w porządku i nikomu nic się nie stało.

 

- Jedz, Harry. Posmarowałem ci bułeczkę z masełkiem – dodał Seamus.

 

Uśmiechnął się do Harry'ego znad filiżanki jak wujek gawędzący z ulubionym siostrzeńcem. Harry, który nie dowierzał własnym uszom, otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale nic nie przychodziło mu do głowy, więc ponownie je zamknął.

 

- Aha, boisz się, co na to wszystko twój wuj i twoja ciotka, co Harry? – zapytał Knot. – No cóż, nie przeczę, że są bardzo rozeźleni, ale gotowi są gościć ciebie w swoim domu w przyszłym roku przez letnie wakacje, jeśli tylko pozostaniesz w Hogwarcie na ferie bożonarodzeniowe i wielkanocne.

 

Harry, Ron, Fred i George oraz Artur wymienili spojrzenia, a późnej cała piątka ryknęła śmiechem.

 

- Z czego oni się śmieją? – pytali zdziwieni Fabian i Gideon – i dlaczego nasza siostrzyczka morduje ich wzrokiem?

 

- Wujkowie, dowiecie się – oznajmił ze śmiechu Harry.

 

Harry odchrząknął i przełknął ślinę.

 

- Zawsze zostaję w Hogwarcie na Boże Narodzenie i Wielkanoc – powiedział – i nigdy nie wrócę na Privet Drive.

 

- No, no, no, jestem pewny, że spojrzysz na to inaczej, kiedy już trochę ochłoniesz – rzekł Knot nieco przestraszony – Ostatecznie to twoja rodzina i wierzę, że... że w głębi serca jesteście sobie... ee... bardzo bliscy.

 

- Moja rodzina to inni członkowie, nie Dursley'owie – stwierdził Harry.

 

Harry nadal nie dowierzał Knotowi i wciąż czekał, aż usłyszy, co się z nim stanie.

 

- Tak więc pozostaje tylko ustalić – rzekł Knot, smarując sobie masłem drugą bułeczkę.

 

- Ojej, twoją dobroć Kordek do Harry'ego jest to potęgi drugiej – powiedzieli wzruszeni Fred i George, wycierając łzy w wzruszenia.

 

- Gdzie spędzisz dwa ostatnie tygodnie wakacji. Moim zdaniem powinieneś wynająć sobie pokój tutaj, w Dziurawym Kotle...

 

- Niech pan sobie daruje – przerwał mu Harry – Jaka kara mnie czeka? – Knot zamrugał.

 

- Kara?

 

- Złamałem prawo! Ustawę o ograniczeniu użycia czarów przez niepełnoletnich czarodziejów!

 

- Ależ mój drogi chłopcze, nie zamierzamy cię karać za taką drobnostkę! – zawołał Knot, wymachując bułeczką.

 

- Kordek nie wymachuj mi tu bułeczka! – zawołał oburzony Lee.

 

- To był wypadek! Nie wysyłamy nikogo do Azkabanu za nadmuchanie ciotki! – Ale to nie zgadzało się zupełnie z dotychczasowymi doświadczeniami Harry’ego z Ministerstwem Magii.

 

- W zeszłym roku dostałem oficjalne ostrzeżenie tylko dlatego, że pewien domowy skrzat rozbił miskę leguminy w kuchni mojego wuja! – powiedział, marszcząc czoło – Ministerstwo Magii zagroziło mi, że zostanę usunięty z Hogwartu, jeśli choć raz użyję czarów poza szkołą!

 

Chłopaki z przyszłości uśmiechnęli się szyderczo Umbridge i rzucili zaklęcie. Teraz miała na sobie czerwony lateksowy kombinezon i zaczęła śpiewać do Korneliusza.

