niedziela, 26 maja 2024

Rozdział 8 Czara

 

- Rosie teraz ja chcę – rzekł James II.

- Nie mów tak do mnie! – warknęła Rose, ale dała mu książkę.

Rozdział ósmy

Finał mistrzostw świata w quidditchu

Ściskając swoje świeże nabytki, z panem Weasley'em na przedzie, zagłębili się szybko w las, idąc oświetloną latarniami alejką. Wokoło huczało od okrzyków, śmiechów i śpiewów tysięcy czarodziejów. Nastrój gorączkowego podniecenia udzielił się wszystkim – z twarzy Harry'ego nie znikał radosny uśmiech. Jakieś dwadzieścia minut szli przez las, rozmawiając i dowcipkując, aż w końcu spomiędzy drzew wyłonił się gigantyczny stadion.

- Będzie meczów oho-ho! – zawołał Harry.

Choć widać było tylko kawałek otaczającego go długiego złotego muru, Harry był pewien, że w środku zmieściłoby się bez trudu z dziesięć katedr.

- Sto tysięcy miejsc – oświadczył pan Weasley na widok twarzy Harry'ego, wstrząśniętego tym, co zobaczył – Specjalna, pięćsetosobowa grupa zadaniowa, powołana przez Ministerstwo Magii, pracowała nad tym przez cały rok. Każdy cal zabezpieczony jest zaklęciami antymugolskimi. Za każdym razem, kiedy w pobliżu pojawiali się mugole, nagle przypominali sobie o jakimś bardzo ważnym spotkaniu i musieli szybko wracać do domu... Biedaki... – dodał czule, prowadząc ich do najbliższego wejścia, już otoczonego ciżbą rozkrzyczanych czarownic i czarodziejów.

- Super! – krzyknął młodszy Rogacz.

- Najlepsze miejsca! – powiedziała czarownica przy wejściu, która sprawdziła ich bilety – Loża honorowa! Prosto tymi schodami, Arturze, i na samą górę! Schody wiodące na szczyt trybun pokryte były purpurowym dywanem. Zaczęli się nimi wspinać za innymi, ale tłum przerzedzał się powoli, znikał za prowadzącymi na różne poziomy trybun drzwiami po obu stronach schodów. Grupka pana Weasley'a wspinała się dalej, aż dotarła na sam szczyt, gdzie było wejście do niewielkiej loży osadzonej nad stadionem, dokładnie pośrodku między złotymi bramkami obu drużyn.

- Co musiałeś sprzedać, żeby kupić tyle miejsc w loży honorowej? Z pewnością twój dom nie jest tyle wart... – zadrwił młody Lucek do Artura.

 - Zamknij się Roszpunka! – warknęła Angelina.

- Tylko zapytałem.

- A ja Ci odpowiadam, żebyś się zamknął, bo tacy kretyni jak ty głosu nie mają.

- Dziękuję księżniczko – powiedział pan Weasley.

- Ale nie ma za co dziękować tatusiu. To mój obowiązek jako twojej córeczki – odparła Angelina, uśmiechając się szeroko, a Artur przytulił ją mocno do siebie i pocałował ją w czoło. Pani Weasley westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w ojca jeszcze bardziej – Kocham cię tatusiu.

- Ja Ciebie też kocham księżniczko. George wybrał mądrze wybierając cię na żonę – a Molly uśmiechnęła się szeroko do Angeliny. Marcus nie mogąc się powstrzymać, dodał tym razem poważnie a nietypowo dla jego osoby, która cechowała się ironią i sarkazmem:

- Wiesz co ci powiem Lucjuszu Arabxsasie Malfoy'u? Ogarnij się, bo rodzina Weasley ma co coś, czego nigdy nie będziesz miał. Godność, gdyż ty dałeś się naznaczyć jak bydło mięsne przeznaczone na sprzedaż.

W dwu rzędach stało tu może dwadzieścia purpurowo-złotych foteli. Harry zasiadł z Weasley'ami w pierwszym rzędzie i spojrzał z wysoka na scenerię, jakiej nie byłby w stanie nigdy sobie wyobrazić.

- Taki sam widok mam, kiedy widzę cię nagą, Gin ozdobiona tylko biżuterią rodu Potterów. Widok jest niesamowity – mruknął jej do ucha Harry, a Ginny była już podniecona i zrobiło jej się mega gorąco, że musiała machać ręką, żeby zrobić sobie wiatr.

Sto tysięcy czarownic i czarodziejów zajmowało miejsca na trybunach wznoszących się tarasowate wokół długiego, owalnego boiska. Wszystko było skąpane w tajemniczym złotym świetle, które zdawało się emanować z samego stadionu.

- Kiedy widzę cię nagą świecisz tajemniczym, złotym światłem, które zdawało się wydobywać z ciebie i mogę podziwiać i wielbić moją boginię – oznajmił Harry do ucha i pocałował ją w znak, a Ginny wydała z siebie głośnie westchnienie zadowolenia z podniecenia.

Z tej wysokości boisko sprawiało wrażenie gładkiego jak aksamit. Po obu stronach stały trzy słupki z pętlami, każdy wysokości pięćdziesięciu stóp; na wprost loży, prawie na poziomie oczu Harry'ego wznosiła się olbrzymia tablica. Pojawiały się na niej i znikały złote hasła reklamowe, jakby niewidzialna ręka jakiegoś olbrzyma pisała na niej, a potem ścierała napisy.

Błękitna Butla: miotła dla całej rodziny – bezpieczna, niezawodna i wyposażona w autoalarm... Magiczny Likwidator Wszelkich Zanieczyszczeń Pani Skower: bez trudu pozbędziesz się brudu!... Stroje czarodziejskie na każdą okazję firmy Gladrag – Londyn, Paryż, Hogsmeade...

Pan Percy "Weatherby" Weasley urzędnik państwowy Ministerstwa Magii potrafiający zaspokoić potrzeby Pana Barteliusza Croucha. Pan Weasley jest najlepszy w tym, co robi, a pan Crouch to potwierdza mając rozmarzona minę – wyczarowali reklamę Fred i George, a Percy zrobił się czerwony tak samo jak Barty i chcieli zabić bliźniaków.

- FRED I GEORGE WEASLEY PRZESTAŃCIE! – ryknęły dwie wersje pani Weasley, a Nicole i Angelina strzeliły ich po głowie.

- Auu! – zawołali ich mężowie.

- Dziękuję, kochaniutke – oznajmiła.

- Proszę mamuś – odparły dwie Lady Weasley, a najstarsza w rodzie uśmiechnęła się szeroko.

Harry oderwał wzrok od tablicy i spojrzał przez ramię, by zobaczyć, kto siedzi z nimi w loży. Jak dotąd pojawiła się tylko jedna osoba: maleńka postać, siedząca w drugim fotelu od końca w rzędzie za nimi. Była tak mała, że nogi jej sterczały z fotela, a ubrana była w serwetkę stołową udrapowaną na kształt togi. Twarz miała ukrytą w dłoniach, ale w jej długich, nietoperzowatych uszach było coś znajomego...

- Mrużka – mruknęła Hermiona.

- Zgredek? – zapytał Harry tonem pełnym niedowierzania. Stworzonko drgnęło i rozchyliło nieco palce, ukazując olbrzymie brązowe oczy i nos wielkości i kształtu sporego pomidora. To nie był Zgredek, ale z całą pewnością jakiś inny domowy skrzat. Harry uwolnił kiedyś Zgredka z rąk jego dawnych właścicieli, rodziny Malfoy'ów.

- Przez Ciebie straciłem sługę! – warknęli Luckowie.

- I jestem z tego dumny – powiedział Harry, wznosząc brodę jak Percy.

- Właściwie mówiąc, to ty sam zwolniłeś Zgredka ze służby pod twoim butem, dając mu dziennik rzucając mu skarpetę, więc sam jesteś sobie winien, a nie obwiniasz Bogu winnego Harry'ego – powiedziała Alina.

- Czy wielmożny pan nazwał mnie Zgredkiem? – zaskrzeczał zaintrygowany skrzat spomiędzy palców. Miał głos jeszcze bardziej piskliwy od Zgredka, był to wysoki, rozdygotany skrzek, i Harry pomyślał, że – choć z domowymi skrzatami nigdy nic nie wiadomo – może to być skrzat płci żeńskiej.

Hermiona patrzyła na Croucha, jakby miała się na niego rzucić i strzelić wysokim obcasem w jaja.

Ron i Hermiona obrócili się w fotelach, by zobaczyć, kto tak przeraźliwie piszczy. Choć wiele słyszeli od Harry'ego o Zgredku, nigdy go sami nie spotkali. Nawet pan Weasley zerknął z ciekawością przez ramię.

- Przepraszam – zwrócił się Harry do skrzata – musiałem cię z kimś pomylić.

- Ale ja też znam Zgredka, sir – zapiszczała skrzatka. Nadal osłaniała sobie twarz, jakby ją oślepiało światło, choć w loży było dość ciemno – Mam na imię Mrużka, sir... a wielmożny pan... – jej wielkie brązowe oczy powiększyły się do rozmiaru spodeczków, kiedy zobaczyła bliznę na czole Harry’ego – to na pewno Harry Potter!

- Jestem bliznowaty! – krzyknął Draco. Jego matka zdzieliła go w głowę, że aż krzyknął.

- Zachowuj się, Draco, bo zabiorę ci miotłę i nie będziesz w szkole grał w drużynie – oświadczyła niby przemądrzałym głosem. Połowa sali, właściwie wszyscy uczniowie zaczęli i się śmiać, gdy ją usłyszeli.

- Tak, to ja – przyznał Harry.

- Ależ Zgredek wciąż o wielmożnym panu opowiada, sir! – zapiszczała skrzatka, opuszczając nieco dłonie i wpatrując się w niego z wielkim przejęciem.

- Jak on się miewa? – zapytał Harry – Dobrze się czuje jako wolny skrzat?
- Ach, sir – powiedziała Mrużka, kręcąc głową – ach, sir, bez urazy, ale wcale nie jestem pewna, czy Harry Potter dobrze zrobił, dając mu wolność.

- Dlaczego? – zdumiał się Harry – Co mu nie pasuje?

- Wolność uderzyła Zgredkowi do głowy, sir – powiedziała ponuro Mrużka – Ma pomysły ponad swój stan, ot co. Nie może znaleźć nowej pracy, sir.

- Dlaczego? – powtórzył Harry. Mrużka zniżyła głos o pół oktawy i wyszeptała:

- Domaga się zapłaty za pracę, sir.

- Skrzaty są sługami! – warknął Crabbe.

- Tak samo, jak ty i twój kochanek Goyle jesteście sługami rodziny Malfoy'ów – powiedziała Astoria.

- Racja. Nawet nie potraficie samodzielnie myśleć – powiedział Lestrange.

- Masz rację, skarbie – uśmiechnęła się Narcyza do Marcusa – Czyli też są twoimi sługami kochanie, a dlaczego...

- Też jestem panią Malfoy i należę do rodu Malfoy'ów, mamusiu – odpowiedziała Astoria, uśmiechając się.

- Dokładne, skarbie.

- Zapłaty? – powtórzył Harry, nie mając pojęcia, o co właściwie chodzi – A niby dlaczego nie miałby oczekiwać zapłaty za swoją pracę? – Mrużka zdawała się przerażona tym pomysłem i ponownie zsunęła palce, zakrywając pół twarzy.

- Domowym skrzatom nie płaci się za pracę, sir! – zaskrzeczała – Nie, nie i nie. Mówię mu: Zgredku, znajdź sobie jakąś przyjemną rodzinę i ustatkuj się. A jemu wciąż w głowie jakieś psoty i zabawy, które całkowicie nie pasują do domowego skrzata. Zgredku, mówię mu, uspokój się, bo w końcu trafisz przed Urząd Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami jak jakiś zwykły goblin.

- No cóż, w końcu należy mu się trochę rozrywki – powiedział Harry.

- Domowe skrzaty nie powinny myśleć o rozrywkach – oświadczyła stanowczo Mrużka – Domowe skrzaty robią to, co im się każe. Ja, na przykład, bardzo nie lubię takich wysokości, Harry Potter, sir – tu zerknęła ku skrajowi loży i głośno przełknęła ślinę – ale mój pan wysłał mnie tutaj, więc jestem.

- Bo jest największym skurwysynem! – warknęła Hermiona – Na szczęście Mrużka jest szczęśliwa, bo uwolniła się od takiego debila jak ty, Crouch! 

- Jak śmiesz dziewucho!!! Wiesz, kim ja jestem?! – Łapa przyciągnął do siebie Croucha i wycedził.

- W tej chwili masz przeprosić moją bratanicę Lady Weasley jeśli nie, to ci nie nogi z dupy powyrywam i będziesz oddychać przez słomkę w Mungu! 

- To ty skazałeś wujka Syriusza na Azkaban BEZ PROCESU! – warknęła Ginny na Croucha, a Daphne popatrzyła na Croucha i strzeliła go zaklęciami, że Crouch był bezbronny i tylko jęczał.

- TO ZA MOJEGO TATUSIA, TY SKURWYSYNU!

- Ciśśśś... Już dobrze księżniczko. Tatuś jest przy tobie i tatuś bardzo cię kocha – mówił Łapa do Daphne, a ta wtuliła się w ojca i powoli się uspokajała.

- Tatusiu, kocham cię – mruknęła, kiedy Łapa tulił ja do swojej piersi.

- Tatuś jest dumny z takiej córeczki, jak ty Lady Black – i pocałował ją w czoło wyrażając ojcowskie uczucia, jakie do niej żywił. Daphne tylko westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w ojca.

- W tej chwili masz przeprosić mojego tatusia! – warknęła Cassie do Croucha – na kolanach, i masz się zwracać do niego z należytym szacunkiem, bo jeśli powiesz do niego na "ty" będziesz błagał o Avadę!

- Czekam, Crouch – odparł Łapa.

- Ja bardzo PANA przepraszam LORDZIE Black i PAŃSKA rodzinę, LADY Black oraz PANA dzieci, LADY Daphne i Cassie, a także LORDA Jareda, że wtrąciłem PANA do Azkabanu bez procesu. Proszę PANA o wybaczenie, LORDZIE Black!

- Nie mogę przyjąć tych przeprosin Crouch, bo nie przeprosiłeś Lady Weasley i Lorda Pottera.

- Czekamy, Crouch! – warknęli Hermiona i Harry.

- Przepraszam LADY Weasley i LORDZIE Potter.

- Twoje przeprosiny są nic nie wartę, Crouch – odpowiedzieli Hermiona i Harry – bo jesteś nic nie wartym fiutem.

- Fiut to dobre określenie – stwierdził Marcus. Crouch był czerwony na twarzy – Panie Fiucie lubi być pan fiutem? – Barty zrobił się jeszcze bardziej czerwony, prawie że fioletowy na twarzy.

- Jestem najszczęśliwszą córeczką na świecie, bo mam najlepszych i najcudowniejszych rodziców. Kocham cię bardzo mocno, mamusiu – oznajmiła pani Black do Marlene, a ta przytuliła ją mocno do swojej piersi ze łzami w oczach – Mamusiu nie płacz, bo ja zaraz też będę mamusią – płakała.

- To są łzy szczęścia skarbie, bo nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo cię córciu kocham – pocałowała ją w czoło – Przytulaj się do mnie, kiedy tylko chcesz, Daphne. Jesteś moim szczęściem i moim skarbem. moją córeczką i jesteś panią Black i mamusia bardzo mocno cię kocha – a ta westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w matkę bardzo mocno.

- Nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo mamusie kocham – mruknęła do piersi Lady Black.

- Mrużko, pokaż się! – zawołała Molly i wtedy pojawiła się mała skrzatka. Miała na sobie elegancką sukienkę. Nie stała zgięta z pochyloną głową, jak kiedyś, ale dumnie wyprostowana z uniesionym wzrokiem.

- Lady Weasley, jak mogę pani służyć? – 'Ona nawet brzmi zupełnie inaczej niż wtedy, kiedy była moja'. Pomyślał Barty.

- Mrużko służysz Weasley'om? – spytał Amos.

- Tak, panie – odparła dumnie.

- Przyjęliście pod dach nieposłuszna skrzatkę! – palnął Barty i jęknął z bólu, bo Hermiona przywaliła mu w jaja wysokim obcasem.

- Nie mów o niej, że jest nieposłuszna! – zawołała Molly wściekła – Mrużka nie jest żadną niewolnicą, tylko przyjaciółką rodziny, idioto! – w tym momencie Mrużka zalała się łzami ze szczęścia. Molly podeszła do niej z gracją i wdziękiem, po czym kucnęła i mocno ją przytuliła do swojej piersi. Single zaczęli się ślinić na widok pani Weasley i w jaki sposób chodziła i w jaki sposób nawet kucnęła.

- Przestańcie się gapić i ślinić się w stronę mojej żony! – warknął Artur, widząc, co się dzieje.

- Artur jest zazdrosny! – chichotały przyjaciółki Molly.

- Mrużko, nie płacz – mówiła Lady Weasley i pogłaskała ją po głowie – Jesteś bezpieczna. Byłaś, jesteś i będziesz kochana przez nas – a później zwróciła się do męża – Czyżby pan, panie Weasley jest zazdrosny o mnie o parę dzieciaków, którzy patrzą się na mnie i się ślinią? – dodała do Artura podnieconym głosem. Miała iskierki w oczach, ciesząc się, że jej mąż dalej jest o nią zazdrosny i widziała w jego oczach pożądanie.

- Nie zdaje sobie pani sprawy, jak bardzo jestem zazdrosny o panią, pani Weasley – odparł Artur, a później popatrzył na śliniących singli z mordem w oczach.

- Jesteście tacy słodcy – stwierdziła Charlotta.

- Pani jest taka dobra dla Mrużki! – oznajmiła, patrząc na Molly z zachwytem – To dzięki pani Weasley i pani rodzinie Mrużka jest potrzebna i Mrużka już nie pije i nie jest smutna!

- Daj spokój, nie zrobiliśmy nic takiego – powiedziała Hermiona.

- Lady Weasley się myli. Mrużka jest teraz szczęśliwa, bo pani rodzina, Lordowie i Lady Weasley wyciągnęli Mrużkę z depresji. Wszystkie Lady's Weasley są takie piękne, tak samo, jak Lady's Weasley i przyjaciele, a Lordowie Weasley i ich przyjaciele są bardzo przystojni! – oznajmiła zachwytem Mrużka.

- Dziękuję Mrużko, jesteś kochana – powiedziały kobiety – Ty też jesteś piękna.

- Jesteś super Mrużko! – zawołali mężczyźni.

- Mrużka jest zachwycona sukienką, którą Mrużka dostała od Lady Lupin – powiedziała Mrużka.

 - Nie ma za co, to była sama przyjemność, Mrużko – odezwała się Victoire 

- Wszystkie Lady's Weasley i Lady Potter są dobre dla Mrużki!

- Mrużko, a co myślisz o tym idiocie? – spytali Fred i George, pokazując na Barty'ego. Skrzatka nie odpowiedziała. Patrzyła na nich, a następnie na Croucha bojąc się odezwać na temat swojego byłego pana.

- Ciebie się boi idioto! – warknęła Angelina do Croucha.

- Jako twój pan nakazuję ci powiedzieć na głos, co tak naprawdę o nim myślisz, Mrużko – oznajmił Artur – I nie bój się, możesz mówić, co chcesz, nigdy przenigdy nie podniesiemy na ciebie ręki, Mrużko, nasz moje słowo.

- Dziękuję Lordzie Weasley, że pan pozwolił Mrużce mówić prawdę bez konsekwencji bicia Mrużki – odparła Mrużka – Zranił Mrużkę bardzo mocno i jest idiotą, bezmózgiem i kretynem. Mrużka myślała, że pan Crouch Mrużkę kocha i Mrużka się starała, żeby pan Crouch był zadowolony, ale teraz to nieważne. Mrużka jest szczęśliwa, że Mrużka może służyć w rodzinie Weasley.

- Kochanie myślimy o nim tak samo jak ty – odezwały się kobiety i dziewczyny do skrzatki.

- Panie nazwały Mrużkę "kochanie"!!! – i zalała się łzami ze szczęścia.

- Bo należysz do rodziny Weasley, Mrużko – odparły Ginny i Hermiona. Nicole, Fleur, Angelina i Charlotte podeszły do niej z gracją i wdziękiem. Kucnęły z taką seksownością, że znów single zaczęli się ślinić na widok wymienionych dziewczyn, a Ginny, Fleur, Angelina, Nicole, Charlotte i Hermiona przyciągnęły mocno do swojej piersi i mocno przytuliły.

- Mrużko, któregoś dnia przekonam cię, żebyś mówiła nam po prostu Gred i Forge.

- Tak, to będzie zaraz po tym, jak wasz ojciec Lord Weasley przestanie mieć kolekcje mugolskich rzeczy, o które złości się wasza matka Lady Weasley – Fred i George roześmiali się, tak samo jak większość ludzi na sali. Molly i Artur zarumienili się, a usta skrzatki chyba lekko rozszerzyły się w uśmiechu.

- Dobre, niezły żart! Mrużko wyostrzył Ci się humor! Jestem taki dumny! – krzyknęli ze śmiechu bliźniacy Weasley – Dzięki. Możesz sobie odpocząć.

 - Jak Lordowie sobie życzą. Mów nam po prostu Gred i Forge – i Mrużka ukłoniła się i zniknęła z pyknięciem.

- Przez ciebie była alkoholiczką i miała depresję! – krzyknęła Hermiona do Croucha – Podaj mi jeden powód, żeby Ci nie jebnąć?

- Tak się zastanawiam, czy przemoc to dobre rozwiązanie? – zapytała Roxanna kuzynki.

- Eee... Czemu nie – stwierdziła Sofia i usłyszeli jęki bólu i cierpienia Croucha.

- Dlaczego twój pan cię tu przysłał, skoro nie lubisz wysokości? – zapytał Harry, marszcząc czoło.

- Mój pan... mój pan chciał, żeby mu zająć miejsce, sir, on bardzo zajęty, ten
mój pan – odrzekła Mrużka, wskazując głową na puste krzesło obok siebie.

- Robiąc Percy'emu loda – powiedział Ron.

- Mrużka bardzo by chciała być już z powrotem w namiocie swojego pana, sir, ale Mrużka robi to, co jej każą. Mrużka jest dobrym domowym skrzatem – Rozejrzała się z przerażeniem po loży i znowu zakryła oczy palcami. Harry
odwrócił się do swoich przyjaciół.

- A więc to jest domowy skrzat? – mruknął Ron – Dziwaczne stworzenia...

- Prawdę mówiąc, to skrzatka, a nie skrzat. Ale Zgredek był jeszcze dziwniejszy – powiedział z przekonaniem Harry.

- Zgredek jest jedyny w swoim rodzaju – oznajmił Neville.

Ron wyjął swoje omnikulary i zaczął je testować, patrząc na tłum po drugiej stronie stadionu.

- Niesamowite! – powiedział, kręcąc gałką z boku lornetki – Mogę sprawić, że ten wapniak na dole znowu podłubie sobie w nosie... i znowu... i jeszcze raz... – Tymczasem Hermiona studiowała gorliwie program, oprawiony w aksamit
i ozdobiony misternymi zakładkami.
- "Mecz poprzedzi występ maskotek obu drużyn" – przeczytała na głos – Och, na to zawsze warto popatrzeć – powiedział pan Weasley – Reprezentacje narodowe przywożą ze sobą różne, typowe dla swoich krajów stworzenia, będzie co oglądać.

Przez następne pół godziny loża stopniowo się zapełniała.  Pan Weasley wciąż ściskał dłonie różnym czarodziejom, którzy najwidoczniej byli bardzo ważnymi
osobistościami.

- Arci jesteś ważny – powiedział młodszy Łapa.

Percy zrywał się na nogi tak często, że wyglądało, jakby próbował usiedzieć na jeżu. Kiedy przybył Korneliusz Knot, sam Minister Magii, Percy ukłonił się tak nisko, że spadły mu okulary i roztrzaskały się na drobne kawałki.

- Percy zapomniałeś chyba zrobić loda Knotowi – stwierdził z drwiną Charlie.

- Charlie, co ty opowiadasz? Knotowi loda robi Ropucha – oburzył się Bill. Alina i Marcus postanowili pozostawić ten dialog bez komentarza, lecz spojrzeli na siebie wymownie.

Bardzo zakłopotany, naprawił je za pomocą różdżki i odtąd już nie wstawał z fotela, rzucając pełne zazdrości spojrzenia na Harry'ego, z którym Korneliusz Knot przywitał się jak ze starym znajomym.

- Bo Harry jest boski i przystojny, a ty Percy głupi i brzydki – odezwała się Ginny.

Bo rzeczywiście, już kiedyś się spotkali. Knot uściskał Harry'emu rękę po ojcowsku, zapytał, jak się miewa i przedstawił go czarodziejom siedzącym obok niego.

- Harry Potter... no wie pan – oznajmił głośno bułgarskiemu ministrowi, odzianemu we wspaniałe szaty z czarnego aksamitu przetykanego złotymi nićmi, który sprawiał wrażenie, jakby nie rozumiał ani słowa po angielsku – Harry Potter. Przecież na pewno pan wie, kim on jest... to ten chłopiec, który przeżył atak Sam-Wiesz-Kogo... na pewno pan o nim słyszał... – Bułgarski czarodziej spostrzegł bliznę na czole Harry’ego i zaczął coś gwałtownie bełkotać, wskazując na nią palcem – Wiedziałem, że tak będzie – powiedział z westchnieniem Knot do Harry'ego – Nie jestem mocny w językach, do tego jest mi potrzebny Barty Crouch.

- Barty jest zajęty, Knot! – zawołał Oliver – Wiesz robi cimci-rimci w krzakach.

- Jak śmiesz! – zawołał wyżej wymieniony i wyciągnął różdżkę.

- Chyba się zapomniałeś! – warknęła Augusta.

- Ach, widzę, że jego domowy skrzat zajął mu miejsce... chytre posunięcie... te bułgarskie prostaki powpychały się na najlepsze miejsca... Ach, jest i Lucjusz! – Harry, Ron i Hermiona szybko się obrócili. Wzdłuż drugiego rzędu, ku trzem wolnym miejscom tuż za panem Weasley'em, zmierzali dawni właściciele Zgredka – Lucjusz Malfoy,

- Jestem Roszpunka – dodał młodszy Łapa.

jego syn Draco

- Znany bardziej jako Fretka – stwierdził Harry.

i kobieta, którą Harry uznał za matkę Dracona.

- Ciocia Narcyza! – zawołali, niektóre osoby.

Harry i Draco Malfoy byli wrogami już od pierwszej podróży do Hogwartu. Draco, blady chłopiec o szczupłej twarzy i niezwykle jasnych włosach, bardzo przypominał swojego ojca. Jego matka też była blondynką; wysoka i smukła, mogłaby uchodzić za piękność, gdyby nie jej mina: pani Malfoy marszczyła się, jakby ją nękał jakiś przykry zapach.

- Lucek i Draco mnie zdenerwowali, bo obaj są bufonami, ale ja i moja córcia Astoria naprawiamy Dracusia, żeby był prawdziwym mężczyzną a, nie idiotą, jak jego ojciec – oznajmiła Lady Malfoy – Prawda, słoneczko? 

- Tak, mamusiu – odparła Astoria, a Narcyza przytuliła ją mocno do siebie i pocałowała ją w czoło. Astoria westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w matkę jeszcze bardziej.

- Mamusia bardzo cię kocha, skarbie – oznajmiła, kiedy tuliła ją do swojej piersi.

- Kiedy się uśmiechasz jesteś piękną i uroczą kobietą, Cyziu – stwierdził starszy Regulus do kuzynki.

- Tak samo, jak moja żona – oznajmił starszy Łapa – My Blackowie lubimy tylko blondynki!

- Tak! – zawołali Jared i Fineas.