 

- Cóż tak... zrobiłam to znów, zwodziłam cię. Tak, jakbym grała w grę, och skrabie, skarbie A ty myślisz, że niebo zesłało mnie. Nie jestem taka święta! - wykonując te same ruchy co w teledysku. Sala ryknęła śmiechem. Większość z nich leżała ze śmiechu na podłodze, śmiejąc się wniebogłosy. Kordek zrobił się czerwony jak wiśnia.

- Nie mogę, nie mogę! – Cała Wielka Sala ryczała ze śmiechu. Dorośli, profesorowie, uczniowie wszyscy się śmiali, wycierając łzy. Kordek zrobił się megaczerwony.

 

- JA MAM ŻONĘ!! – ryknął wściekły Knot.

 

- ODCZARUJCIE MNIE !! - dodała Umbridge. Z jej uszów leciał dym.

 

- Nie! – odparł James II – Wyglądasz teraz, jak prawdziwa prostytutka ministerstwa!

 

- Panie Knot proszę poprawić spodnie! Tu są dzieci! – skarciła jego zachowanie Minne i zrobiła niewinną minę. Większość parsknęła śmiechem na komentarz profesorki Transmutacji.

 

Teraz Harry nie mógł uwierzyć własnym oczom: Knot sprawiał wrażenie, jakby się zmieszał.

 

- Wszystko zależy od okoliczności, Harry... Musimy wziąć pod uwagę... w obecnej atmosferze... no... przecież chyba nie chcesz zostać wyrzucony?

 

- Oczywiście, że nie.

 

- No więc o co tyle zamieszania? – roześmiał się Knot – A teraz zjedz sobie bułeczkę, a ja pójdę zobaczyć, czy Tom ma jakiś wolny pokój.

 

- Może będzie tam Dolores w czerwonym lateksowym kombinezonem! – rozmarzył się Lee głosem Kordka. Alicja siedzącą na kolanach zaczęła chichotać, a ten pocałował ją w policzek, a dziewczyna westchnęła.

 

- Wiesz, co? Chciałabym się z tobą kochać tu i teraz – mruknęła uwodzicielskim głosem do ucha Lee. Lee popatrzył na Alicję i zrobił głupkowaty uśmiech.

 

Wyszedł z gabinetu, a Harry długo wpatrywał się w drzwi. Działo się coś bardzo dziwnego. Dlaczego Knot czekał na niego pod Dziurawym Kotłem, jeśli nie miał zamiaru go ukarać? Teraz kiedy zaczął się nad tym zastanawiać, uderzyło go, że to raczej niezwykłe, by Minister Magii osobiście zajmował się używaniem czarów przez niepełnoletnich czarodziejów. Wrócił Knot w towarzystwie Toma.

 

- Panie były ministrze, była tam pani Umbrigde w czerwonym lateksowym kombinezonie? – spytali Fred i George. Większość z nich parsknęła śmiechem, a Knot patrzył jadowitym wzrokiem.

 

- Harry, numer jedenasty jest wolny – oznajmił – Myślę, że będzie ci tam bardzo wygodnie. I jeszcze jedno... mam nadzieję, że to zrozumiesz... Nie chcę, żebyś się włóczył po mugolskim Londynie, dobrze? Trzymaj się ulicy Pokątnej. No i musisz wracać przed zapadnięciem zmroku. Nie wątpię, że rozumiesz, dlaczego ci o tym mówię. Tom będzie miał na ciebie oko.

 

- W porządku – powiedział powoli Harry – Ale dlaczego...

 

- Nie chcemy, żebyś nam znowu zniknął, prawda? – przerwał mu Knot i wybuchnął śmiechem.

 

- Co brałeś, Kordek? – spytała Olivia – Maryśkę?

 

- Nie, nie... chcemy zawsze wiedzieć, gdzie jesteś... znaczy się... – Odchrząknął głośno i podniósł swoją pelerynę w prążki – No, na mnie już czas, tyle roboty, sam rozumiesz...

 

- Znaleźliście już Blacka? – zapytał nagle Harry. Palce Knota ześliznęły się ze srebrnej zapinki peleryny.