- Expecto Patronum! – zawołali dwie wersje Łapy i z różdżki wyskoczył y dwa identyczne psy.

- Expecto Patronum! – krzyknęli Fineas i Jared i z różdżki wyskoczyły dwa psy. Psy biegły po całej sali, a później zniknęły.

- Łapa, Fineas i Jared powinniście założyć klub psa! – parsknęli śmiechem Rogacze.

- Wujek, Blackowie już należą do innego klub do klubu pt. "mam blondi żonę" – odparł Fineas. Blackowie wyszczerzyli się, a Lady's Black zarumieniły się. Regulus zaczął kaszleć.

- O co chodzi, Reg? – spytał Łapa.

- Ja nie mam blondynki, tylko mam czarnowłosą.

- W każdej rodzinie jest czarna owca wujek – oznajmił Fineas rozbawiony, a Łapa i Jared parsknęli śmiechem, tak samo jak większość ludzi na sali.

- No na przykład u nas jest Weatherby – stwierdził Ron.

- Ach, Knot – powiedział pan Malfoy, wyciągając do niego rękę – Jak się
masz? Chyba jeszcze nie poznałeś mojej żony Narcyzy? I mojego syna Dracona?

- Bardzo mi przyjemnie, bardzo mi przyjemnie – powiedział Knot z uśmiechem, kłaniając się pani Malfoy.

- Och, dziękuję bardzo! – ucieszyły się dwie wersje pani Malfoy – a ukłonisz się mojej córce i wnuczce, Knot? – i mrugnęły do Rose i Astorii, a te popatrzyły na niego z wyczekiwałem. Knot stał i ukłonił się. Knot kiwnął głową każdej Lady Malfoy i oznajmił:

- Dzień dobry PANI Malfoy, dzień dobry PANI Malfoy – i spalił buraka.

- Dzień dobry, Knot. Cudowny dzień jest na okazywaniu nam należyty szacunek prawda? - zapytały niewinnie Astoria i Rose i uśmiechnęły się słodko. Większość ludzi parsknęła śmiechem, widząc minę Knota, a Narcyza miała zadowoloną minę i przytuliła swoją córkę i wnuczkę.

- Niewątpliwie właził wam bez wazeliny – powiedział Marcus nie chcąc obrazić swojej ciotki i Astorii razem z Rose.

- A mnie się nie podoba, że wymuszacie ich do każdej czynności – odezwała się Alina – Czy nie wystarczy pomówić z nimi?

- Pozwól, że przedstawię ci pana Oblanski... Obalonski... pana... no, bułgarskiego Ministra Magii, zresztą on i tak nie rozumie ani słowa z tego, co mówię. No i jest tu także... ale pewnie znasz Artura Weasley'a, co? – Atmosfera się zagęściła. Pan Weasley i pan Malfoy spojrzeli na siebie, a Harry przypomniał sobie żywo ich ostatnie spotkanie twarzą w twarz: było to w księgarni "Esy i Floresy", gdzie obaj panowie się pobili.

- To była epicka bojka – powiedzieli Fred i George.

Zimne spojrzenie szarych oczu pana Malfoy'a omiotło pana Weasley'a i natychmiast powędrowało dalej po pierwszym rzędzie, w którym siedział.

- Wielkie nieba, Arturze – powiedział cicho – co takiego musiałeś sprzedać, żeby wykupić miejsca w loży honorowej? Bo za swój dom chyba byś tyle nie dostał?

- Och, zamknij się, Malfoy! – warknęła Ginny.

- Arturze – rzekł Knot, który tego nie dosłyszał – Lucjusz właśnie przekazał niezwykle szczodrobliwą dotację na Szpital Świętego Munga, w którym leczy się magiczne choroby i zranienia. Jest tutaj jako mój gość.

- Och... jak miło to słyszeć – odpowiedział pan Weasley z bardzo wymuszonym uśmiechem. Oczy pana Malfoy'a spoczęły na Hermionie, która lekko się zarumieniła, ale dzielnie wytrzymała spojrzenie.

- Jesteś tak samo obleśny – stwierdziła Hermiona do starego Malfoy'a – Jak Peter Pettigrew.

- Ty mała szla...! – warknęli dwie wersje pana Malfoy'a, gdy nagle czyjaś pięść uderzyła ich w twarz, że ich odrzuciło. Przed nimi stali wściekli dwie wersje Artura Weasley'a, a Marcus przemienił się w tak jakby demonicznego feniksa dołączając do Lorda Weasley'a. Chcąc rozszarpać Lucjusza na czynniki pierwsze.

- Panie Weasley! Panie Lestrange! – zawołała Minerwa. Artur chwycił jego ubranie, a Lestrange delikatnie je przypalił czarnym płomieniem i przybliżył go do siebie i wycedził, że niektórym ciarki przeszły po plecach – Jeśli kiedykolwiek obrazisz, którąś z moich księżniczek twój głupi uśmieszek będzie w twojej dupie, zrozumiałeś, Malfoy?! – Lucek był w takim szoku, że patrzył na niego wielkimi oczami – Spytałem się: Czy zrozumiałeś!?

- Tak, PANIE Weasley – oznajmili w szoku Luckowie. Ten puścił go i popatrzyli na innych, którzy patrzyli na niego z otwartą szczęką.

 - Niezły strzał, Arci – stwierdzili dwie wersje Huncwotów i dodali po chwili – Dzięki za pomoc, Marcus.

- Dzię... – zaczęli Arturowie, a wszystkie córki pana Weasley'a rzuciły się na niego i stracił równowagę, więc teraz leżał na podłodze tak samo, jak Marcus.

- Spokojnie, dziewczyny, bo mnie udusicie! – jęknęli Lord Weasley.

- I mnie też – dodał Marcus.

- Tatusiu, naprawdę jestem twoją księżniczką? – spytały wzruszone jego córki.

 - Naprawdę – odparł Artur – wszystkie jesteście moimi księżniczkami i córeczkami i tatuś was bardzo kocha – i jęknął z bólu, bo prawie go udusiły, kiedy się do niego wtuliły. Reszta kobiet patrzyła na ten wzruszający moment.

 - Kocham cię, tatusiu – mruknęły szczęśliwe córki Artura, całując go w policzki.

- Nie byłem pewny, ale teraz jestem. Nasze matki to wariatki – stwierdził James II, a reszta biologicznych wnuków pokiwała głowami, te oderwały się od Artura, który odetchnął z ulgi, że go wreszcie puściły i popatrzyły na swoich biologicznych synów i prychnęły.

Oczy pana Malfoy'a spoczęły na Hermionie, która lekko się zarumieniła, ale dzielnie wytrzymała spojrzenie. Harry dobrze wiedział, dlaczego usta pana Malfoy'a skrzywiły się nieznacznie. Malfoy'owie szczycili się tym, że od wielu pokoleń są czystej krwi czarodziejami, co w ich przypadku oznaczało, że każdą osobę mugolskiego pochodzenia – a taka była Hermiona – uważali za coś gorszego.

- Lucek, zabije cię! – warknął starszy Rogacz.

- Mamy gdzieś miejsce na zwłoki Roszpunki? – spytał się niewinnie Lestrange, wyczarowując czarodziejską miarkę, która robiła pomiary mężczyźnie.

 W obecności Ministra Magii pan Malfoy nie śmiał jednak rzucić żadnej kąśliwej uwagi na ten temat. Skinął lekceważąco głową panu Weasley'owi i ruszył dalej ku trzem wolnym miejscom. Draco obrzucił Harry'ego, Rona i Hermionę pogardliwym spojrzeniem i usiadł między swoimi rodzicami.

- Oślizgłe gady – mruknął Ron, kiedy wszyscy troje odwrócili się z powrotem w stronę boiska. W chwilę potem do loży wtargnął Ludo Bagman.

- Wszyscy gotowi? – zapytał; jego okrągła twarz błyszczała jak wielki, podniecony ser edamski – Panie ministrze... możemy zaczynać?

- Jeśli ty jesteś gotowy, Ludo, to możemy – odrzekł uprzejmie Knot.

- Bzykaniem Ropuchy – skoczył starszy Kingsley. Knot i Ropucha patrzyli wściekli na Kingsley'a. Crouch zrobił wielkie oczy, tak samo jak Diggory'owie.

- Panie Knot nie ładnie jest zdradzać żony z czymś takim jak ta Ropucha – oznajmiła starsza Amelia – Rozumiem, gdybyś chciał przelecieć jakąś modelkę, ale to coś?

- Ja bym jej nawet nie puknął, nawet jeśli chcieliby mi zapłacić grube miliony galeonów – stwierdził młodszy Kingsley.

- No ja myślę – oznajmiła młodsza Amelia – A mnie?

- Ciebie to będę wielbił, skarbie.

- Jak śmiecie?! Nazywam się MADAME Dolores Umbridge i jestem sekretarzem ministerstwa! – George II i Frank II zaczęli grać w kamień, papier nożyce.

 - Mogę wiedzieć, co robicie? – spytała Hanna.

- Gramy w kamień, papier nożyce – powiedział Frank II – Ha! Papier zwycięża kamień!

- Na pewno?

- Yy... tak!

- No dobra, jest twoja, Piorun – Frank zmienił się w orła. Rodzinie Diggory i Barty Crouchowi opadły szczęki. Orzeł wziął szponami za ubranko Umbridge i latał z nią po Wielkiej Sali, a ta darła się wniebogłosy.

 - Lordzie Longbottom! – zawołała Minerwa – Proszę ją natychmiast puść! – ale Pioruna z Umbridge już nie było. Wylecieli z Wielkiej Sali, a Umbridge nadal krzyczała. Profesor McGonagall usiadła zrezygnowana i westchnęła, a po chwili było słychać krzyki Ropuchy, która ociekała wodą. Wyglądała teraz rzeczywiście, jak mokra różowa kobieta o ropuszej twarzy. Poprzednio jej ubranko miało jasny róż, a teraz miała ciemny kolor różu i włosy też miała mokre. Najwyraźniej Piorun, trzymając za jej ubranie zanurzył ją w jeziorze od stóp po czubki włosów, po czym wrócił do Sali przez otwarte okno.

- PUŚĆ MNIE!!! – więc Frank puścił ją z wysokości kilkudziesięciu metrów, a ta spadła na posadzkę i jęknęła z bólu, a Frank zmienił się w człowieka i uśmiechnął się niewinnie.

- Kazałaś, żebym cię puścił, to cię puściłem – oznajmił, ociekając słodyczą.

 - Frank mogę wiedzieć, dlaczego Ropucha jest mokra? – spytał Neville.

 - Miała kąpiel w jeziorku, tato, bo była brudniutka i śmierdząca, a teraz jest czyściutka i pachniutka – stwierdził słodkim głosem – Prawda Dolores? – Umbridge zaczerwieniła się. Sala parsknęła śmiechem. Harry i Ginny uśmiechnęli się szeroko do Franka.

- Od kiedy jesteś animagiem! – zawołał Barty w szoku – i to jeszcze nielegalnie. Pójdziesz do Azkabanu!

- Jakoś nie przypominam sobie, żebyśmy przechodzili na ty, Crouch! – rzekł Frank II.

- Jeśli tak już chcesz wiedzieć jesteśmy zarejestrowani – oznajmił Hugo – Frank jest zarejestrowany.

- Jesteście? – spytał Amos wielkimi oczami.

- Przed wami siedzą sobie jeszcze jedenastu zarejestrowanych animagów – oznajmił Albus II i wstał ukłonił się. Reszta animagów zrobiła to samo. Pochylili się i ukłonili się z bananem na twarzy.

- Dwanaście!!? – krzyknęła pani Digorry w szoku.

- Dwanaście – odparł James II.

- Ja się nie zarejestrowałem, bo ministerstwo zaraz by chciałoby zrobić ze mnie za ich maskotkę… – powiedział z typowym sarkazmem Marcus.

Ludo wyciągnął różdżkę, wycelował ją we własne gardło i powiedział:

- Sonorus! – Jego głos potoczył się głośnym echem po stadionie, zagłuszając radosny ryk tłumu – Panie i panowie... witajcie! Witajcie na finałowym meczu czterysta dwudziestych drugich mistrzostw świata w Quidditchu!

- Fred i George założyli się, że Irlandia wygra mecz, a Krum złapie znicz – powiedział podniecony młodszy Łapa.

- Gdyby im się udało to by był charkot – stwierdził młodszy Rogacz a Fred i George uśmiechnęli się szeroko.

Zagrzmiały oklaski i okrzyki. Zafalowały tysiące flag, kakofonicznie wygrywających oba narodowe hymny. Z olbrzymiej tablicy naprzeciw loży znikła ostatnia reklama (Fasolki Wszystkich Smaków Bertiego Botta – niebo i ryzyko w gębie) i pojawił się na niej napis: BUŁGARIA: ZERO, IRLANDIA: ZERO.

- A teraz, bez zbędnych wstępów, pozwólcie, że zapowiem... Oto... maskotki drużyny bułgarskiej! – Szkarłatne sektory po prawej stronie ryknęły entuzjastycznie.
- Ciekaw jestem, co nam przywieźli – powiedział pan Weasley, wychylając się ze swojego fotela – Aaach! – Nagle zerwał okulary z nosa i zaczął je pospiesznie przecierać skrajem swetra – Wile!

Wszyscy nagle popatrzyli się na Apolonię, Gabriele i Fleur.

- Co to są wile... ? – Ale na boisko spłynęło już ze sto will i Harry otrzymał odpowiedź na swoje pytanie. Wile okazały się kobietami... najpiękniejszymi kobietami, jakie kiedykolwiek widział...

- Ja jestem dla Ciebie najpiękniejszą i najseksowniejszą kobietą na świecie! – warknęła Ginny.

- Tak Pani Potter – odparł niewinnie Harry i ją przytulił.

tyleże nie były... nie mogły być... istotami ludzkimi. Zdumiony, przez chwilę starał się dociec, kim właściwe są: co sprawia, że ich skóra lśni jak księżyc, że ich biało złote włosy tak pięknie powiewają, choć nie ma wiatru... ale oto zabrzmiała muzyka i Harry przestał się zastanawiać nad tożsamością owych zwiewnych piękności – w ogóle przestał się zastanawiając nad czymkolwiek. Wile zaczęły tańczyć, a w Harrym wygasły wszelkie myśli. Nic już się nie liczyło, nic nie było ważnie – tylko ten taniec, bo gdyby ustał, mogłoby się stać coś strasznego... Lecz kiedy wile tańczyły coraz szybciej i szybciej, jakieś dzikie, nieokiełznane, na pół uformowane myśli zaczęły przemykać przez oszołomiony mózg Harry'ego.

Gabriele, Apolonia i Fleur zarumieniły się.

 Nagle zapragnął zrobić coś wielkiego, coś, co wywarłoby wrażenie na wszystkich. Skoczyć z loży na stadion... tak, to dobry pomysł... ale czy dość dobry?

- Harry, co ty robisz? – dotarł do niego jakby z oddali głos Hermiony – Muzyka urwała się. Harry zamrugał oczami. Stał, z jedną nogą wspartą na balustradzie loży.

- Gabriele... – zaczął Denis, a ta pocałowała go w usta. Osobom na Sali opadła szczęka, a młoda willa oderwała się od ust Denisa, a ten patrzył na nią wielkimi oczami i otwartą szczęką.

- Przepraszam, to z nerwów – mruknęła Gabriele czerwona.

- To... był... najlepszy... pocałunek... na... świecie... – wydukał Denis, a Gabriele zarumieniła się jeszcze bardziej.

- Braciszku ty się z nikim nie całowałeś jeszcze! – parsknął śmiechem Colin I.

- No ten tego... tego... tego... – Gabriele nie wiedziała, co ze sobą zrobić.

- Siostrzyczko, odebrało Ci mowę? – spytała Fleur i parsknęła śmiechem – Powiedz, siostra, czy Denis dobrze całuje?

- Zamknij się, Fleur! – warknęła Gabriele zarumieniona.

- Gabriele! – skarciła ją Apolonia.

- Jeśli tak chcesz wiedzieć, to mam motylki w brzuchu! Zadowolona?!

- Ja, bardzo – odezwał się Denis – Bo moja praca nie poszła na marne i udało mi się poderwać piękną dziewczynę!

- To ja poderwałam ciebie! – oburzyła się pani Creevey.

 - Lubię cię taką, jaką jesteś, Gabi – powiedział Colin II.

- Serio? – spytał Louis, używając francuskiego akcentu.

- Serio – odparł.

- Och, Denis! – zawołał szczęśliwy Louis.

- Gabi! – odkrzyknął Colin II i rzucili sobie w raniona.

- Mamusiu, tatusiu to jest Denis mój chłopak. Denis to jest moja mama Apolonia i mój tata Armard.

- Nie jesteś zbyt młoda na chłopaka? – spytał Armard.

- Nie, tatusiu – odpowiedziała Gabriele.

- Armard, oni i tak będą razem – stwierdziła pani Delacour – W przyszłości będą mieli czwórkę dzieci. Witaj, kochanie, w rodzinie Delacour – i podeszła do chłopaka z niezwykłą gracją i wdziękiem, po czym przytuliła Denisa mocno – i mów mi per "mamo", a do tego tam – wskazała męża – per "tato" dobrze?

- Dobrze, mamo – mruknął Denis, a ta pocałowała go w czoło, wyrażając macierzyńskie uczucia i się do niego przytuliła.

- Jesteś mój – powiedziała Gabriele z uśmiechem na twarzy, a później się w niego wtuliła.

- Oczywiście, pani Creevey – mruknął podnieconym głosem Denis.

- Tak na przyszłość, mamusiu i tatusiu polecam zaklęcie ciszy – skomentował Colin II – bo przez ściany wszytko słychać – Uuuaaa! – Gabriele i Denis zarumienili się mocno.

- COLIN! – warknęła czerwona pani Creevey, a jej syn parsknął śmiechem, więc Adrienne przywaliła mu w tył głowy.

- Aua! – jęknął Colin II, patrząc na żonę morderczym wzrokiem, a ta dała mu buziaka w usta.

- Dziękuję, kochanie – odparła blondynka przyszła pani Creevey.

- Nie ma za co dziękować mamuś jestem panią Creevey i noszę to nazwisko z dumą - odparła pani Creevey - jak to mamusia powiedziała kiedy powiedzieliśmy Colinem ze jesteśmy razem "my kobiety rodu Creevey musimy trzymać się razem" dodałaś również i popatrzylas sie na mnie swoim niebieskimi oczami "i chce żebyś od dzisiaj nazywała mnie mamusia i mówiła mi per mamusia ty słońce ty moje" a ja sie do mamusi przytuliłam a ty mnie objelas jakbyś miała chronić przed złem "bo chce być twoją mamusią kochanie i zaraz Ci to udowodnię i chce żebyś przyjęła to do wiadomości fakt ze zostałaś moja córeczka a ja zostałam twoja mamusią" totalnie nie wiedziałam co mamusia chce zrobić czekałam zainteresowaniem co sie będzie działo a mamusia najpierw odgarnęła mi kosmyk brązowych włosów za ucho. Ten gest najpełniej obrazował macierzyńskie uczucia jakie do mnie żywiłas. I następnie z taką uczuciem i miłością pocałowałas mnie w czoło totalnie się tego nie spodziewałam ze ten całus w czoło da taki efekt gdyż wydałam z siebie głośno wesnela zadowolonym głosem wtulając się w Ciebie jeszcze bardziej nie chcąc Cie puścić oznajmilas mi "przytulaj się do mnie kiedy tylko chcesz Adi bo przecież jestem twoją mamusią " a ja Ci odpowiedziałam "dobrze mamusiu"i wtuliłam się z Ciebie jeszcze bardziej i widziałam w twoich oczach miłość do mnie jak matka do córki jeszcze dodałaś z radością "widzisz kochanie udowodniłam Ci to że zostałaś moja córką" a ja pokiwałam głowa wtulając się w Ciebie mruknęłam "dobrze mamuś jak sobie życzysz mamuś i kocham cie bardzo mocno mamuś " a Mamusia na to "ja Ciebie też kocham bardzo mocno skarbie" i od tego momentu zaczęłam mówić Ci mamusiu albo mamuś i bez żadnego ale

- No pewnie ty słońce ty moje - odpowiedziała Gabriele patrząc na nia miłością - jesteś przecież moja córeczką kochanie

Adrenne uśmiechnęła się szeroko podeszła do Gabriele gracja i wdziękiem i obie sie przytuliły i obie wyszeptały - kocham cię bardzo mocno mamusiu/ córeczko a później odwróciła sie z taką cała wdziękiem i gracja i usiadła na swoje miejsce czyli na na kolanach Colina wtuliła się i wesnela zadowolonym głosem 

Obok niego Ron zamarł w pozycji, która świadczyła, że i on miał właśnie zamiar wyskoczyć. Z trybun wzniosły się pod niebo rozeźlone ryki. Widzowie nie chcieli, by wile zeszły z boiska. Harry był całym sercem z nimi; już wiedział, że będzie kibicował Bułgarii i zaczął się nagle zastanawiać, dlaczego ma na piersi wielką zieloną rozetkę. Ron bezmyślnie tarmosił koniczynki na swoim kapeluszu. Pan Weasley, uśmiechając się lekko,

- Czy ty uśmiechasz się to tych bab! – warknęła starsza Molly i głośno prychnęła.

- Jesteś zazdrosna! – uśmiechnął się szeroko do żony.

- Jesteś mój i nie będę się tobą nikim dzieliła i tak, jestem zazdr...! – ale nie skończyła, bo Artur pocałował ją w usta. Gdy to mówiła to, była wściekła. Jednak, gdy tylko poczuła język Artura, oddała pocałunek, oddając całą siebie i kiedy pan Weasley się oderwał, ruda kobieta miała rozmarzoną twarz i westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w męża jeszcze bardziej.

- Mamo zachowujesz się, jak jakaś gówniara. Zejdź z ojca, zmień te szmaty i te szpilki. Nie powinnaś chodzić w takich rzeczach w twoim wieku – rzekł Percy oburzony, że jego matka chodzi w seksownych ubraniach. Molly stanęła wściekła na równe nogi i założyła ręce na biodrach, robiąc tą swoją słynną pozę.

 - Nie będziesz mi mówił, w czym mogę chodzić, a w czym nie! – powiedziała Molly – Poza tym jestem zbyt leniwa, żeby wychodzić ze strefy komfortu, a strefa komfortu jest wygodna. Kolana Artura mają różne funkcje. W momencie mogę się przytulić do niego i mogę wyszeptać mu do ucha, żeby mnie zadowolił, bo jak wiesz, mam swoje potrzeby. Teraz czuję się pożądana i czuję się kobietą i czuję, że żyję, więc nie ma mowy, żebym to miała zmienić dla twojego dziwactwa, a te ubrania i szpilki na wysokim obcasie – pokazała na ubranie i szpilki na nogach – dodają mi pewność siebie i czuję się seksy, a poza tym Lord Weasley, mój mąż, a twój ojciec mi zabronił je zdejmować. Powiedział mi: "Lady Weasley jako moja Lady masz tak chodzić" i dodał:  "i nie ma żadnego 'ale'" i niestety te ubrania go posłuchały i połączyły się z moim ciałem, tak samo, jak te szpilki na wysokim obcasie – mówiła jakby od niechcenia – Widzisz te zapięcia? – spytała pani Weasley, pokazując zapięcia w butach – te zapięcia się zacięły. Próbowałam wszystkiego, nawet magii i nic. I teraz nom stop muszę w nich chodzić. Co za nieszczęście, ale dla mojego dobra psychicznego musiałam się z tym pogodzić, więc się pogodziłam – dodała cukierkowym głosem. Uśmiechnęła się do syna szeroko. Kobiety i dziewczyny zaczęły chichotać z miny Percy'ego, a mężczyźni i chłopaki parsknęli śmiechem.

- Mamusiu byłaś świetna, a mina Percy'ego była jeszcze lepsza! – śmiała się Ginny.

- Percy masz swoje ministerstwo i w ogóle. Co ciebie obchodzi, w czym chodzę? – Fleur podeszła do Molly z gracją i wdziękiem i oznajmiła jej twardo:

- Mamusia jest seksy i niech mamusia o tym nie zapomina, bo jak mamusia zapomni, że jest mega seksy będę bardzo zła na mamusię i ma mamusia sobie może powtarzać, że jest piękną, seksowną i inteligentną kobietą. I Niech przestanie mamusia słuchać tego idioty bez mózgu, bo w każdym wieku można być seksy i czuć się seksy – stwierdziła Fleur, pokazując na Weatherby – Rozumiemy się?

- Jak śmiesz, Delacour! Nie jestem idiotą! - warknął Percy w stronę Fleur, ale Fleur już go nie słuchała, gdyż wtuliła się w panią Weasley, a ta pocałowała ją w czoło.

- Nie tym tonem, młody człowieku do damy. Fleur nazywa się WEASLEY i jest panią Weasley, Percy i nie zapominaj o tym nigdy więcej. Jest członkiem mojego rodu, kiedy wyszła za Billa i kiedy Bill ją naznaczył na swoją partnerkę, stała się Lady Weasley! – warknęła pani Weasley w stronę syna i założyła ręce na biodra. Molly była niska, ale teraz patrzyła na niego z góry.

- Tobie już totalnie odbiło, mamo – mruknął Percy.

- Nie tym tonem do matki! – warknął Artur i popatrzył na niego wściekły.

 - Co w tym złego, że mamusia chce się podobać tatusiowi? – spytała Fleur i założyła ręce – Moja mamusia, bo uważam ją za moją mamusię i wcale jej nie odbiło w przeciwieństwie do ciebie Percy i tego twojego ministerstwa. Prawda to, co ludzie gadają w ministerstwie, że lubisz robić Crouchowi dobrze? – I pokazała, jakby trzymała ręką penisa i poruszała ręką w powietrzu w górę i dół – lubisz mu to robić, prawda? – Sala parsknęła głośnym śmiechem. Percy i Barty patrzyli  na nich wściekli na Fleur, a ta z uśmiechem na twarzy przytuliła się do piersi Lady Weasley, a ta objęła ją mocno, całując ją w czoło.

- Fleur! – skarciła ja Apolonia.

- Kocham cię, córeczko i też uważam cię za moją córeczkę – powiedziała pani Weasley z miłością w głosie do blondynki. Fleur miała uśmiech na twarzy i westchnęła zadowolonym głosem – i masz rację, jestem piękną, seksowną i inteligentną kobietą.

- Kocham być Weasley'em, mamuś – oznajmiła pani Weasley – i panią Weasley. I najbardziej kocham, kiedy mówicie mi per 'córeczko' i kocham cię, mamusiu – i wtuliła się w Molly jeszcze bardziej.

- Bo jesteś PANIĄ Weasley, skarbie. Jesteś żoną Billa i naszą CÓRECZKĄ na wieki i nikt tego nie zmieni – mruknęła władczym głosem i tuliła w swoją najstarszą córkę do piersi, a Fleur pokiwała głową, zgadzając się z nią w 100 %. Kiedy dwie kobiety przytulały się, Bill podszedł do syna i jego żony, która siedziała mu na kolanach i mruknął im coś do ucha.

- Jesteś pewny? – spytał Louis.

- Tak... pomożesz?

- Oczywiście, że Louis tatusiowi pomoże, prawda Louis?

- Jasne! – i przybił z ojcem piąteczkę.

- Co wy troje kombinujecie? – spytała Fleur, która oderwała się niechętnie od Molly, bo czuła od Molly matczyne uczucia, jakie do niej żywiła. Popatrzyła się na Billa, Samantę i Louisa podejrzliwym wzrokiem – Hmm gadać mi tu! – i położyła ręce na biodrach robiąc minę w stylu a'la Molly Weasley.

- Kombinujemy? My nic nie kombinujemy, mamuś – oznajmił Louis beztrosko, a Samanta i Bill pokiwali głowami.