 

- Co? Ach, słyszałeś... no... jeszcze nie, ale to tylko sprawa czasu. Ci strażnicy z Azkabanu są niezawodni... a tym razem naprawdę się zawzięli – Wzdrygnął się lekko – No więc żegnaj, chłopcze.

 

- Pa, Kordek! – krzyknęli większość ludzi na Sali.

 

Wyciągnął rękę, a Harry, ściskając ją, wpadł na pewien pomysł.

 

- Eee... panie ministrze... mogę o coś zapytać?

 

- Oczywiście – odrzekł Knot z uśmiechem.

 

- Trzecioklasiści mogą odwiedzać Hogsmeade, ale ani mój wuj, ani ciotka nie podpisali mi formularza pozwolenia. Może pan mógłby to zrobić? – Knot skrzywił się lekko.

 

- Aha... Nie, nie, bardzo mi przykro, Harry, ale nie jestem twoim rodzicem czy opiekunem, więc...

 

- Wal się! – zawołała Amelia do Knota.

 

- Nie tym tonem, dziewucho! – warknął Knot czerwony.

 

- Ale jest pan Ministrem Magii. Gdyby pan dał mi pozwolenie...

 

- Przykro mi, Harry, ale przepisy to przepisy – powiedział sucho Knot – Może będziesz mógł odwiedzić Hogsmeade w przyszłym roku. Prawdę mówiąc, uważam, że najlepiej będzie, jak tego nie zrobisz... tak... no cóż, na mnie już czas. Baw się dobrze, Harry.

 

- Spierdalaj! – wycedził James II.

 

Uśmiechnął się po raz ostatni, uścisnął Harry’emu dłoń i wyszedł. Teraz zbliżył się Tom, uśmiechając się do niego przymilnie.

 

- Proszę za mną, panie Potter. Pańskie rzeczy są już na górze... – Harry wspiął się za nim ładnymi drewnianymi schodami. Tom zatrzymał się przed drzwiami opatrzonymi mosiężną jedenastką, otworzył je i gestem zaprosił go do środka. Wewnątrz było łóżko, które wyglądało całkiem zachęcająco, trochę błyszczących dębowych mebli, kominek z wesoło trzaskającym ogniem, a na szafie siedziała...

 

- Hedwiga! – krzyknął Harry zduszonym głosem. Sowa śnieżna kłapnęła dziobem i sfrunęła na jego ramię.

 

- Piękna sowa – oznajmiła Cho – Prawda, Harry? – Harry wywrócił oczami.

 

- Ma pan niezwykle mądrą sowę – zagdakał Tom – Przyleciała pięć minut po pana przybyciu. Jeśli będzie pan czegoś potrzebował, proszę mi powiedzieć – Jeszcze raz się ukłonił i wyszedł. Harry długo siedział na łóżku, głaszcząc bezmyślnie Hedwigę. Niebo za oknem szybko zmieniało barwę: od głębokiego, aksamitnego granatu do zimnej, stalowej szarości, a potem, już nieco wolniej, do różowości podszytej złotem.

 

- Czekałem na moją rodzinę – powiedział Harry, a pani Weasley przytuliła czarnowłosego do siebie i pocałowała go w czoło.

 

Trudno było uwierzyć, że zaledwie parę godzin temu uciekł z Privet Drive, że nie wyrzucono go ze szkoły i że ma przed sobą pełne dwa tygodnie wakacji bez Dursley'ów.

 

- To była bardzo dziwna noc, Hedwigo – powiedział, ziewając. Opadł na poduszki, nawet nie zdjąwszy okularów i natychmiast zasnął.

 

- Koniec rozdziału – rzekł Terry.

 

 

Voldemort atakuje z smierciorzelcami

Pov Narcyza Popatrzyłam na kobiety i dziewczyny w wielkiej sali i na swoje ubranie  wszystkie byliśmy ubrane obcisłe ubrania podkreslaly na...