- Wracając do mnie, wiesz Fleur, kiedy byłem mały moi bracia Fred, George, Charlie i Bill rzucili mnie do kotła. I cóż wpadłem do kotła z eliksirami Snape'a, który robił eliksir głupoty i wtedy niestety byłem dzieckiem, i... i teraz kiedy jestem dorosły raczej jestem bardziej głupi, niż bardziej mądry... Już pokazałem robiąc Crouchowi loda w ministerstwie – rzekła Ginny przemądrzałym głosem Percy'ego. Gdy to ludzie usłyszeli ryknęli śmiechem, nawet nauczyciele. Niektórzy bracia Percy'ego oraz siostrzeńcy i bratankowie, a także Huncwoci, szwagier i przyjaciele spadli z krzeseł ze śmiechu na podłogę, śmiejąc się wniebogłosy z podłogi. Percy patrzył morderczym wzrokiem na siostrę, ale ta nic z tego sobie nie robiła.

- To było dobre! – śmiali się głośno Rogacze.

- Dziękuję, tatusiu – odparła pani Potter.

- Ginny! – zawołały matki pani Potter trochę złe i trochę rozbawione.

- Tak, mamusiu? – spytała Lady Potter, cukierkowym głosem. Fleur i Molly z niebywałą gracją i wdziękiem odwróciły się w stronę swoich mężów i podeszły do nich wdziękiem i usiadły im na kolanach.

- Moja pani – powiedzieli dwie wersje Artura i pocałowali je w ręce, a te zarumieniły się mocno i zachichotały podniecone.

wychylił się do Rona i wyrwał mu kapelusz z rąk.

- Będzie ci jeszcze potrzebny – powiedział – Irlandia też ma coś do powiedzenia.

- Co? – wybełkotał Ron, gapiąc się z otwartymi ustami na wile, które ustawiły się szeregiem po jednej stronie boiska. Hermiona prychnęła pogardliwie i pociągnęła Harry'ego z powrotem na fotel.

- Zauważyliście, że Hermiona prycha zawsze tylko wtedy, kiedy Ron popatrzył się na wille albo na inne dziewczyny, a w przypadku Harry'ego tego nie robi? – oznajmił starszy Artur.

- Bo ja byłam, jestem i będę w tobie zakochana, Ron – stwierdziła Hermiona i zarumieniła się – i kiedy widziałam, że patrzysz na inne laski byłam mega zazdr... – nie skoczyła, bo Ron pocałował ją namiętne usta, a Hermiona, gdy tylko poczuła język Rona, oddała pocałunek, oddając całą siebie. I kiedy Ron się oderwał od niej, pani Weasley miała otwarte rozmarzoną minę i oczy, po czym westchnęła zadowolonym głosem wtulając się w męża jeszcze bardziej.

- Jesteś moja – oznajmił Ron władczym głosem.

- Tak, jestem twoja i tylko twoja i zawsze będę – mruczała Hermiona, trzepiąc rzęsami – i dziękuję.

- Za co?

- Za to, że dałeś mi to znamię, bo teraz się mnie nie pozbędziesz, panie Weasley.

- Gdzie bym śmiał pozbywać się takiej piękniej i mądrej kobiety, jak ty, pani Weasley – patrzyli sobie w oczy, mając iskierki w oczach.

- Przez tę słodycz aż mnie mdli – skomentowała to Ginny.

- Mnie też – dodała Alina.

- A jak ty miziasz się z Harrym, to ja muszę na to patrzeć! – odparował Ron. Alina nieco się cofnęła na swoim krześle, jakby chciała dać do zrozumienia, że to jej nie dotyczy.

- Poza tym, Ginny Ron ma bardzo wygodne kolana – rzekła pani Weasley – Nie, Percy, nie mam mowy, żebym schodziła z kolan mojego męża. Jest mi tu dobrze i wygodnie – wtuliła się w Rona, gdy zauważyła, że trzeci z braci chce coś powiedzieć – I nie, Percy nie zmienię mojego image, bo przylepiły się do mojego ciała i nie mogę ich zdjąć i muszę w nich chodzić cały czas. I nie, Percy, nie zmienię moich szpilek na wysokim obcasie na jakieś inne obuwie, bo mają zapięcia i nie mogę ich zdjąć i muszę chodzić szpilkach na wysokim obcasie cały czas. I nie Percy nie przestanę chodzić z wdziękiem i gracją, bo inaczej już nie umiem chodzić. I nie, Percy lubię być Zakonie Sióstr Wojowniczek – mówiła Hermiona słodkim głosem i uśmiechem na twarzy, kiedy Percy popatrzył na nią oburzony.

- Mam to samo zdanie, co Hermiona. Niestety Percy, moje ubrania i szpilki zachowują się tak sam, jak Hermiony – powiedziały siostry wojowniczki, ociekając słodyczą.

- Harry, na miłość boską! – syknęła.

- A teraz – zagrzmiał głos Ludona Bagmana – uprzejmie proszę wyciągnąć w górę różdżki... oto maskotki narodowej reprezentacji Irlandii! – W następnej chwili nad stadionem poszybowało coś, co przypominało wielką, zielono-złotą kometę. Okrążyło stadion i rozszczepiło się na dwie mniejsze komety, każda pomknęła ku słupkom bramkowym po obu stronach boiska, nad którym nagle rozkwitła tęcza, łącząca dwie świetliste kule. Z tłumu wyrwały się zduszone okrzyki: "oooooooch!" i "aaaaaaach!", jak podczas pokazu ogni sztucznych.

- Biedne ropuchy, goryle, wieloryby i gacki! – zawołał Fred II. Grabbe, Goyle, Umbridge, Snape i Bulstrode oraz dwie wersje Severusa patrzyli jadowicie na Freda juniora.

- Jak tak można straszyć te biedne cudowne zwierzaki – dodał swoje trzy grosze George II.

Teraz tęcza zbladła, a świetliste kule znowu się połączyły, tworząc wielką, błyszczącą koniczynę, która wzniosła się ku niebu i zaczęła szybować nad trybunami. Spadało z niej coś, co przypominało złoty deszcz...

- Wspaniałe! – krzyknął Ron, kiedy koniczyna przepłynęła nad ich głowami, obsypując ich złotymi monetami.

- Weasley, podnieciłeś się? – zadrwił Draco.

- Tatusiu zamknij się! – warknęła Rose – Nawet niech tatuś znowu nie zaczyna – powiedziała, kiedy Draco już otwierał usta, by coś powiedzieć Gryfonowi – Obowiązkiem moim, jako pani Malfoy jest mówić ci per 'tatuś', bo tatuś nazywa się Malfoy i jesteś ojcem Scorpiusa, jak i również moim tatusiem.

- Niech Ci tam będzie, Rose – mruknął Draco.

- Widzisz Scorpiusie poszliśmy z tatusiem do porozumienia – odparła beztrosko pani Malfoy.

- Uparta, jak Granger – rzekł pan Malfoy.

- Po pierwsze, Fretko to nazywam się Weasley! – odparowała Hermiona – Po drugie, byłam adoptowana. Po trzecie, powinieneś być dumny z syna, że wybrał sobie tak wspaniałą kobietę, jak moja córcia – dodała słodkim głosem i popatrzyła wzruszona, jak Rose wtuliła się w Scorpiusa i ten ją pocałował w czoło, a ta westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w męża jeszcze bardziej.

- Jak ty z nią wytrzymujesz? – spytał Hugo – Powinies dostać medal za odwagę.

- Pije meliskę uspokającą, Hugo – odpowiedział żartem Scorpius.

- No wiesz c...! – warknęła Rose, a ten pocałował ją namiętne usta była wściekła, ale jak poczuła usta blondyna westchnęła zadowolonym głosem i oddała całą siebie. I kiedy się od niej oderwał miała rozmarzona minę i oczy i wzdychała szczęśliwa – Mam ochotę się z tobą pobzykać, Scorpiusie! – palnęła Rose.

- ROSE! – ryknęli kuzyni, Ron i brat.

- Przelecisz mnie? – spytała z nadzieją w głosie pani Malfoy do męża, jakby ich nie słyszała trzepocząc rzęsami – Proszę.

- Oczywiście – stwierdził głupkowato pan Malfoy, a ta miała iskierki w oczach – A może zrobimy sobie małe Malfoy'ki? Co ty na to, pani Malfoy? – Rose pokiwała głową podniecona i już sobie to wyobrażała, jak ich małe dzieci krzyczą na ich "mamusiu" i "tatusiu".

- Jestem za, panie Malfoy – powiedziała, trzepocząc rzęsami. Draco i Ron musieli się napić, bo wyobrażali sobie, że ich dzieci uprawiają seks, ale gdy usłyszeli "może zrobimy sobie małe Malfoy'ki" i "Co ty na to pani Malfoy?", to opluli się wodą zarówno siebie, jak i osoby wokół, w tym swoją kobietę.

- CO?! – ryknęli w szoku. Scorpius i Rose wywrócili oczami.

 - Tatusie, przypominam, że mamy po 20 lat – odparła Rose.

- Będziesz super mamusią, Rose – oznajmił Scorpius.

 - A ty super tatusiem – odpowiedziała Rose.

- A ja zajebistym wujaszkiem! – wtrącił się Hugo rozbawiony – I ojcem chrzestnym!

Harry, wpatrując się w koniczynę, zobaczył, że tworzą ją tysiące maleńkich brodatych karzełków w czerwonych kamizelkach; każdy trzymał miniaturową lampę płonącą złotym lub zielonym światłem.

- Leprokonusy! – zawołał pan Weasley, przekrzykując ryk tłumu; wielu widzów nadal walczyło o złote monety, miotając się między rzędami i pełzając pod fotelami.

- Masz! – wrzasnął uradowany Ron, wsypując Harry'emu w dłoń garść złotych monet – Za omnikulary! Teraz będziesz mi musiał kupić prezent na Boże Narodzenie, aha!

- Kilo gumek ci kupię, Ron – oznajmił Harry do Rona wystrzeżem. Mugolacy i półkrwi czarodzieje i czarownice, i niektórzy czystokrwości ryknęli śmiechem.

- Jakie gumki? – zapytały Flora i Hestia – Po co Ronowi jakieś gumki?

- HARRY! – warknęła Hermiona cała czerwona.

- Też cię kocham, siostrzyczko!

- Skarby, to mugolska antykoncepcja. To jest tak, że zakładasz taką gumkę na penisa swojego mężczyzny i możesz się bezpiecznie z nim kochać nie obawiając się, że zajdziesz w ciążę – oznajmila starsza Lily.

- Dla dokładności jest wiele sposobów mugolskiej antykoncepcji dla mężczyzn – dodał Marcus.

- Aha – powiedzieli mężczyźni i chłopaki.

Wielka koniczyna rozpłynęła się w powietrzu, karzełki opadły łagodnie na
boisko naprzeciw wil i usiadły ze skrzyżowanymi nogami, by obserwować mecz.

- A teraz, panie i panowie, przywitajmy... narodową reprezentację Bułgarii w Quidditchu! Oto... Dymitrow! – Z bramy poniżej wystrzeliła na miotle postać w szkarłatnej szacie, mknąc tak szybko, że tworzyła rozmazaną plamę. Kibice Bułgarii ryknęli z zachwytu.

- Buuuuuu! – buczeli Huncwoci, a zwłaszcza Łapa i Rogacz.

- Iwanowa! – Druga postać w szkarłacie wystrzeliła z bramy.

- Zograf! Lewski! Wulkanow! Wołkow! iiii... Krum!

- To on, to on! – wrzeszczał Ron, śledząc lot Kruma przez omnikulary; Harry szybko wyostrzył swoje.

- Czy mam czuć się zazdrosna? – spytała Hermiona Rona.

Wiktor Krum był chudy, o ziemistej cerze, miał długi, zakrzywiony nos i gęste czarne brwi. Wyglądał jak przerośnięty ptak drapieżny. Trudno było uwierzyć, że ma tylko osiemnaście lat.

- A teraz powitajmy... narodową reprezentację Irlandii w Quidditchu! – ryknął Bagman.

Większość ryknęła zachwycona.

- Oto oni... Connolly! Ryan! Troy! Mullet! Moran! Quigley! iiii... Lynch! – Siedem zielonych smug wystrzeliło z bramy; Harry pokręcił małą gałką z boku swojej lornetki, spowalniając lot zawodników, także teraz mógł odczytać złoty napis BŁYSKAWICA na każdej miotle i nazwiska zawodników wyszyte srebrną nicią na plecach.

- Accio, Błyskawica! – zawołał Harry i miotła przyleciała po chwili, po czym podał ją żonie – Kochanie, w nagrodę, że tak zajebiście grasz w Quidditcha i w przyszłości jesteś gwiazdka Quidditcha i konsultacji najlepszym Ścigającym tatą postanowiliśmy kupić Ci ta o to nowiutką miotle – Ginny patrzyła na męża i teścia wielkimi oczami i otwartą szczęką, tak samo jak większość ludzi na sali.

- Kupiliście mi Błyskawicę?! – zawołała w szoku pani Potter.

- Tak – odpar Rogaczł uśmiechając się szeroko.

- Ale ja nie mogę tego przyjąć. Na pewno kosztowała majątek.

- Córeczko, nie ma żadnego "ale" – przerwał jej Rogacz, a Harry wcisnął jej do rąk miotłę, a Ginny pocałowała go namiętnie w usta.

- Dziękuję! Dziękuję! Dziękuję! Tobie również dziękuję, tatusiu! – i przytuliła się do Rogacza mocno.

- Nie ma za co, księżniczko – mruknął Rogacz – Tatuś bardzo mocno cię kocha, księżniczko.

- Ja też bardzo mocno cię kocham, tatusiu! – i wtuliła się w ojca jeszcze bardziej, a ten pocałował ją w czoło. Jego córka westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w ojca jeszcze bardziej. Ron popatrzył na Harry'ego.

- Jak ci obiecałem, to ci kupię te gumki, Ron – wyszczerzył się Harry.

- Zamorduję cię! – zawołał czerwony Ron.

- Nikt nie będzie nikogo mordował! – krzyknęła starsza Lily i wstała. Popatrzyła na synów, którzy byli wyżsi, nawet gdy miała ma stopach wysokie szpilki, a ich muskularne sylwetki przytłaczała jej drobną postać, a teraz Lady Potter patrzyła na nich z góry.

- Tak, mamo – odparli lekiem – Przepraszamy, mamo – A ich synowie, bracia, bratankowie i siostrzeńcy parsknęli śmiechem.

- Chcesz coś jeszcze dodać? – spytały matki i popatrzyły się na swoich synów z góry mimoże były dużo niższe i drobniejsze niż synowie.

- Nie, mamo! – odpowiedzieli w panice.

- Moja szkoła! – ucieszyła się starsza Molly.

- Uczyłam się od samej mistrzyni, skarbie. My rudowłose musimy się trzymać razem – oznajmiła pani Potter i przytuliła panią Weasley do siebie kiedy do niej podeszła szła z niebywałą gracją i wdziękiem.

- Tak, kochanie my rude musimy okiełznać tych naszych niesformych synów – stwierdziła starsza pani Weasley.

- A dlaczego tylko synów! – bronił się Bill – A córki to co? – i poparzył na Fleur.

- Bo córki Potterów, Weasley'ów, Longbottomów, Blacków i Creevey'ów i córki innych starożytnych królewskich rodów są damami Lady's i księżniczkami. A damy, Ladys i księżniczki się nie karci i nie każe – oznajmiła Fleur słodkim głosem i odrzuciła włosy do tyłu.

- W przeciwieństwie do Lordów – dodała Nicole – których można karcić za złe zachowanie – uśmiechnęła się słodko i odrzuciła teatralnie włosy do tyłu.

- Nie pozwalaj sobie, bo dostaniesz karę – oznajmił Fred I.

Kochaj się ze mną – mruknęła Nicole – Proszę.

- Skoro tak ładnie prosisz, to twoje życzenie jest dla mnie rozkazem, moja Lady – i pocałował ją w znamię, a rudowłosa wydała z siebie głośne westchnienie zadowolenia.

- A oto nasz sędzia, słynny przewodniczący Międzynarodowego Stowarzyszenia Quidditcha, Hassan Mustafa! Prosto z dalekiego Egiptu! – Z bramy wyszedł drobny, chudy czarodziej, kompletnie łysy, ale z wąsami, które wzbudziłyby zazdrość wuja Vernona, ubrany w szatę ze szczerego złota.

- Vernon jest jedyny w swoim rodzaju – stwierdziła młodsza Lily I.

Spod obfitych wąsów wystawał srebrny gwizdek, pod jedną pachą trzymał dużą, drewnianą skrzynkę, a pod drugą ściskał swoją miotłę. Harry zmienił szybkość na normalną, obserwując, jak Musta dosiada miotły i otwiera skrzynkę. W powietrze wystrzeliły cztery piłki: szkarłatny kafel, dwa czarne tłuczki i (Harry widział go tylko przez ułamek sekundy, zanim zniknął) maleńki, skrzydlaty, złoty znicz.

- Zaczyna się! – krzyknęło większość ludzi z podniecenia.

Mustafa zagwizdał ostro i błyskawicznie sam wzbił się w powietrze.

- Wystartowaaaaaali! – wrzasnął Bagman – Mullet! Teraz Troy! Moran! Dymitrow! Znowu Mullet! Troy! Lewski! Moran! – Takiego quidditcha Harry jeszcze nigdy nie widział. Przyciskał lornetkę do oczu tak mocno, że jego własne okulary wpiły mu się w nasadę nosa. Szybkość zawodników była zupełnie niewiarygodna – Ścigający podawali sobie kafla tak szybko, że Bagman ledwo nadążał z wymienianiem ich nazwisk.

Lee prychnął.

- Oszukał mojego ojca!

Harry ponownie pokręcił prawą gałką, nacisnął guzik PLAY BY PLAY i już obserwował grę w spowolnionym tempie, podczas gdy przesuwające się w polu widzenia czerwone napisy komentowały ją na bieżąco, a w uszach dudnił mu ryk tłumu. Atakująca Formacja Głowa Jastrzębia, przeczytał i patrzył, jak trójka irlandzkich Ścigających – Troy w środku, nieco wysunięty przed Mullet i Moran – pikuje na Bułgarów. Manewr Porskowej, wyświetliło się w soczewkach, kiedy Troy udał, że podrywa się do góry, pociągając za sobą bułgarską Ścigającą Iwanową, a jednocześnie upuścił kafla do Moran.

- To był mistrzowski poziom – mruknęła Angelina.

- Skarbie ty, Katie i Alicja też byłyście wspaniałe – oznajmiła pani Weasley – wiele razy słyszałam od Freda i George'a, że jesteście piękne i to mega utalentowane w przeciwieństwie do Ścigających Ślizgonów – cała trójka popatrzyła na Molly wzruszona.

- A ja was obserwowałam i tak się nauczyłam grać – rzekła Ginny, wciąż ściskająć swoją Błyskawicę.

- I jesteś teraz lepsza od nas Ginny – odezwała się Angelina.

- Ja powiem, że wszystkie jesteśmy najlepsze od innych Ścigających, bo w przeciwieństwie do innych, bo my kochaniutkie mamy talent.

Jeden z bułgarskich pałkarzy, Wołkow, uderzył mocno pałką przelatującego obok niego tłuczka, kierując go prosto w Moran. Moran zrobiła unik, ale wypuściła z ręki kafla, którego natychmiast złapał szybujący pod nią Lewski...

- TROY STRZELA GOLA! – ryknął Bagman, a stadion zadygotał od wiwatów – Dziesięć do zera dla Irlandii!

- TAK! – ryknęła sala.

- Co?! – wrzasnął Harry, jeszcze mocniej przyciskając omnikulary i gorączkowo przeszukując nimi boisko – Przecież to Lewski złapał kafla!

- Harry, jeśli nie będziesz patrzył przy normalnej prędkości, przegapisz masę rzeczy! – krzyknęła Hermiona, która podskakiwała jak szalona, machając rękami, gdy Troy robił honorową pętlę.

- Mamusia się wkręciła – powiedział Hugo.

- Najważniejsze było bycie z ludźmi, którzy cię bardzo mocno kochają – odparła Hermiona i popatrzyła na Weasley'ów z uśmiechem na twarzy – A największe szczęście daje mi rodzina Weasley'ów.

- Bez względu na wszystko zawsze będziesz moją siostrzyczką – powiedziała Ginny. Wstała i podeszła do niej z gracją i wdziękiem, po czym przytuliła Hermionę do siebie mocno.

- Bez względu na wszystko zawsze będziesz naszą małą siostrzyczką – stwierdzili Bill, Charlie, Fred i George. Hermiona wzruszona przytuliła Billa, Charliego i bliźniaków.

- Jeśli nawet czasem nas straszysz naszą matką – mruknęli Fred i George.

- Po to są młodsze siostry, żeby denerwować starszych braci – rzekła słodkim głosem pani Weasley – Kocham was bardzo mocno chłopaki.

 - A ja kochałam cię od pierwszej chwili, kiedy cię poznałam i obserwowałam ciebie i Rona z boku i wiedziałam, że skończycie razem. Inaczej się zachowałaś przy Ronie, a inaczej przy innych moich synach i nie jestem siebie dumna, że podejrzewałam cię, że kręcisz z Krumem i Harrym.

 - Mamo, wyjaśniłam ci, że Hermionę traktowałem jak siostrę i teraz wiem dlaczego, bo jest moją siostrą – oznajmił Harry.

- Wiem, dlatego bardzo cię przepraszam, że byłam taka oschła względem ciebie, pani Weasley – mruknęła pani Weasley.

- Mamuś rozmawialiśmy o tym! – jęknęła Hermiona.

- Wiem, ale dalej mnie to męczy – mruknęła pani Weasley i westchnęła – że podejrzewam cię o romans z Harrym i Krumem. Byłam idiotką.

- To wszystko przez tą cała Skitter! – warknęła Hermiona – Pisze takie rzeczy i głupoty i szuka sensacji – a pani Weasley pocałowała ją w czoło i przytuliła ją do swojej piersi, a ta westchnęła zadowolonym głosem.

- Nigdy więcej w Ciebie nie zwątpię, pani Weasley. Jest pani najlepszą żoną, jaką mój syn mógł sobie wymarzyć – odezwała się Molly, tuląc ją do swojej piersi.

- Dziękuję, Lady Weasley – powiedziała, całując ją w czoło i przyciągnęła ją do swojej piersi, a kobieta westchnęła zadowolonym głosem, wtulając się w córkę jeszcze bardziej – jest Pani najlepsza mamusia.

- Mogę powiedzieć tym samym, że jesteś najlepszą córeczką Lady Weasley. Kocham cię, Hermiono.

 - A ja ciebie, mamusiu. Kocham ten znak, uwielbiam czuć potężnego czarodzieja w sobie.

- Musi być jakiś sposób, żeby...! – warknął McLaggen, ale Lord Lestrange wyczarował bardzo dużą chmurę burzową nad jego arogancką głową i zaczął ciskać piorunami w jego łeb, nucąc melodię kankana z operetki "Orfeusz w piekle".

 - Żebyś się od mojej żony odwalił. Jest wyjście: Trzymać się od mojej żony z dala, Mclagen albo ta pięść trafi w twoją twarz i te szare komórki, jakie ci pozostały wypadną! – warknął Ron, przyciągając do siebie Hermionę, która wtuliła się w niego mocno.

- Powinnaś być ze mną! – warknął Mclagen, pomimo obrażeń od piorunów od Lestrange'a.

 - Nie ma i nie będzie NAS. Jestem zakochana w Ronie Weasley'u, a ciebie to nawet nie lubię. Ron umie mnie rozbawić, jest inteligentny i czuje się przy nim bezpieczna. Jest również Szefem Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów, a bez koszulki jest mega seksy. To z nim mam dzieci, więc się odwal!

- W bikini byś wyglądała obłędnie – mruknął Ron do ucha.

Harry spojrzał szybko ponad swoimi omnikularami i zobaczył, że Leprokonusy obserwujące mecz z krawędzi boiska poderwały się w górę i utworzyły wielką, rozmigotaną koniczynę. Z drugiej strony boiska przyglądały im się ponuro wile. Wściekły na siebie, Harry pokręcił gałką, przywracając normalną prędkość obrazu. Znał się na Quidditchu na tyle dobrze, by dostrzec, że irlandzcy Ścigający są naprawdę znakomici. Byli cudownie zgrani, zdawali się czytać w swoich myślach i każdy zajmował właśnie taką pozycję, jakiej oczekiwał partner. Rozetka na piersi Harry'ego raz po raz wykrzykiwała ich nazwiska: Troy – Mullet – Moran!

- Ja ciągle krzyczałem Johnson, Bell i Spinet – oznajmił Lee – a teraz bym krzyczał Weasley, Wood i Jordan.

- Owszem Leelus – mruknęła trzepocząc rzęsami Alicja – Lubię, jak nazywasz mnie panią Jordan.

- Leelus? – spytali Fred i George, patrząc na siebie.

W ciągu następnych dziesięciu minut Irlandia strzeliła jeszcze dwa gole, zdobywając trzydzieści punktów przewagi, co ubrani na zielono kibice powitali rykami zachwytu, które przewaliły się nad trybunami jak grzmot. Gra wciąż nabierała tempa, ale stawała się coraz bardziej brutalna. Wołkow i Wulkanow, bułgarscy pałkarze, walili dziko tłuczkami w irlandzkich Ścigających i zaczęli pokazywać, co potrafią, nie pozwalając Irlandczykom wykonywać ich najlepszych zagrywek:

- Przypomina mi to walkę między Gryfonami a Ślizgonami – rzekła Katie.

dwukrotnie rozerwali ich szyk, aż w końcu Iwanowej udało się przez nich przedrzeć, zmylić obrońcę Ryana i strzelić pierwszego gola dla Bułgarii.

- Zatkajcie uszy! – krzyknął pan Weasley, gdy wile ruszyły do tańca.

Ginny i Hermiona prychnęły.

Harry zacisnął też powieki; wolał skupić się na grze. Po kilku sekundach zerknął na stadion. Wile skończyły tanczyć i Bułgarzy znowu byli w posiadaniu kafla.

- Dymitrow! Lewski! Dymitrow! Iwanowa... aj, to dopiero! – ryknął Bagman. Sto tysięcy czarownic i czarodziejów wstrzymało oddechy, kiedy dwóch Szukających, Krum i Lynch, zanurkowało między Ścigającymi tak szybko, jakby dopiero co wyskoczyli bez spadochronów z samolotów.

- To musiało być epickie! – zawołał młodszy Regulus.

Harry śledził ich opadanie przez omnikulary, wypatrując znicza...

- Roztrzaskają się! – krzyknęła Hermiona. Była bliska prawdy. W ostatniej chwili Wiktor Krum poderwał miotłę i odleciał w bok, robiąc spiralę. Natomiast Lynch wyrżnął w ziemię z głuchym łoskotem, który dosłyszeli widzowie nawet w ostatnich rzędach. Irlandzkie sektory jęknęły donośnie.

- To musiało boleć! – krzywili się na sali.

- Głupi! – jęknal pan Weasley – Krum udawał!

- Tak jak wszystkie dziewczyny Zabiniego udają, że mają orgazmy, kiedy Zabini je bzyka, bo nasz Blaise ma małego – mruknął Jared, a Daphne parsknęła śmiechem.

- MÓWIŁEŚ COŚ, BLACK! – ryknął Blaise wściekły.

- Ja? – spytał udając zdziwionego – Ależ skąd. Wydawało ci się.

 - Przerwa w grze! – zagrzmiał głos Bagmana – Magomedycy wbiegają na boisko, by zbadać Aidana Lyncha!

- Nic mu nie będzie, tylko przeorał ziemię nogami! – uspokajał Charlie Ginny, która z twarzą zastygłą w przerażeniu przewiesiła się przez balustradę.

Harry przytulił Ginny.

- Oczywiście, o to właśnie Krumowi chodziło... – Harry szybko nacisnął guziki REPLAY i PLAY BY PLAY, pokręcił gałką szybkości i przyłożył omnikulary do oczu. Patrzył, jak Krum i Lynch nurkują w zwolnionym tempie. Zwód Wrońskiego – niebezpieczny podstęp Szukającego, głosił purpurowy napis, przesuwający się w polu widzenia soczewek.

Obecna drużyna popatrzyła na Harry'ego.

Zobaczył, jak twarz Kruma stężała w skupieniu, gdy poderwał miotłę w ostatniej chwili, podczas gdy Lynch rozpłaszczył się na ziemi. Teraz zrozumiał: Krum wcale nie dostrzegł znicza, tylko sprowokował Lyncha do zanurkowania za sobą. Harry jeszcze nigdy nie widział takiego lotu.

- Harry to umie – powiedziała Demelza – To najlepszy Szukający, jakiego miał Gryffindor!

- Nie chwaląc się, to ja go wynalazłam i poleciłam panu Woodowi – odezwała się profesor McGonagall – Przy pomocy pana Malfoy'a, oczywiście – dodała szybko – Dziękuję panie Malfoy – skończyła cukierkowym głosem, a Malfoy spalił buraka.

- Dracuś się bardzo cieszy, że mógł pomoc – oznajmiła Astoria słodkim głosem – prawda Dracuś? – i zaczęła trzepać rzęsami.

- ŁAPY PRECZ OD MOJEGO DRACUSIA! – ryknęła Pansy.

- Znowu zaczynasz, Pansy! – jęknęły dwie wersje Narcyzy – Ile razy mam powtarzać, że to Astoria jest PANIĄ MALFOY, a nie ty!

- I za niedługo będę jego żoną i oficjalnie będę panią Malfoy – rzekła pani Malfoy – Mamusiu oficjalnie będę twoją córeczką – dodała szczęśliwym głosem do Lady Malfoy.

- Już nie mogę się doczekać, kochanie – oznajmiły. Lady Malfoy przytuliła ją do siebie – Pani Astoria Malfoy Lady szlachetnego i królewskiego rodu Malfoy'ów, jak to pięknie brzmi, prawda? – spytała w kierunku Crabbe'a i Goyle'a.

- Tak PANI Malfoy – odparli goryle.

Krum sprawiał wrażenie, jakby w ogóle nie dosiadał miotły; poruszał się w powietrzu tak swobodnie, jakby nie podlegał sile ciążenia. Harry skasował REPLAY i powrócił do normalnej szybkości, po czym wyostrzył soczewki, kierując je na Kruma. Bułgarski zawodnik krążył nad Lynchem, któremu Magomedycy podawali jakiś eliksir. Harry zrobił zbliżenie na twarz Kruma: jego czarne oczy drapieżnie omiatały boisko. Wykorzystywał przerwę w grze, by dostrzec złotą plamkę znicza. W końcu Lynch się podniósł, co jego kibice powitali gromkimi okrzykami, dosiadł Błyskawicy i odbił się stopami od ziemi, podrywając miotłę do lotu.

- Harry ty naprawdę mógłbyś grać zawodowo – stwierdził Oliver.

- Wolę być aurorem, a później Szefem Aurorów, a następnie później Szefem Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów, Oliver – odparł Harry, a Crouch i Diggory popatrzyli na niego w szoku – Co Barty? Minka ci zrzedła? Tak samo jak tobie, Amosie? – A Ginny zachichotała z ich min i wtuliła się w Harry'ego.

 Jego powrót do gry dodał irlandzkim zawodnikom otuchy. Kiedy Mustafa ponownie zagwizdał, Ścigający ruszyli do akcji tak sprawnie, że Harry’ego aż zatkało z podziwu.

W ciągu kwadransa jeszcze szybszej i zacieklejszej walki Irlandia wbiła kolejne dziesięć goli.

- Bułgaria to cieniasy! – krzyczał Seamus.

Przy punktacji sto trzydzieści do dziesięciu gra zaczęła robić się coraz bardziej brutalna. Kiedy Mullet znowu poszybowała ku słupkom bułgarskim, ściskając pod pachą kafla, bułgarski obrońca, Zograf, wyleciał jej na spotkanie. Stało się to tak szybko, że Harry nie zdążył spostrzec, o co chodzi, ale po ryku wściekłości irlandzkich kibiców i długim, ostrym gwizdku Mustafy zorientował się, że Zograf
sfaulował Mullet.

- Mustafa upomina bułgarskiego obrońcę – poinformował Bagman wrzeszczących widzów.

- Czerwona kartka wyrzucić go z boiska! – wolał Dean.

- Szturch, niebezpieczne użycie łokci... i... tak, rzut karny dla Irlandii! – Leprokonusy, które wzbiły się w powietrze jak chmara rozwścieczonych szerszeni, kiedy Mullet została sfaulowana, teraz utworzyły w powietrzu słowa: 

HA, HA, HA!

Wile po drugiej stronie boiska zerwały się na nogi, potrząsnęły gniewnie białymi grzywami i zaczęły tańczyć. Weasley'owie i Harry natychmiast zatkali sobie uszy, ale Hermiona, na którą urok wil nie działał, po chwili szarpnęła Harry'ego za ramię.

- Czy wy tam tańczyliście? – spytała młodsza Dorcas, patrząc na Gabriele, Apolonię i Fleur.

- Mamy mniejszą moc uwodzenia niż czystokrwiste wile – mruknęła Apolonia – Jestem pół wilą. Moja matka była wilą i miała więcej mocy.

- I można tę moc wyłączyć i od czasu poznania Billa nie korzystam z niej. Bill jest jedyny, któremu chcę się podobać i totalnie się w nim zakochałam – wyjaśniła Fleur.

- Też bym mogła korzystać z mocy. Ale po co? Chcę, żeby mój facet kochał i szanował mnie  taką, jaką jestem, a nie ciągle śliniącego się kretyna – mruknęła Gabrielle, patrząc na Denisa i wzdychała ze szczęścia – i się zakochałam – i wtuliła się w Creevey'a, a Denis głupkowato się uśmiechał do Colina. Fleur aż się skrzywiła.

- Nawet mi nie przypominaj tego idioty! – jęknęła Fleur, mając na myśli Rogera.

Spojrzał na nią nieprzytomnie, a ona niecierpliwie wyciągnęła mu palce z uszu.

- Popatrz na sędziego! – zawołała, chichocąc. Harry spojrzał na boisko. Hassan Mustafa wylądował przed tańczącymi wilami i zaczął wyczyniać bardzo dziwne rzeczy.

- Mam nadzieję, że nie ściągnął spodni i nie pokazał swojego ptaszka? – spytała z nadzieją starsza Marlene.

- Marlene tu są dzieci! – skarcił ją starszy Łapa – Bądź grzeczną dziewczynką – i po groził jej palcem.

- A co jeśli nie będę grzeczną dziewczynką? – spytała podnieconym głosem.

 - Dostaniesz klapsa – odpowiedział Łapa – I cię przelecę.

 - PRZESTAŃCIE!!!!!!

- W nagrodę zrobię Ci dobrze – mruknęła Lady Black erotyczne do ucha Lorda Blacka.

Napinał muskuły i gorączkowo przygładzał wąsy.

- No nie, tego już za wiele! – zagrzmiał Ludo Bagman, ale ton jego głosu wskazywał, że nieźle go to ubawiło – Niech ktoś stuknie sędziego! – Na boisko wbiegł Magomedyk, który sam zatkał sobie uszy, i kopnął zdrowo Mustafę w zadek.

- To było obrzydliwe – rzekła Ginny.

Mustafa chyba się opamiętał; Harry, obserwując go przez omnikulary, zobaczył, że sędzia jest bardzo zmieszany i wrzeszczy na wile, które przestały tańczyć i łypały na niego buntowniczo.

- Chyba się nie mylę... tak, Mustafa próbuje przegonić z boiska bułgarskie
maskotki! – zagrzmiał głos Bagmana – No nie, czegoś takiego jeszcze nie widzieliśmy... och, robi się nieprzyjemnie... – I rzeczywiście: bułgarscy Ścigający, Wołkow i Wulkanow, wylądowali obok Mustafy i zaczęli się z nim gwałtownie kłócić, wymachując w kierunku Leprokonusów, które teraz uformowały się w wielki napis:

HI, HI, HI!

Mustafa nie przejął się wcale wrzaskami Bułgarów i potrząsając groźnie wzniesionym ku niebu palcem, wyraźnie nakazywał im, by natychmiast wznieśli się w powietrze, a kiedy go nie usłuchali, zagwizdał dwukrotnie.

- Dwa rzuty karne dla Irlandii! – ryknął Bagman, a bułgarscy kibice zawyli
z oburzenia.

- Super! – krzyczeli kibice na sali.

- A Wołkow i Wulkanow lepiej zrobią, jak dosiądą mioteł... tak...
poooszli... teraz Troy bierze kafla...

Gra zrobiła się naprawdę brutalna; czegoś takiego jeszcze nigdy nie widziano na żadnym meczu. Pałkarze obu drużyn pozbyli się wszelkich hamulców, zwłaszcza Wołkow i Wulkanow przestali dbać o to, czy ich pałki trafiają w tłuczka, czy w przeciwników.

- Ostra była jatka – mruknęła Susan i wtuliła się w Seamusa.

- Prawdopodobnie by było tak z dwadzieścia złamań kości – powiedział Alina.

Dymitrow wpadł z łoskotem na Moran, która trzymała kafla, prawie zwalając ją z miotły.

- Faul! – ryknęli jednym głosem kibice Irlandii, powstając i robiąc wielką
zieloną falę.

- Faul! – powtórzył wzmocniony magicznie głos Ludona Bagmana – Dymitrow wpada na Moran... umyślnie się z nią zderza... musi być kolejny rzut karny... tak, jest gwizdek! – Leprokonusy wystrzeliły ponownie w powietrze i tym razem utworzyły wielką rękę, która wymachiwała w bardzo obraźliwym geście w stronę wili.

- Wille pomagają Irlandii – stwierdziła Flora.

Widząc to, wile straciły nad sobą panowanie. Wybiegły na boisko, miotają na Leprokonusy snopy ognia. Harry, patrzył na to wszystko przez omnikulary, dostrzegł, ˙ze wile nie są już tak urzekające co piękne jak uprzednio. Wręcz przeciwnie, ich twarze wydłużały się w ostre, zakończone dziobami głowy ptaków, a z ramion wyrastały im pokryte łuskami skrzydła...

- My już tak nie potrafimy! – krzyknęli ci którzy mają w sobie krew willi.

- I właśnie dlatego, chłopcy – ryknął pan Weasley, przekrzykując straszliwy tumult ze wszystkich stron – nie dajcie się nigdy nabrać na sam wygląd! – Czarodzieje z Ministerstwa Magii wysypali się na boisko, by rozdzielić wile i Leprokonusy, ale nie bardzo im się to udawało, a tymczasem zażarta walka w dole była niczym w porównaniu z tym, co działo się w powietrzu.

- Wszystkich już odbiło – rzekła Astoria.

- Dokładnie dlatego nie lubię Quidditcha ten cały fanatyzm jaranie się tym jak niektórzy wyprzedażą... – powiedział Marcus, zgadzając się z Astorią.

Harry kierował omnikulary to tu, to tam, bo kafel przechodził z rąk do rąk z szybkością pocisku...

- Lewski... Dymitrow... Moran... Troy... Mullet... Iwanowa... znowu Moran... Moran... MORAN ZDOBYWA GOLA! – Wiwaty kibiców Irlandii utonęły jednak we wrzaskach wili, bo tym razem strumienie ognia tryskały z różdżek funkcjonariuszy ministerstwa, i wściekłym ryku Bułgarów.

- Jak zwierzęta – skrzywiła się młodsza wersja pani Weasley.

Grę wznowiono natychmiast; kafla zdobył Lewski, podał do Dymitrowa... Irlandzki napastnik Quigley odbił z całej siły przelatującego obok niego tłuczka w stronę Kruma, który nie uchylił się dostatecznie szybko. Piłka ugodziła go w twarz. Rozległ się ogłuszający ryk tłumu; wyglądało na to, że Krum ma złamany nos, bo krwawił obficie, ale Hassan Mustafa nie przerwał gry.

- On krwawił! – jęknęły dziewczyny.

- Sędzia kalosz! – skanowali Fred i George.

Chyba tego nie dostrzegł, a Harry nie mógł go za to winić: jedna z wili właśnie cisnęła w górę garścią ognia i podpaliła mu miotłę. Harry bardzo chciał, by ktoś w końcu zwrócił uwagę na to, że Krum jest ranny. Chociaż kibicował Irlandii, nie mógł zaprzeczyć, że Krum jest najlepszym zawodnikiem w tym meczu. Ron najwidoczniej czuł to samo.

- Przerwać grę! Och, prędzej, przecież on nie może grać w takim stanie,
popatrzcie na niego...

- Krum wie, że ma nos w przeciwieństwie do Voldka! – wypalił Fineas. Ci, którzy zdążyli zobaczyć na własne oczy twarz Voldemorta, parsknęli śmiechem. Jedni głośno, jedni cicho, a jedni tłumili śmiechy.

- Spójrz na Lyncha! – krzyknął Harry. Bo oto irlandzki Szukający nagle zanurkował, a Harry był pewny, że tym razem nie jest to zwód Wrońskiego... – Zobaczył znicza! – wrzasnął Harry – Zobaczył go! Spójrz na niego! – Połowa widzów zrozumiała, co się dzieje, kibice Irlandii zrobili wielką zieloną falę, krzykiem dopingując swojego Szukającego... ale Krum już siedział mu na ogonie. Harry nie miał pojęcia, w jaki sposób Krum w ogóle widział, co się dzieje, bo leciały za nim w powietrzu krople krwi, ale teraz zrównał się z Lynchem... obaj ponownie nurkowali ramię w ramię ku ziemi...

- Rozwalą się! – krzyknęła Hermiona.

- Nie! – wrzasnął Ron.

- Lynch tak! – ryknął Harry. I miał rację. Lynch po raz drugi ugodził z całej siły w ziemię i natychmiast rzuciła się na niego horda wili.

- Biedak tyle musi bab się na niego rzucać – stwierdził Fred II.

- I musi je zadowolić – dodał George II.

- Znicz... gdzie jest znicz?! – krzyknął Charlie.

- Ma go... Krum go ma... już po wszystkim! – zawołał Harry. Krum, w szacie obficie poplamionej krwią, wzbijał się już łagodnie w górę. W wyciągniętej dłoni mignął złoty błysk. Na tablicy zapłonął napis: BUŁGARIA: STO SZEŚĆDZIESIĄT, IRLANDIA: STO SIEDEMDZIESIĄT. Widzowie zamarli, jakby do nich nie dotarło, co się właściwie stało.

- Skubani! – zawołali w szoku mężczyźni.

 - Niesamowite zgadli! – dodały jeszcze w większym szoku kobiety.

 - Jesteś niesamowity – mruknęły Nicole i Angelina.

- A dostanę całusa za bycie niesamowitym, pani Weasley? – spytali Fred i George, a te pocałowały swojego męża namiętnie w usta. George II i Fred II wywrócili oczami.

A potem, powoli, jakby startował wielki odrzutowiec, rozbrzmiał coraz głośniejszy i głośniejszy ryk kibiców Irlandii, aż wybuchł wrzaskiem zachwytu.

- IRLANDIA WYGRAŁA! – krzyknął Bagman, który, podobnie jak Irlandczycy, był wstrząśnięty nagłym końcem meczu – KRUM ZŁAPAŁ ZNICZA... ALE IRLANDIA ZWYCIĘŻA... wielkie nieba, tego chyba nikt się nie spodziewał!

- Tatusiu muszę Ci coś powiedzieć – odezwała się Domique do Lee.

 - Tak, słońce? – Wyczarowała gazetę i zaczęła czytać.

- LEE JORDAN, 22 LAT BYŁY KOMENTATOR SZKOLNYCH MECZÓW QUIDDITCHA W SZKOLE MAGII I CZARODZIEJSTWA W HOGWARCIE ZOSTAŁ NOWYM KOMENTATOREM MIĘDZYNARODOWYCH MECZÓW QUIDDITCHA! GRATULUJEMY – i było zdjęcie Lee w starszej wersji. Lee opadła szczęka.

 - Jej! To było moje marzenie! – zawołał uradowany Lee i zaczął tańczyć z Alicją, która śmiała się i pocałował ją w usta.

 - Awwww!! 

- LEE JORDAN 24 LATA DOSTAŁ NAGRODĘ BYCIA NAJLEPSZYM MIĘDZYNARODOWYM KOMENTATOREM MECZÓW QUIDDITCHA – i było zdjęcie uśmiechniętego Lee z nagrodą.

- Mój ty najlepszy komentatorze, powinieneś dostać nagrodę!

- Jaką? 

- Taką nagrodę – i pocałowała go namiętnie w usta – Chcę być twoją żoną, Jordan i nie ma żadnej dyskusji. Chcę, żebyś mnie wielbił. Potrzebuję cię w sobie – mówiła mu do ucha podnieconym i erotycznym głosem. Lee uśmiechał się tajemniczo i klęknął na jedno kolano.

- Alicjo Spinet, wyjdziesz za mnie? – spytał, trzymając piękny pierścionek.

 - Tak! – zawołała szczęśliwa i rzuciła mi się na szyję i całowała go z pasją

-Awwwww!!!! – a Lee włożył jej pierścionek na palec.

- Pani Jordan – oznajmił z zachwytu Lee i pocałował ją w ręce. Dwie dziewczyny rzuciły jej się na szyję.

- Gratulacje, mamuś! – zawołały Roxanna i Domique zachwycone.

- Dziękuję, kochaniutkie – powiedziała i je mocno przytuliła – Piękny jest.

- Teraz jest piękny, kiedy jest na twoim palcu, pani Jordan.

- Stary, gratulacje! – zawołali Fred i George i cała trójka miała męski uścisk – Pani Jordan – i ukłonili się z szacunkiem uśmiechem na twarzy.

- Chodźcie tu, moje głupki! – parsknęła śmiechem i przytuliła ich mocno. Kiedy ich puściła, dziewczyny ją mocno przytuliły.

- Cieszę się razem z tobą, Alicjo! – zawołały Katie i Angelina – a Lee teraz puszy się jak paw – i cała trójka parsknęła śmiechem.

- Ej nie pusze się jak paw! – prychnął Lee.

- Lee nie puszy się, jak paw tak dobrze jak Percy. Ty Lee się tylko zaręczyłeś, a Percy puszy się jak paw, kiedy wykona swoje obowiązki, czyli gdy zrobi Crouchowi loda – skomentował Oliver, a Wielka Sala spadła ze śmiechu na podłogę, śmiejąc się wniebogłosy. Percy i Crouch zrobili się czerwoni i patrzyli na Olivera morderczym wzrokiem.

- WOOD, ZABIJE SIĘ ZARAZ! – ryknął Percy.

- Zluzuj majty, Percy – powiedziała Katie cukierkowym głosem – bo jak nie zluzujesz majtek, będzie Ci źle robić Crouchowi loda – Sala ponownie  ryknęła śmiechem. Percy był cały czerwony, tak samo, jak Barty.

- Dobre mamo! – krzyknął ze śmiechu Louis.

- I po co on złapał znicza? – ryknął Ron, podskakując dziko i wymachując rękami nad głową – Kretyn, zakończył mecz, kiedy Irlandia miała sto sześćdziesiąt punktów przewagi!

- Już wiedział, że nie uda im się wyrównać! – odkrzyknął Harry, także wymachując rękami jak szalony.

- Irlandia jest lepsza – oznajmił dumny Seamus.

- Irlandzcy Ścigający byli za dobrzy... chciał zakończyć mecz z honorem, to wszystko…
- Bardzo był dzielny, prawda? – powiedziała Hermiona, wychylając się do przodu,

Ron popatrzył na Hermionę, a ta pocałowała go w namiętnie w usta.

- Krum?

- To tylko kolega, mamuś i nic więcej. Moje serce należy do Rona – i wtuliła się w męża, po czym westchnęła zadowolonym głosem.

- Hermijonina ma rację, mamo – parsknął śmiechem Ron.

- Bardzo śmiesz...!! – westchnęła głośno Hermiona zadowolonym głosem, kiedy Ron pocałował ją w znak na szyi – Czuję, że moje ciało wibruje z podniecenia. Jest mi tak dobrze kiedy tu mnie całujesz – miała rozmarzoną minę i wtuliła się w Rona.

- Przelecisz mnie?

- To mój obowiązek, kochanie – mruknął jej do ucha.

by zobaczyć, jak Krum ląduje na boisku i jak chmara magomedyków przedziera się ku niemu przez tłum walczących ze sobą karzełków i wili.

- Okropnie krwawi... – Harry ponownie przyłożył omnikulary do oczu. Trudno było dostrzec, co dzieje się w dole, bo rozradowane Leprokonusy krążyły nad boiskiem, ale udało mu się zobaczyć Kruma, otoczonego przez magomedyków. Wyglądał jeszcze bardziej gburowato niż zwykle i nie pozwalał im doprowadzić się do porządku.

 Drużyna popatrzyła się na Harry'ego.

Stojący wokół niego towarzysze z drużyny kręcili głowami i sprawiali wrażenie przygnębionych; nieco dalej irlandzcy zawodnicy tańczyli radośnie w deszczu złota sypanego przez ich maskotki.

- Jestem dumny, że jestem Irlandczykiem – oznajmił dumny Seamus, a Susan przytuliła się do niego.

Nad trybunami powiewały flagi, ze wszystkich stron rozbrzmiewał irlandzki hymn narodowy. Wile zamieniły się z powrotem w niebiańsko piękne dziewczyny, choć miny miały ponure i strapione.

- Nu co, my walczyli dzielnie – rozległ się posępny głos za Harrym. Obejrzał się: był to bułgarski Minister Magii.

- Więc jednak mówi pan po angielsku! – powiedział Knot z oburzeniem – A przez cały dzień zmuszał mnie pan do pokazywania wszystkiego na migi!

- Kordek zrobiłeś z siebie pajaca – stwierdził Teddy – A nie, czekaj ty nie musiałeś robić z siebie pajaca. Ty byłeś jesteś i będziesz pajacem.

- Nie, Teddy on zrobił z siebie kretyna – poprawił go Nick.

- Nie, bo idiotę – rzekł Matt.

- Jak patrzę tak, to zrobiłeś z siebie kretyna Kordek, ale jak tak, to już zrobiłeś z siebie idiotę, Kordek – stwierdziła Lily II – Kretyn, idiota. Kretyn, idiota. Kretyn, idiota. Kretyn, idiota. Kretyn idiota. Teraz znowu zrobiłeś z siebie kretyna, a teraz zrobiłeś z siebie idiotę – Wielka Sala patrzyła na Lily Longbottom z niedowierzaniem, a późnej ryknęła śmiechem. Knot zrobił się czerwony tak wiśnia.

- Rogaś twoja córka jest zajebista! – krzyknęli z podłogi obie wersje Łapy.

- Poczucie humoru odziedziczyła po swojej mamusi – odparł Harry, patrząc na Ginny rozbawiony.

- Moja krew! – zawołała Ginny.

- Nu, było bardzo wesoło – odrzekł minister, wzruszając ramionami.

- Irlandzka drużyna wykonuje pętlę honorową w otoczeniu swoich maskotek – zagrzmiał głos Bagmana – a do loży honorowej wnoszą właśnie nasze wspaniałe trofeum, Puchar Świata! – Nagle Harry'ego oślepił biały blask, gdy loża honorowa została magicznie oświetlona, by wszyscy na trybunach mogli zobaczyć, co tam się dzieje. Dwóch zadyszanych czarodziejów wnosiło właśnie pudło z wielkim złotym pucharem. Wręczyli je Korneliuszowi Knotowi, który wciąż miał bardzo obrażoną minę, nie mogąc wybaczyć swojemu bułgarskiemu koledze, że przez cały dzień zmuszał go do używania języka migowego.

- Musisz wytrzymać Kordek – mruknęła słodkim głosem starsza Amelia.

- Wielkie brawa dla walecznych Bułgarów! – ryknął Bagman. Siódemka bułgarskich zawodników wspięła się do loży po pokrytych czerwonym dywanem schodach. Tłum bił im brawo, a ze wszystkich stron błyskały soczewki tysięcy omnikularów zwróconych w stronę loży. Bułgarzy przeciskali się jeden po drugim między rzędami foteli w loży, a Bagman wykrzykiwał kolejno nazwiska tych, którym dłoń ściskali bułgarski minister i Knot. Krum, który podszedł na końcu, wyglądał okropnie. Para czarnych oczu łypała posępnie z pokiereszowanej, zakrwawionej twarzy. Wciąż trzymał znicza. Harry zauważył, że na ziemi bułgarski Szukający utracił wiele ze zgrabności i zwinności, którymi odznaczał się na miotle: miał kaczkowaty chód i okropnie się garbił. Ale kiedy padło jego nazwisko, cały stadion powitał je ogłuszającym rykiem zachwytu.

Harry, Fred, George i Ginny uśmiechnęli się szeroko do Rona.

 - Nawet nie próbujcie! – warknął Ron.

- Ten Krum jest najlepszy! – zawołał Harry.

- Krum? – spytał George.

- Krum? Krum, Krum – dodał Fred.

- Lata jak ptak albo jeszcze lepiej! – podniecił się Harry, patrząc na Rona.

 - Krum, Krum, Krum! – śpiewali Fred i George.

- To nie sportowiec to artysta! – krzyknął Harry.

- Chyba się w nim zakochałeś, Ron – zadrwiła Ginny.

- Głupia jesteś! – odparował Harry.

- Krum ja cię kocham! – zaczął Fred.

- Do ciebie szlocham! – ciągnął George.

- Wciąż o tobie śnię! Nawet gdy jeszcze nie śpię! – śpiewali razem bliźniacy i Harry. Ron mordował wzrokiem Harry'ego Freda, George’a i Ginny, a Hermiona zaczęła chichotać razem z innymi dziewczynami i kobietami a mężczyźni i chłopaki parsknęli śmiechem.

- I ty Brutusie przeciwko mnie! – prychnął Ron – A teraz dostaniesz karę – i zaczął ja gilbotać.

 - Przestań! Przestań! – wolała Hermiona ze śmiechu.

- Czy możecie się uspokoić?! – poprosił Hugo, sam nie mogą się powstrzymać od śmiechu.

Potem do loży wkroczyła drużyna Irlandii. Aidan Lynch wszedł podtrzymywany przez Moran i Connolly'ego; drugi upadek oszołomił go i miał dziwnie nieprzytomne spojrzenie. Uśmiechnął się jednak szeroko, gdy Troy i Quigley unieśli wysoko puchar, a cały stadion eksplodował krzykiem i brawami. Harry'emu dłonie aż zdrętwiały od oklasków.

W końcu, kiedy irlandzka drużyna opuściła lożę, by wykonać jeszcze jedną honorową pętlę na miotłach (Connolly wziął Aidana Lyncha na barana; irlandzki Szukający złapał go kurczowo w pasie, wciąż uśmiechając się trochę nieprzytomnie), Bagman wskazał różdżką na swoje gardło i mruknął "Quietus".

- Długo będzie się mówić o tym meczu – powiedział ochrypłym głosem – Niezwykle zakończenie... kto by się spodziewał... szkoda, że to trwało tak krótko... Aha, tak... tak... ile jestem wam winny?

- Złodziej! – warknęli Fred I i George I – Jak cię znajdę to ci przypierdolę!

Bo oto Fred i George przeleźli przez oparcia foteli do drugiego rzędu i stanęli
przed Ludonem Bagmanem, uśmiechając się szeroko i wyciągając do niego ręce.

- Koniec rozdziału – oznajmiła James II.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Voldemort atakuje z smierciorzelcami

Pov Narcyza Popatrzyłam na kobiety i dziewczyny w wielkiej sali i na swoje ubranie  wszystkie byliśmy ubrane obcisłe ubrania podkreslaly na...